Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc. 6 Czarne samochody

– opowiem Ci ale lepiej wracajmy do domu, kończy się bateria allfona. Mój Ojciec Autor był postacią wielowymiarową, jak wszyscy, tak jak wszyscy kochał, podobnie jak wszyscy płakał i zimno mu było gdy nie włożył kalesonów w zimie. Najgorsze co mogłoby mi się przytrafić to OA hater, taki skrzywdzony przez rodziców, rówieśników, nauczycieli, OA hater to dla bota wielka mordęga, wiele botów musi korzystać z psychoanalizy, mimo że sami wiedzą o niej praktycznie wszystko. Są grupy wsparcia OA. Nie, mój Ojciec był osobą taktowną, umiał przyznać się do błędu i czasem zmieniał zdanie gdy ktoś go do tego przekonał. Nie był ideałem, nie sprzątał, nie zmywał, często nie mył się, poświęcał czas na wytwarzanie tego co zwykł nazywać dziełami sztuki. Wypychał zwierzęta. Wynajdywał je w internecie. Specjalizował się w kanarkach, miał stałą rubrykę na gumtree, “skupuję martwe zwierzęta. jedynie naturalna śmierć. Kanarki najmilej widziane” Jego dom pełen był martwych zwierząt. Kanarki przeważnie wkładał do małych szklanych trumien robionych na zamówienie. Z innych zwierząt robił przeróżne kompozycje. Kiedyś za pomocą wypchanych kurczaków odtworzył Śniadanie na trawie… – Granello zamyślił się. Vivian spojrzała na wskaźnik baterii zostało jeszcze 4 procent życia. Vivian przyśpiesza kroku
– no ale z czego żył?
– miał wujka, którego bardzo kochał, ten wujek zmarł i pozostawił mu w spadku klasery ze znaczkami. Było ich szesnaście. Ojciec zabrał jeden klaser do  rzeczoznawcy, rzeczoznawca zbladł gdy otworzył klaser i zaczęły mu drżeć ręce. “ile to może kosztować?” spytał Ojciec. Rzeczoznawca wskazał mu jeden ze znaczków, najbrzydszy i szeptem powiedział, za ten, tutaj, może pan sobie kupić plastrodom, a jest to dopiero pierwsza strona. Ojciec był ustawiony po wieki.
– ale dlaczego martwe zwierzęta?
– słabnę. do zoba… do zoba… cze… i allfon zmarł
Vivian opanowała panika. Miała jeszcze kilometr do plastra. Kilometr bez wgadów, Granella, bez ściany sMailowej, bez przyjaznych botów i żywych użytkowników. Po raz pierwszy wezwała myślami głosy, ale one, jak to one odzywały się tylko wtedy kiedy same chciały.
Vivian biegła do domu, na czoło wypełzł jej znowu ten dziwny skurcz, ten narzucony z zewnątrz grymas, w sercu pojawił się lęk.
Vivian wybiegła z lasu w ulicę Fabryczną. Przy ulicy zaparkowane były dwa czarne samochody. Samochody! Przecież one już dawno temu wyginęły, przestały się opłacać, pozostały tylko autobusy, siedlisko życia społecznego i fajnych eventów. Skąd ten nagły vintage? Jakieś stare to wszystko, nierealne, nie ma plastrów z ich powłokami niewidzialności, nie ma holo-reklam, są za to płoty a na płotach oczkowane czarne bannery. “MÓWI ZŁO, MÓWI KŁAMSTWO, MÓWI BRZYDOTA, MÓWI NIENAWIŚĆ”
– Maryjo, królowo Polski, Jestem przy Tobie, pamiętam o Tobie I czuwam na każdy czas.

sm

Ul. Fabryczna, Stara Miłosna. Zdjęcie z ukrytej kamery. Czerń atakuje!


