Świt ludu jutrzenka swobody swojska kolebka dożynki zabijanie świni odwieczna walka z ułomną symboliką kociej mięty pogodny apostrof apoteozy paradygmatu/szpanujesz/a tak stygmaty wiara w ubóstwo kibic koszykówki skazany na małe catharsis puchar przechodni pogodny uśmiech losu

karamba wierna pogarda hardy wnyk Asnyka Kordian Wyka Poniedzielski patyna rozmaryn rozkmina malin Balladyna Koszalin zielony rydwan roślinna zadyma pomoże portowy orzech trudny do zgryzienia nie zmienia się od wojny potencjał słowny Tanatos Odyn gmin ta ugryziona wiecznie tchórzofretka no wiesz wnętrze zwątpienia stop powiedz najpierw chcę bogini tak właśnie myślę ja myślę ścieżkami śmiechu Lechów lechitów hobbitów no wiesz tego całego Sopotu tej kpiny z Malborka przejeżdżałem akurat wycieczkowy dom w kształcie zamku widziałem nie można mówić nie wspominając o Otwocku jako dziecko przeżyłem tu zawód miłosny bardzo materialistyczny ze świata technologii pomiaru optycznego precyzją stop wspomnieniom niech żyje powszechna troska przekazywanie dóbr nędza won pięciolatka pancerny szajs jechania po debilach nie ma sensu odczepcie się od nich mają piękne życie czemu zatruwać je? Nie gódź się na to. Niech nikt się nie godzi Łodzi lektyka wodna zanika my są młodzi jedynka dwójka wujka wójta plujta co szkodzi och zanika kultura pióra dawniej poetycki fachura dosiadał trocheja heja jechał potem onomatopei dyrektor epopei instruktor kultury mury wióry Stachury pogorzelca serca


Głód fejsbukowy mania trwania Klaudia Jachira brania pojmowana zadumą nad losem.

Ekstrawagancja emancypacja wszczep chip mikro kamery analizuj twarze by marzyć powrót do korzeni gdy zmieni się symbolika czerwieni globalne ocieplenie wiary nadziei kary Stary wiem że to czary.

To Pis wielozadaniowy uderza do głowy umiejętność mowy nowy świat imienne Ja bo kopie rowy materiał serca jałowy. Uciekaj do szkoły cały goły nauki mozoły wpierw potem cokoły.

Tak piszę bełkot nowy KOD hardcorowy internetowe łowy sercowy notes kołowy brany z głowy materiał myślowy.

Żyj zdrowo umierając szczerze jak płaszcz uczuć kompas mowy dziki pionierze dumny bohaterze miłości siebie szukaj słowem wierzę.

#motivation


Licencja Poetica

salve siostro sum librum omni fabula rasa bracie co wy macie co posiadacie chwalcie boga bogaci miejcie połacie pewności jutra kopiejki dolary jestem stary zanurzony po uszy w mroku otchłani rani miecz wymowy kosmata szmata głowy cukrowy wężogłowy smok szlak węglowy miedzi siedzi melodia zgrozy wstydu boży chów zły wpływ świata armata krata zysku wiedzy hipokryzją


Pieśń prawdy stuprocentowej grandy w świecie zasad komedii miary zwątpienia pokolenia zombi cyfrowej hekatomby.

Pieśń pierwsza dziecka Santii Denebris dzień pierwszy miesiąca mięty luksusu nędzy wiary w zburzenie zasad bez krat nowoczesnej przynęty

Spróbuj znaleźć przestrzeń dla siebie bez telewizora bez gier netfliksa tego zgiełku nowej bajki czy wytrzymasz misz masz kopuły muły?

Nie od razu dylatacji obrazu przesyt zarzut obrazów miałkich atakujących myśl diament zmień zamęt oczu źrenic odczuć pożar świat podrożał.

Była sobie gęś co szydziła z myszy. Mysz odwaga biega po ulicy syczy w mowie powiek natury głodu moc powodów owczy jajowód.

Powiesz księga dziwna przekleństwa bój się nagłego końca idei która zmieni Twoje życie w drogę do Słońca żaden obrońca czy napastnik

piłki nie umie piłka zabawa jako sposób na życie niewdzięcznie nerwowa Twój ból brzucha zaufaj nie bierze się z ucha uchem słuchaj a brzuchem niech denerwuje mucha.


