Przypadek Vivian Mayer odc 16 Pani Marzenka

– dobrze, młoda się uczy, ale przejdźmy do kwestii operacyjnych. jak z tym vlogiem, są już kamery? słyszałem że kosztują po 150 pln sztuka?
To Skała rozmawia z Mącą na korytażu szpitala psychiatrycznego
– są bezczelnie tanie, nawet jak ktoś nas nakryje to kupimy sobie nowe, kamera wyobraź sobie łączy się z youtubem sama za pomocą guzika.
– Najświętszy sakremencie – mówi Skała
– Mam już nazwę, będzie się nazywał Mąca Narodowy Komited Ogniskowy, w skrócie Mąca NKO, zarezerwowałem już domenę, więc nie ma odwrotu, nie będziemy się nazywali Skała TV.
– No dobrze już dobrze, nazwa jest nieważna, ważny jest sprzęt i żebyśmy szybko zaczynali, rozumiem że czołówkę już też zrobiłeś, mogłem się tego spodziewać zdrajco – powiedział z uznaniem Skała.
– aaaa, te kamery wyobraź sobie że mają oświetlenie i wejście na mikrofon, można w nich edytować, dodawać efekt sepii i obcinać spady, technologia już jest gotowa na nasze zbawianie.
– dobra nasza! – Skała
Przyjaciele przechodzą koło gotującego się na korytarzu czajnika.
– weźmy ten czajnik, odkąd stał się elektryczny, rozpalanie kuchni traci sens, kuchnia zanika, staje się palarnią, a z kolei palarnia staje się naszym studiem nagraniowym technologie znacznie ułatwiają zbawienie. Pomyśl tylko, to mówi ormormua aszfara czansami czurware inija
– prawda bracie, argone vasia rimari tioujona raczionaja. Dwaj przyjaciele rozmawiali czasem nieodgadnioną mową.
– zaczniemy od wywiadów, trzeba przepytać wszystkich jaki jest ich ulubiony kolor, cyfra, figura geometryczna i tak dalej. Potem bierzemy na warsztat uprzedzenia, czy lubią Żydów, Muzułmanów, Czechów, Rosian i tak dalej.
– myślę o quizach z filozofii, Pani Marzenka nam pomoże, prawda Pani Marzenko? – Powiedział do przechodzącej ładnej kobieciny w szlafroku. Była to Pani Marzenka. Nikt nie znał jej historii, ale wszyscy wiedzieli że jest diabelnie wprost mądra. Dużo milczała, ale gdy zadało jej się odpowiednie pytanie, potrafiła rozkwitnąć.
– Pani Marzenko, które piękno jest ważniejsze, to w oku odbiorcy czy to w dłoniach twórcy? Pyta Mąca Pani Marzenki.
– Panie Mącicielu Piękno jest pochodną Prawdy a ta zawsze należy do Zbawiciela. Zostało to opisane w mądrej księdze. Zauważył Pan że księgi są mądre? A przecież nie myślą. Żurawie myślą. Ktoś mądry powiedział: Błogosławione poranki, błogosławione wieczory, tylko choroba nas zbliża do kosmosu a kosmos wiadomo. Idę na papierosa, słyszałam o waszej telewizji, mogę prowadzić kącik o manufakturach zegarmistrzowskich na terenach przedwojennej Szwajcarii, to mój konik.
Mija miesiąc, Vivian już całkowicie zaaklimatyzowała się w nowym miejscu, jest szczęśliwie zakochana w Pani Ewie, ma nowych przyjaciół i nową tożsamość, zaakceptowała swoją inność, kocha siebie, świat i ludzi. Mąca ze Skałą rozkręcają powoli vloga. Nazwa ulega stałej zmianie, corporate design jest w rozsypce, trwają przepychanki nad wyborem logo, atmosfera w stylu Sturm und Drang. Pani Marzence stale zmienia się zapatrywanie na nowe medium. Na początku nagrywa programy o swoich zainteresowaniach, a są rozliczne, jednak w pewnym momencie odkrywa w sobie żyłkę aktorską i odgrywa słowa. Jako pierwsze, odegrała słowo “Kwasy” na różne sposoby powtarzała to słowo, raz z dumą, raz z odrazą, raz z obrzydzeniem, afirmatywnie, z nadzieją. Pani Marzenka emocje zawsze czerpie z siebie. Nowy Vlog pacjentów szpitala psychiatrycznego był bardzo niszowy. A jednak grupa zbawiających świat pod sztandarem Vivian nie traciła animuszu, przeciwnie, idea stale się rozszerzała i szerzono ją wytrwale. Vivian każdego dnia poznawała coś nowego, świetnie się bawiła podróżami w czasie, występami w telewizji i długimi rozmowami z przyjaciółmi. Zaczęła uczyć się hiszpańskiego. Nigdy nie podejrzewała że szpital psychiatryczny może być tak czarującym miejscem. Owszem zdarzało się że ktoś kogoś oblał wrzątkiem, albo wysmarował kałem, ale było to szeroko komentowane i tworzyła się wokół danego zdarzenia atmosfera wesołego zniesmaczenia, Vivian uczy się życia od nowa, w prawdziwej, nie wirtualnej społeczności, to jak powrót do malowania w jaskiniach, gdy poznało się w stopniu wybitnym tajniki malarstwa sztalugowego.