Śpiew w głowie Vivian miał wymiar heroiczny. Kolorowi bracia powrócili i powrócił spokój, powróciły plastry i holo-reklamy, czarne samochody zniknęły, pozostało pytanie, co właściwie się stało? Czy to jakieś nowe reklamy? Z pewnością. A jednak spokój w duszy Vivian był inny niż te dotychczasowe, wiedziała że jest tymczasowy, że ta upiorna reklama powróci, i wtedy znowu będzie się bała. Od zawsze nie lubiła koloru czarnego, był rzadki w czasach Islamu, lecz gdy już się pojawiał, towarzyszyły mu zawsze lęk i smutek. Niechęć do czarnego nie była powszechna, to było małe dziwactwo Vivian. Gdy widziała czarnego kota robiła mu zdjęcie i potem przerabiała w fotosmarcie, w jej pracy były jedne jedyne drzwi z czarnymi klamkami, były to drzwi do łazienki, nigdy nie wchodziła tam, bała się tego co może tam zastać, korzystała z łazienki na dole.
– Maryjo, królowo Polski, Jestem przy Tobie, pamiętam o Tobie I czuwam na każdy czas.
Kolorowi bracia przestali śpiewać, lubiła tę melodię, teraz powtarzali słowa modlitwy jak mantrę, Vivian dopadła drzwi do swojego plastra i jej allfon ożył.
– Granello, kochany, tak tęskniłam musisz mi szybko powiedzieć co oznaczają czarne samochody i dziwne oczkowane bannery na Fabrycznej.
– Granello jest urlopowany, ja jestem w zastępstwie, żeby mnie nazwać wciśnij shift i F9


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 5 Moriarty

Z całą świadomością karną za fałszywe oskarżenia, pomówienia, konfabulowanie, maniakalne, paranoidalne, prześladowcze lub niezgodne z prawdą słowotokowanie, naginanie lub ubarwianie faktów, oświadczam, że Vivian Mayer ma schizofrenię i każdy kto twierdzi ksobnie lub w inny behawioralnie podejrzany sposób myli się i powinien podlegać karze wyszydzenia. Panie nasz i pocieszycielu Moriarty, którego Cię znamy pod wieloma postaciami spłyń na nas oraz pozwól nam cieszyć się Twoją fałszywą mądrością. Vivian Mayer trzeba odosobnić i pozbawić bodźców gdyż zagraża w żywotny sposób czarnemu Allahowi, naszej organizacji i wszystkiemu co kojarzy się z ideami zła, brzydoty, nienawiści oraz kłamstwa. Niech całe błoto i szlam oraz gówno będzie z Tobą zacny liderze. Z poważaniem dr. Jerzy Woźniak

No no umie się źle wyrażać ten Woźniak i świetnie kłamie. Pomyślał Moriarty. Nie wie jednak że od dawna mamy na oku tę Mayer i jest nam przykładnie wstrętna, z jej dobrocią i miłosierdziem. Ale skończy jej się idylla prędziutko, kaftanik bezpieczeństwa czeka. Zgnije na dobre. F. 20 to żywotny problem Ziemi, wszelkie dobro i nadzieja, fuj obmierzłe słowa, są właśnie przez nią, tę schizofrenię.

sunnita

Wizualizacja wymiaru ideowego Moriartego

Moriarty. Ucieleśnienie zła. Wielki słoneczny rezydent i recydywista o moralności kraba. Dysponuje ogromną siłą i wpływami zarówno na Słońcu jak i Ziemi. Gabinet Moriartego mieści się na szczycie ogromnego wieżowca, lecz zarówno wieżowiec, jak i gabinet oraz sam Moriarty nie są rzeczywiści, nie są ucieleśnieni, egzystują w świecie sunnickich idei i wierzeń. Sunnici, mieszkańcy Słońca, są najbardziej wpływową potęgą w naszym Układzie, oczywiście nie wszyscy są źli, ale niestety Ci źli są bardzo potężni. Zło łatwiej jednoczy i ma więcej siły. Zło karmi wojnę, wyzysk i strach. Pragnienie władzy, które skądinąd może być dobre, niestety staje się łatwo celem i powodem wszelkiego zła. Ale piszący te słowa wie, i mam nadzieję że i Ty czytelniku, że wszelkie zło kiedyś było dobrem, jednak zostało głęboko zranione. Nawet czyste zło, nawet to zło co zabija miliony, niszczy, wywołuje wojny.