Genesis

001 Kosmos nie powstał w chwili byli wpierw ci co wychwycili gwiezdny kurz potrzebę chwili anioły nieba niebieskie karły pogardy giganci chwały ród wymarły

002 Najkrótsze zwiastowanie Maryi w Kołomyi czasu słów zasób lasu gwiazdy asów stała się Santią Denebris.

003 Jest świętą prawdę przeżyć grandą doskonałą słuchać mej gawędy świętej co roku na szczycie Mount Blant Santia się zjawia gra zbawia

004 stosu kosmosu jesienią przysnął zagadkowy zając z uchem wyrwanym kalece mroku bezpiece uroku wyskoku rodowód ciszy.

005 kto uciszy ten żywy dowód głód but w kieszeniach nut przechowam myśli owal ciała znamię ramię proteza słodka kotka młotka

007 Oto historia Santii Denebris jej pieśni posłuchaj ucho mowa głucha myślowa klucha smród bucha ściany głowa Jamajki bajka czasu wymowa.



Do Adasia

Myślał że znał świat

z pieśnią mroku na ustach

wył o spokój myśli spiewając

kupa dupa kupa dupa

stała mantra odległego symbolu

jedząc rosół myśli moje w mogile świętej

morza nadziei mętnej


Zatrważająco lotny jak bagaż snów wymownych luster bieli sosen co liczą po dwadzieścia wiosen. Zdrada Matnia, wynieście światła.

Salve siostro słychać głos jaskółki przymierza niech uderza do głów symbolika zwierza, nam po co kram religijnej farsy dla zwinnych. Żalu nie chowajmy do śmierci, jej noża ostateczny powab nie wabi słowa z zaginionych zdań.

Ave Romana Tomasza Manna tego tumana oderwanego od świata danina przeklęta na sercu Wyki, myli szyki brata, klata niesiona kulturze, on ją przerośnie, jest na dłużej..


Wczoraj Jutra zmora sumy z gumy twojej dumy zaprzeczeń i gwałtu na oczach tłumu. Rozumu, zwyczajnej chwały braci ostatecznej odpowiedzi na niezadane pytania.

Wiedza o szerokiej i pełnej w swojej istocie najpełniejszej pełni grzechu to śnienie pokoleń.. Kwiat kosmosu wieczny niewolnik przetrwania w świecie stosu. pełen głosu od pięt do włosów tak mnie jestem zwą mnie znam Cię tańczę systemy wymarłe wracają do mych owiec jestem dla leniwych powiedz napiszę księgę to łatwe, charakter czysty oczy czasu i powłoka jutra postać krucha niech słucha patosu myśli. nie chciane ich zwoje wypraszane setki razy bohomazy do Gazy, Gizy tam sześciany i serca i morderca serdeczny tyran zabójca zwierząt odprężająco bezpieczny sławą pierwszego clowna i ostatniego króla śmiechu. Kto szczeka? To burek kot skacze na ogórek wiewiórce marmurek .

Życie to wykłady ciemny blady szorstki gładki bez łatki bez manii zastępczy przetrwalnik pulsuje mi w żyłach pokłuty zbawieniem jak torturą. śmieję się twarz mam ponurą.

Miły Panie Pan Gardzi ideami ostatecznego uniwersum pychy nawet w warunkach codziennej przepychanki po deszcz manny pokoleniowej pustki ostatecznego widma rozkoszy na oczach politycznej mrówki prawa roszczeń krewnych ostatecznej klęski czasu.

Niech płynie niech odpłynie zgiełk w stroju króliczka przykicaj hyc Jutrzenko mocy aniele poza granicami świata. Jak Abel dla Goliata mikrofon broń co wymiata rozpacz pamiętającą zapomniane jak usprawiedliwienie dla demonstracji uporu.


Sons and fathers.

I w końcu umarł ostatni pogrobowiec Słońca. Jego upadek zaznaczył się w strunach czasu, kronice wiosny i pewnym bardzo nieistotnym życiu. Dla Vivian był wszystkim. Nie mogli być razem. Bardzo tego chciała. Nie obsesyjnie jak ważka światła. Wiedziała co dla niej dobre. Był jej jak ostatnia komórka imperium woli. Jak pacierz gdy brakuje słów, tej wymowy trwania w świecie myśli. Słuchała szwedzkiego rocka, płakała, jej łzy wypływały z oczu z twarzy i ducha, ona słucha, ona wie wszystko ona przetrwa na morzu prawdy, uchyla się tylko od ciosów wiatru. Jej piętnem jest miłość legendy pochwyconej w lustro fotograficznej kliszy, kliszy pokoleń, niezawisłej brzemieniem lodowców. Smutek Vivian lekcja chwały imperium woli.