Nowe forum modowe

Roznosi mnie energia twórcza. Znalazłem zachodnie forum modowe, w którym nie trzeba czekać w kolejce. Normalnie przyjmują. Jest to forum dziwne, jak większość tego typu zjawisk. Najważniejszy temat to co dzisiaj masz na sobie i ludzie wpisują, robią fotki nawet, tak jakby kogoś to obchodziło. Nie ma tutaj działu dla kreatorów mody to na minus, może z czasem mi zrobią jakiś kącik. Będę musiał tym razem uważać żeby mnie nie zbanowali i być przymilnie grzecznym. Z tych rozmów co widziałem wnioskuję że użytkownicy forum są bardzo skryci i zdawkowi, nie ma tutaj otwartości, raczej trwa konkurencja. no nic zobaczymy.


Fashion world – my blog reactivates

Today I decided I will be a fashion designer. I write those words in English because I want to be an international designer. I want to take an inspiration from people who really love fashion, not like those from maxmodels.pl they treat everyone like rubbish. Today i applayed for entrance to www.thefashionspot.com guys if you read that, I am willing to wait as long as it gets to get to you. I want my creative condition to be on highest level of all. I want to change into fountain, producing beauty, but I need right environment. Anyway, I am ready to be a part of fashion world.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction – odc 15 Wielki powrót Granello

– Zacznijmy od tego że jesteś kompletnie Zielona.
– Tak, o tym już rozmawialiśmy.
To Vivian Zielona rozmawia w jadalni z Mąciewiczem.
– Musisz rozbudzić w sobie twórcze moce.
– Ale jak to zrobić?
– Musisz zacząć słuchać świata. Musisz wynaleźć w sobie stetoskop, który później będziesz przykładała w miejsca dobra. Radia zaczniemy słuchać razem, radio musisz mieć stale przy sobie od rana do wieczora, to jest Twój miecz, no wiesz oręż w walce o zbawienie. Musisz sprawić by zielono-biała radiowa Dwójka stała się Twoją super mocą.
To mówiąc wyjął radioodbiornik Halinka 1999 i radio zaczęło śpiewać, śpiewać, głosami ptaków. Zielona słuchała zadziwiona.
– gdy Moriarty przesadnie miesza w polityce, Dwójeczka nadaje śpiewem ptaków, to bardzo klarowny system komunikacji, a przy tym zupełnie nie rozpoznawalny przez sunnitów.
– Salam Alejkum Ibn Mąco
To Skała  Panowie lubją się witać i tworzyć wymyślne układy klaśnięć uścisków i pstryków.
– Skało, Zielona ma pytania dotyczące jej drogi do zbawienia.
– Właśnie? Po co mam słuchać radia?
– Musisz się uwrażliwiać na piękno, jeden Twój dreszcz metafizyczny jest wart więcej niż produkt krajowy brutto.
“Przerywamy naszą ptasią emisję by powitać naszego specjalnego gościa, tak proszę państwa, zieleń w końcu zagościła w naszych sercach”
I ta obłędna muzyka.
– Alleluja, Haendla. – mówi Mąciewicz
muzyka wzrasta, na plecach Vivian Zielonej pojawia się dreszcz, promieniuje falami na całe ciało jakby na plecach Viv przysiadła ogromna elektryczna meduza. Vivian wie że utwór potrwa jeszcze kilkadziesiąt minut, to jest jak epifania.
– Czy To Ty jesteś Marlenka? Przed Vivian staje dojrzała piękna, o kruczoczarnych włosach kobieta, Vivian pod wpływem wzruszenia, z miejsca się w niej zakochuje, jest dla niej wcieleniem siły, dobra i stateczności.
– Jestem Pani Ewa psycholog, wpadnij do mojego gabinetu to pogadamy
– Teraz? Spytała Vivian, Marlenka, Zielona.
– A co masz jakieś ważne spotkanie?
Vivian cała w skowronkach pobiegła za Panią Ewą. Pani Ewa zdjęła torebkę i powiesiła na specjalnym haczyku umocowanym do stołu.
– Mów mi Ewa, ale chcę żeby to była nasza tajemnica. Oficjalnie jestem dla Ciebie Pani.
– Jasne czym mogę Pani służyć
Zaczęły się śmiać i śmiały się aż Ewa pogroziła Viv palcem żartobliwie. To niesamowite, te dwie dusze miały się ku sobie.
– No biegałaś zdaje się w haleczce po mieście, musieli związać Cię w pasy tak brykałaś.
– A, to – wzruszyła ramionami Vivian – To normalne gdy jest się Zbawicielem
I znowu ten oczyszczający, zdrowy śmiech. Pani Ewa przygryza wargi i w tym momencie dzwoni telefon “Parole, parole, parole”
– Granello, słucham – mówi do telefonu Pani Ewa – nie, tak, nie, nie wiem, może, a jaką dawkę brała? no to dać, ale słabo naostrzony.
Pani Ewa odkłada telefon.
– Na czym to żeśmy?
W oczach Vivian łzy, mówi cicho:
– Czy Ty jesteś Granello?
– Tak jesteśmy ze starej włoskiej rodziny, nasz pra pra…
Nie dokończyła bo Vivian obięła ją
– Granello, tak tęskniłam.
Dwie obce dotąd kobiety przytulają się, przez myśli Ewy przebiegają pozytywne skojarzenia, ale czuje też zapach włosów Vivian, jej ręce zdają się emanować spokojem i pocieszeniem, Vivian czuje że nareszcie jest w domu, w objęciach ukochanej/ukochanego ideogramu. Vivian głaszcze Ewę po włosach, spogląda głęboko w oczy “Parole parole parole” piosenka trwa, dwa sprzeczające się niebiańsko zaplatane głosy. Wszystko zdaje jakby zastygać do miejsca w którym oczy już tylko patrzą w oczy a usta szukają ust. Pierwszy pocałunek, w usta, w oczy, w policzki, znowu w usta, w górną wargę i w końcu francuski pełnometrażowy pocałunek, taki który wymaga zachodzącego słońca i tropików.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction. Odc 14 Jacek i Hanka