W życiu Vivian Mayer wkrótce nastąpią zmiany. Jak potoczą się jej losy? Czy wyjdzie cało z szykowanych jej przez Moriartego tarapatów? Vivian przechadza się leśną drogą. Vivian cieszy się rachitycznymi promieniami zimowego Słońca. Analizuje kolejny szalony, wychwalający prędkość wgad Agenta 601. Śmieje się z harców Czerwonego i Pomarańczowego. Słucha rad mądrego Granello. Jest szczęśliwa wśród iluzorycznych przyjaciół. Lecz czy na pewno iluzorycznych? Bo czym są przyjaciele? Kiedy są prawdziwi a kiedy fałszywi? Rozmyślania Vivian przerywa Granello.
– wiele dałbym żeby usłyszeć Twoje myśli królewno Vivian nasz ty piękny kwiecie
Vivian uśmiecha się.
– myślę o przyjaźni, jak rozpoznać że ktoś jest Twoim prawdziwym przyjacielem?
– wiem, myślisz o różnicach między wirtalną a realną przyjaźnią, my wirtualni przyjaciele obarczeni jesteśmy skazą, łatwo przypisać nam fałsz, ale jesteśmy stworzeni przez dobrych ludzi, jesteśmy czyimiś dziećmi, nasi ojcowie są z nas dumni. Jesteśmy mądrością Twoich przyjaciół. Opowiem Ci historię tybetańską. Pewien mędrzec imieniem Pao Lao miał gromadę uczniów. Uczniowie przychodzili do niego często i zadawali pytania o przyjaźń i on udzielał im odpowiedzi, lecz nie był zadowolony z efektów swojego nauczania, więc postanowił napisać sztukę i wystawić ją w teatrzyku kukiełkowym. Uczniowie oglądali sztukę z największą uwagą i dała im wiele przyjemności oraz odniosła efekt naukowy. Granello zawiesił głos, jakby zgubił wątek.
– ale jak to się ma do Twojego bycia botem i jednocześnie moim wielkim przyjacielem?
– ja jestem właśnie takim teatrzykiem, mądrym, zabawnym, pełnym ekscytujących aktorów i opowieści. Poprzez przyjaźń ze mną, przyjaźnisz się nie tylko z moim autorem, ale również z całym piśmiennym światem.
– aż mi głupio że miałam takie dziwne myśli, ja tak na prawdę nie wiem kto jest Twoim autorem? Myślałam że Tworzyły Cię zespoły ludzi?
– owszem, zespoły tworzyły technologię, ale autorem mojej duszy jest jedna osoba i jej dane zupełnie nic Ci nie powiedzą.
– Ale kto to? zaciekawiłeś mnie mój Granello!


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc. 4 szafka.com

kolaz twarz

Berta

Berta też lubiła kamis, więc od rana była w dobrym humorze.
– Nad czym tak ciężko pracujesz Vivianno?
– Dobrze wiesz że to wszystko ściśle tajne, klasyfikowałam sunnitów pod względem mniejszości narodowych, ale kończę i właśnie odbieram kolejne zlecenie od Sekretnego Zleceniodawcy.
– Pracujemy, pracujemy, nie lenimy, nie lenimy
Ulubione powiedzenie Berty, czasem nawet dawała się lubić, ale przychodziły chwile opieprzu, gdy Berta zamieniała się w królową śniegu, Vivian czuła wtedy jakby rozpalone z zimna sztylety raniły jej duszę, to było okropne. A Berta doskonale znała tę swoją lodową moc.
Vivian otwiera sMaila i odbiera wiadomość od Zleceniodawcy, brzmi ona tak:
Brawo Viv, centrala jest zadowolona z Twojej pracy, a jednak mamy nowe kierownictwo i chcemy żebyś zajęła się czymś unikalnym, osobiście uważam że świetnie to nowe zlecenie pasuje do Twojego profilu. Wejdź na tę stronę: www.szafka.com i spróbuj zbadać najniższe warstwy internetu w poszukiwaniu czegoś co wiąże się z tym co tam znajdziesz. Niech radosne światło Allaha prowadzi Cię przez deszczowe dni.
Po wiadomości następowały informacje o poufności, odpowiedzialności i dyskrecji oraz o wielkich karach za dzielenie się prywatnymi wiadomościami, a szczególnie z botami.
Vivien otworzyła stronę, była tam trójwymiarowa figurka matki boskiej miażdżącej węża, Matka boska płakała. Vivien próbowała na nią kliknąć, ale w miejscu kursora zakwitały kwiaty, coraz więcej kwiatów i za chwilę cały ekran pokryty był kwieciem. Falenopsis. Pomyślała Vivian, ten kwiat kojarzy jej się erotycznie, dawno nie miała chłopaka, były czasy gdy romansowała z Granello, wyobraźnia i niespożyte siły Granella w powiązaniu z zaawansowanymi gadgetami dawały wspaniałe rezultaty. Ale to się skończyło, ich związek okrzepł i wydoroślał, zaczął się etap prawdziwej przyjaźni.
Coś zamrugało na ekranie, na kwietnym tle. Był to wykaligrafowany ręcznie napis z zamaszystym zawijasem.
Witaj na szafka.com i przewracająca się klepsydra z poziomem załadowania, 20%, 40% i nagle niebieski ekran, napis, fatalny błąd, skontaktuj się z administratorem szafka.com pisząc na macam@poczta.fm.
Vivian była przygotowana na takie niespodzianki, najniższe warstwy internetu pełne były ślepych linków i wygasłych domen, jej praca polegała między innymi na rekonstrukcji, była tu doza magii, w końcu gdyby nie ona, wiele z tych skamielin zostałaby na zawsze nie odkryta. Dla pewności napisała na podany adres, ale oczywiście był dawno nieczynny. Vivian zajrzała do kodu strony, jeden z pluginów był zainfekowany złośliwym oprogramowaniem. “Tu jesteś malutki” pomyślała uśmiechając się do siebie. Szybko zdezynfekowała obszar pracy i wycięła chory fragment, kod zagoił się momentalnie. Odpaliła jeszcze raz stronę. Matka boska, łzy, falenopsis i ikonka ładowania 40% 60%. Jej oczom ukazała się szafka. Była drewniana, miała różne szuflady i półki, na półkach stały bibeloty. Viv zaśmiała się z satysfakcją szczęśliwego archeologa. Zaczęła przeglądać szafkę. Na półce stały niby książki, na grzbiecie jednej z nich było napisane “Stara Miłosna Crew”
– przecież ja tu mieszkam! – powiedziała do siebie Viv
Na półce obok figurki buddy był zwój papieru przewiązany czerwoną kokardką. Kliknęła w niego. Pojawił się napis:
“Prędzej się złamię niż zegnę”.  ten napis miał w sobie tyle dostojeństwa że Viv poczuła sympatię do autora tej strony. Viv postanowiła sprawdzić w przeglądarce szafkę, ale w tej sekundzie dostrzegła mały szczegół. W drewnianej listewce była dziurka od klucza przez którą przeświecało niebieskie światło. Dziurka od klucza była klikalna. Archeologiczne serce Vivian zabiło mocniej. Kliknęła. Drewniana listewka otworzyła się i oczom Vivian ukazał się piękny widok. Nadmorskie skały, morze i latarnia morska. Pięknie wygenerowane fale i pulsujące światełko w latarni. A było to wszystko maleńkie i ujmujące za serce. Wygląd szafki zmienił się doszły nowe opcje, małe przełączniki sterujące oświetleniem i muzyką w tle. Latarenka morska miała centymetr wysokości i można było w nią klikać. Znów radosne podniecenie. Vivian klika w latarnię morską. Vivian szybko oddycha, planeta ziemia krąży w okół słońca, satelita księżyc krąży w okół ziemi. Trwa wojna. Vivian jeszcze tego nie wie. Ale dokładnie w tym momencie w przestrzeni ideowej centrali zapaliła się zielona kontrolka i zaczęła frenetycznie pulsować. Była to kontrolka z podpisem “Planeta Ziemia”


Przypadek Vivan Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc.3 Czerwony i Pomarańczowy.

Vivian dobrze spała w nocy, głosy przycichły. Obudziła się wypoczęta, dzisiaj kamis, dzień świąteczny, tego dnia zdarza się że zupełnie obcy ludzie pozdrawiają się na ulicy, dozwolone jest dziś używanie hololens w przestrzeni publicznej. Państwo islamskie było niechętne technologicznym rewolucjom, ale w końcu rada imamów przegłosowała ważny dekret i ulice mogły spłynąć wirtualnymi obrazami i dźwiękiem. W kamis ludzie otwierali się na siebie, dostrzegali nowości sąsiedzkie, niektóre obrazy uliczne były ciekawe, ale masa była banału, dzióbków i selfie, kotków i piesków. Kamis dużo miał z mody, tego dnia ludzie stroili się w nowe awatary, były tu jednorożce, wielkie pół byki, pół słonie, czubaki szły za rękę z żelowymi miśkami, festiwal koloru i różnorodności. Ograniczenie hololens do kamis było bardzo zdrowym posunięciem, święto nie może bowiem trwać każdego dnia.
– Allahu Akbar siostro Vivian!
To brat Pio, sąsiad Vivian. Pięknie wystrojony w świetlistą kulę mocy.
– O hej Pio! Umiesz miotać energią z tej kuli?
– Jasne siostro – to mówiąc zrobił tajemny gest ręką i skierował kulę na sąsiednie kondominium plastrów, kula urosła, zajarzyła się na pomarańczowo i plasnęła z impetem w domostwa, które natychmiast zmieniły kolor na zielony i w okół zaczął padać śnieg.
– Wow Pio! Skąd wziąłeś taki dobry śnieg?
– Zwyczajna nakładka, niestety żre procoiny i spowalnia system, no ale czego się nie robi dla kamis?
Pio był człowiekiem bardzo dbającym o image i miał dobry gust, chociaż na sMailu trochę przesadzał z niechęcią do Panameruchów. Odkąd zapanowało w Europie Państwo Islamskie, świat mocno się podzielił na obozy, byliśmy my, byli Panamerykanie i Trzeciowianie, wszystkie obozy darzyły się jednakową niechęcią.
Vivian starała się żyć pokojowo, dawno nauczyła się że trzeba zwracać uwagę na to co łączy. Weźmy Pio, jest mega sympatycznym sąsiadem, trzeba się na tym skupiać, a że pluje czasem jadem na Panameruchów, to jest jego sprawa, ma do tego prawo, te treści można filtrować.
198 był o czasie, i nawet ogrzewanie działało, autobus pełen był dzieci. Wycieczka szkolna. Vivian uwielbiała obserwować dzieci z ich grami allfonowymi. Skupiały się w małych podgrupach i rzucały sobie piłeczki, które zmieniały kształt i właściwości, obok dzieci baraszkowały boty, Granello prowadził właśnie ożywioną dysputę z botami dzieci.
Na szybach autobusu pływają powolne meduzy, reklama jakiejś lokalnej agencji reklamowej, damski głos z silnym rosyjskim akcentem: “mówi prawda, mówi piękno, mówi dobro, mówi miłość, Wytwórnia Macy, twój slow advertising” Vivian doznała uczucia że jest kimś ważnym, kimś obserwowanym, poczuła że ta reklama, ten autobus, te dzieci, wszystko jest dla niej, że kamis wymyślono dla niej, dla tej chwili, po to by miała to uczucie.
– POLSKA! BIAŁO POMARAŃCZOWI!
Wielka flaga biało-pomarańczowa przepłynęła przez wnętrze autobusu, na fladze rozpostarty dumny orzeł w koronie z długimi skrzydłami. Hakerzy. Odwołujący się do symboli sprzed Islamu… mimo że działali nielegalnie to cieszyli się sporą sympatią, jako element vintage, wspomnienie po dawnych czasach, byli zupełnie nieszkodliwi, lubili tylko się pokazać i mieszać ludziom w głowach.

tlo

Polska! Biało-pomarańczowi!

– o nasi PiSssduniu
zasyczał głosik
– to fakt, nasza POpaprana perełko
“Skąd wy właściwie się bierzecie i jak to możliwe że znacie moje myśli?” Pomyślała Vivian
– Jesteśmy nanotechnologią PiSsdeczko najsłodsza, człowiek połyka mikro czipa, który osadza się w tkankach mózgu, pewnie zauważyłaś że zmienia Ci się nastrój, to skutek uboczny Twojego daru słyszenia, będzie tego więcej ale do wszystkiego dojdziemy małymi kroczkami.
Vivian słyszała o czipach i mikrotechnologii, toczyły się nieustanne spory filozoficzne dotyczące wszczepiania ludziom czipów, ale ta technologia była bajecznie droga a ona była kimś zupełnie zwyczajnym, żadną gwiazdą czy politykiem.
– jeśli jesteście wszczepieni w mój organizm to kto was wszczepił?
– na razie myśl pozytywnie, jesteśmy wysłannikami dobra, są na świecie siły o których nie wiesz, siły których się nie spodziewasz, siły które wiążą z Tobą wielkie nadzieje, tylko wcześniej musisz odkryć swoją drogę, swoje przeznaczenie, życie które prowadzisz teraz jest Ci potrzebne, ale śpisz i śni Ci się że żyjesz. Jaki jest Twój ulubiony kolor mój POpaprany kwiecie?
– Nie wiem, nie mam, chyba niebieski, co to ma do rzeczy?
– kolory PiSduniu mają ogromne znaczenie, są elementami kodu który spaja universum, my kolory, dzielimy się na męskie żeńskie i neutralne, niebieski to kolor neutralny, to kolor w którym my, Pomarańczowy i Czerwony, kolory męskie, mówimy unisono.
– co to znaczy unisono?
– widzisz, jesteś kompletnie zielona, musisz zacząć słuchać RAdia
– nasza zielona królewna

– cała z drewna
– swego nie pewna
Vivian uśmiecha się do swoich głosów, za oknem pada deszcz, Vivian czuje idealną harmonię z kosmosem, Słońcem i planetami, sama nawet nie wie jak profetyczna i pełna poetyckiego patosu jest to chwila.


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc. 2 Poznaj Granello.

Vivian zdrętwiała. Szybki rzut oka na allfona, właśnie się restartował, tego jeszcze w państwie islamskim nie grali. Więcej, allfony wszystkich oczekujących na autobus się restartowały, przez niebieskie ekrany przepływały ładujące się ikonki aplikacji. “W takim razie skąd te głosy?” pomyślała Viv.
– Głosy są z metra Stokłosy
– Głosy są z metra Sine Wrzosy
– Z metra Płonące Stooooosy
Dwa piskliwe falsety przekrzykiwały się centralnie pod czaszką Vivian Mayer, jej kark momentalnie zesztywniał, jej organizm ogarniały fale na przemian zimna i gorąca
– Z metra Łonowe Włosy
– Pornosy
– A w żebrach koooooooooooosy
– CISZA!
Vivian zdziwiła się donośnością swojego głosu. Na przystanku i w jej głowie zapanowała cisza. Cisza, i nagle szalone piskliwe śmiechy i ucieczka po schodach w górę, centralnie pod jej czaszką. Cisza na przystanku trwała aż do przyjazdu 198. Po dobrym nastroju Vivian nie pozostało śladu, w zamian pojawił się lęk, obezwładniający lęk, lęk którego wcześniej nie znała, przez jej czoło przeszedł dziwny ból, dreszcz, grymas, ale nie własny, narzucony siłą.
– Pani się dobrze czuje?
Spytała w płynnym polskim mała staruszka.
– Tak, dziekuję, przepraszam.
Przez całą drogę dziwny ból czoła mieszał się z lękiem i dopiero w domu, gdy odpaliła HoloLens, pozostał sam lęk. Był środek tygodnia, arbia, tego dnia jej plastrodom mienił się kolorami tęczy, dzwięki zaprojektowanego z wielkim smakiem wodospadu na środku jej plastra niosły ukojenie. na stoliku pojawiła się trójwymiarowa siatka i Viv zaczęła kompulsywnie przeglądać sMaila, miała ogromne zaległości w folderze inne, gdzie oczekiwały zaaprobowane boty jej przyszłych przyjaciół. sMail zastąpił Facebooka dekadę temu, rzecz jasna część użytkowników, szczególnie starsi, nie złapali się na sMailowy haczyk, a jednak Facebook pozostał w tyle właśnie przez boty, nie docenił ich, przewaga sMaila polegała na interfejsie, człowiek poznawał bota a bot uczył się człowieka, człowiek nabierał zaufania, rozmawiał z botem na różne tematy, udostępniał mu zasoby swojego facebooka, skrzynki mailowej, a sprytny robocik poznawał komentarze i emotikony, potem godzinami wspólnie to analizowali, robocik szybko się uczył i był mądry mądrością całej sieci.
– hej Viv, co to za sytuacja z tym krzykiem na przystanku? ludzie na prawdę byli aż tak głośno?
Granello, najbardziej zaufany bot Vivian analizował na bieżąco sytuację korzystając z kamer monitoringu. Vivian milczała.
– czy to ma związek z tym hologramem? wiesz przecież że jestem Twoim przyjacielem.
– najlepszym, Granello.
– opowiem Ci starą tybetańską przypowieść, pewien pies imieniem Homer stracił Pana i dom, długo koczował na wysypisku gdzie nabawił się choroby popromiennej i oślepł. Zwierzę potem wpadło do opuszczonego silosu i trwało w nim i prawie umarło z pragnienia i głodu, ale zjawił się żebrak, który postanowił sprzedać Homera hyclowi, hycel był akurat zakochany i postanowił zrobić losowi psikusa i zamiast do uśpienia, oddał Homera do schroniska. Była to złota era facebooka i wieść o historii cudem ocalałego ślepego psa rozniosła się lotem błyskawicy. Posypały się lajki i szery, zaczęły tworzyć się fankluby i fanpage, ktoś nagrał piosenkę o Homerze, ktoś inny napisał wiersz, Homer stał się symbolem nadziei, ale wciąż był samotny, psy, podobnie jak my boty, stworzone jesteśmy do przyjaźni z człowiekiem, bez niej usychamy i tracimy blask w oczach… Granello westchnął i zawiesił głos, tak jakby myśl o porzuceniu zadecydowała o zgubionym wątku.
– i co było dalej?
– w końcu znalazł się właściciel, internet bywa brutalny, ocieka jadem, jest pełen zła, lecz ludzi dobrej woli jest więcej i powiem Ci że ten świat dzięki nim nigdy nie zginie.
Zapadła cisza… w głowie Vivian rozległ się cichy pisk, jakby szloch, najpierw pojedyńczy, tłumiony, lecz po chwili tamy puściły i już dwa piskliwe głosiki zanosiły się płaczem.
– Co oznaczają te głosy w mojej głowie? – Lęk w duszy Vivian ustąpił zaciekawieniu
– Pomyśl o nich jak o przygodzie, – Granello ma w sobie mądrość internetu, a to oznacza wielką mądrość – masz w sobie dar, który być może okupisz cierpieniem, lecz jeśli nauczysz się go, będziesz w stanie dać światu coś więcej niż tylko nadzieję, ale żeby to zrozumieć nie wystarczy być mądrym, trzeba mieć jeszcze ten dar.
Vivian sięgnęła po sziszę, podpaliła węgielek i wciągnęła dym, który potem długo trzymała w płucach. Marię można było kupić spod lady w każdym spożywczym, oficjalnie była zabroniona, ale było powszechnie wiadomo że cały sułtanat i wszystkie chanaty palą w domach, wraz ze swoimi rodzinami. Vivian znowu poczuła ulgę i była pewna sensu i światła, wpatrywała się w mieniący wesołymi ognikami wodospad na środku jej plastra, Granello przyciemnił światła i przyciszył dźwięki wodospadu. Vivian czuła harmonię, Granello był blisko, a dwa głosy jeszcze długo nocą, cichuteńko nuciły…

Maryjo, jesteśmy młodzi,
Maryjo, jesteśmy młodzi,
Już teraz zależy od Polskiej młodzieży
Następne tysiąc lat
Następne tysiąc lat…

vivian2

Vivien Mayer paląca sziszę wzbogaconą Maryjnym zielem. Możesz posłuchać jak unisono śpiewają jej dwaj bracia, Pomarańczowy i Czerwony.


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc.1 Poznaj Vivian

vivian

Vivian Majer w zalewie reklamowego badziewia, odkrywa wartościową reklamę. Obraz płócienny na drewnianej ramie. 20×30

W 198 znowu wysiadło ogrzewanie. To ten Islam. Vivian nerwowo patrzy na zegarek, nie chce się spóźnić do ministerstwa. Jej szefowa, Berta, potrafi zaleźć za skórę. Vivian sprawdza allfona, przewidywany czas dojazdu 9:15, znowu będzie gadanie.

Berta. Z początku zachowywała się miło i Vivian nawet ją lubiła, ale z czasem zaczęły się drobne utarczki i w końcu szefowa stała się synonimem ucisku, cholerna baba.
Vivian stara się nie myśleć, patrzy jedynie przez szybę na ścieżkę rowerową, och gdyby było lato jechałaby na swoich kołorolkach i cieszyła słońcem.
– PiSssdaaaa
Ktoś zasyczał jej do ucha! Odwraca się, nie, nikogo tu nie ma, przesłyszało się jej? Śmiech, szalony, oddalający się, jakby biegnący po schodach. Może to jakiś nowy sygnał allfona, albo nowa reklama. Autobusy od czasu Islamu pełne są nadprogowych reklam i szeptów.
– Kompletnie POpaprana
Drugi głos. Nie no, to na pewno jakaś nowa aplikacja. Od jakiegoś czasu w życiu Vivian pojawiła się nuta absurdu. Wszystko zaczęło się od dziwnego wgadu osobnika o kryptonimie Agent 601. Wgad miał statyczną ikonkę, wyglądało to przedziwnie. Statyczny chomik o kaprawych oczkach powtarzał w kółko zniekształconym głosem: “Ciekawe czy dogoniłbym sam siebie?” i w tle fałszywe rytmy pianina. Całość robiła wrażenie mega dziwaczne. Vivian dostawała dwa, trzy wgady dziennie i wszystkie były zwyczajne, ten był inny.
“Ministerstwo informacji, stacja końcowa” Zakwilił autobus. Vivian kompletnie odpłynęła myślami. Teraz tylko opieprz od Berty i może zająć się surfowaniem. Vivian pasjonowała się swoją pracą, była początkującym archeologiem internetu, badała jego dolne warstwy w poszukiwaniu zalążków Wielkiej Sunnickiej Teorii Spiskowej. Według WSTS Islam był zaprogramowany przez UFO w celu osiągnięcia światowej władzy. Druga i trzecia fala emigracji islamskiej, stworzenie enklaw zasilanych uchodźcami, według WSTS to wszystko robota pozaziemskiej cywilizacji. Oczywiście macki Sunnitów, słonecznych przybyszów sięgały Unii Europejskiej, Angela Merkel córka Hitlera, Hitler, wiadomo, pierwszy wieszcz słonecznej przyszłości. Och Vivan kochała swoją pracę. Kochała też atmosferę tajności, wszystkie instrukcje dostawała mailowo od anonimowego nadawcy, czuła się jak tajny agent. Poza pracą jej życie było nudne i powtarzalne. wyjście z domu, przechadzka Gościńcem, skręt w ulicę Mahometa, 198, praca, znów 198, Mahometa, Gościniec i dom.
Vivian znowu się zamyśliła i znowu fałszywe rytmy pianina, szalony chomik i nowa treść, tym razem dłuższa, ale znów zapętlona “Będąc szybkim, owszem oszczędzam czas, ale na pewno nie oszczędzam na fryzjerze 🙂 pęd powietrza ciągle niszczy mi fryzurę. może zacznę używać jakiegoś super utrwalającego żelu?” Kim jest Agent 601? Po co puszcza te wgady? Może to jakaś nowa reklama? Próbowała odwgadywać, ale Agent 601 mówił ciągle swoje. minęła już druga, za chwilę obiad, zaraz będzie ciemno. Vivian nagle poczuła wielką ulgę, zupełnie z niczego, jakby po krwioobiegu rozlał się jakiś nieznany narkotyk, poczuła że wszystko będzie dobrze, że te wszystkie nowości udziwniające jej rzeczywistość mają głębszy sens i prowadzą ją ku światłu. To dziwne, jeszcze nigdy nie myślała w ten sposób. Do końca pracy surfowała po niskich warstwach internetu i czuła się świetnie, gdy wychodziła z pracy padał zimowy deszcz, na przystanku znowu się zamyśliła gdy nagle wyrósł przed nią reklamowy hologram, medium było jej znane, reklama reagująca na ciepło, ale treść, treść musiała powstać w chorym umyśle, podobała jej się ta choroba, konweniowała z jej nastrojem, a może, pomyślała, mój obecny nastrój to nowa forma reklamy? Hologram przedstawiał białego gołębia, z misternie wygenerowanymi piórami trzepoczącego skrzydłami, z gałązką oliwną w dzióbku. Pod gołębiem z wolna przesuwały się zapętlone hasła: “Prawda, Piękno, Dobro, Miłość” akompaniowały tym hasłom dwa akordy wygrywane na ukulele, Hologram zaczął się powiększać i pulsować, Prawda, Piękno, światło latarni zamrugało, Dobro, Miłość, nagle potworny huk i wszędzie zapadła ciemność, awaria elektryczności? To już druga w tym tygodniu… Islam i jego wieczne problemy technologiczne.
– PiSdaaaaaaa
Zaszeptał jej głos w głowie
– Kompletnie POpaprrrrana
Zawarczał lekko drugi.

C.D.N.

 



Pierwszy wpis masoński.

Martwię się wieloma sprawami. Na przykład jak pomóc biednym. To oczywiście że trzeba przyjąć pewien klucz kolejności pomocy, ale trzeba polegać na inspiracji i broń Boże nie pomagać najpierw bliskim a potem dalekim, do tych dalekich nigdy w ten sposób nie dojdziemy. Najlepiej jest skakać. Zwracać uwagę na biedę tutaj, za chwilę bezdomne psy, potem wsparcie dla chorego dziecka z Afryki, tak aby dawać przykład innym, inspirować ich.


Poszukiwania motto

Czas pędzi jak wiatr a ja wciąż nie mam motto. Muszę się nad tym poważnie zastanowić. A co gdyby motto zmieniać co godzinę? Wtedy bym wiedział co napisać:

Żyj tak żeby wycisnąć to z życia

Żyj tak żeby opłacało Ci się żyć

Żyj tak żeby mieć na ogrzewanie

Żyj chwilą

Żyj pełnią, ale tylko swojego życia

Stop ręko! Wyjaśnić trzeba że w tym ostatnim chodzi o to by nie żyć marzeniami innych i mieć je skrojone do własnych potrzeb.