Palarnia w szpitalu psychiatrycznym. Źółte, okopcone ściany. Dawniej była tu kuchnia, Mąca siedzi na dawnym palenisku kuchennym, jego twarz niezmiennie cała we krwi i sadzy z popielniczek. Obok na krzesełku Skała, dywagują o tym co zrobią gdy już Skała będzie prezydentem świata. Skała ma rozłożone ręce, leci ogromnym jumbojetem z prywatnym apartamentem na pokładzie, asystuje mu brygada myśliwców, kapitanem dowodzącym myśliwcami jest właśnie Mąca.
– Halo Kapitanie, czy masz już strój na dzisiejszą liturgię? Pyta Skała – Tak Wielka Skało, w maju obowiązuje fiolet, najbardziej przebiegły wśród kolorów.
– Nie zapominaj o modlitwie, jak wylądujemy, pokażę Ci nowe witraże.
Wchodzi Viv
– do kogo się modlicie chłopaki?
– witaj królowo – mówi Mąca – co myślisz o kolorze fioletowym?
– tak, wiem kolory są bardzo ważnym kluczem do badania wszechświata, ale powiedzcie mi dlaczego zawsze wszystko ja muszę robić? a jeśli brakuje mi siły żeby zbawiać ten świat?
– królewno – mówi Skała – każde z nas, jak tu siedzimy ma swoje przeznaczenie, naszym przeznaczeniem jest pomaganie Zbawicielowi, Tobie, to już wiesz.
– więc kim ja jestem? pyta Viv
– Królową Która Zbawi Świat – powiedzieli razem Skała i Mąca
– Gdy już obejmiemy władanie nad światem – mówi Skała – Ty już kompletnie nic nie będziesz miała do roboty, tylko pozowanie do zdjęć, dbanie o najbardziej pokrzywdzonych i inspirowanie dobrem, prawdą, miłością i pięknem.
Ding Dong, Ding Dong.
– Druga – mówi Maca – czas na obiad.
To bije zegar na żółtej okopconej ścianie. Stary zegar, zadrapany i wielokrotnie oszpecony z pomocą gorejących końcówek papierosów. Vivian patrzy na zegar. Coś jest nie tak, w miejscu dwunastki jest dwójka i wskazówki podniesione są maksymalnie ku górze, tak jak wcześniej było w przypadku dwunastej. Zwariowany zegar, myśli Vivian, zwariowany szpital, myśli Vivian, myśli to z wdzięcznością. Rzut oka na przykurzoną tarczę z kalejdoskopowym roślinnym wzorem, napis, “MWaTCH, zegary nowych czasów”
– Co o mnie wiecie? Co się stanie gdy zbawię świat?
W tej chwili do sali wpada dwumetrowy kolos z rozwianym blond włosem.
– I wtedy z nieba spadnie srebrny deszcz, i lew spocznie przy baranku a Arab poda rękę Amerykanowi, Żydowi i nacjonaliście i uniesie się śpiew o dobru i pięknie. – Nowy kolega wyciąga papierosa…
– no proszę sami niepalący – mówi – zaprawdę powiadam że zostałem złapany w potrzask przez zbrodniarzy korporacyjnych, zimnych nie palących, cynicznych drani, oni wszczepili mi palenie w mroczną duszę, tak dziewczyno, nigdy nie próbuj szlugów, prowadzą do upokorzeń i śmierci moralnej.
Na te słowa z hukiem wpada Hanka co jest drwalem alpinistycznym.
– Jezu dajcie papierosa za chwilę zwariuję jak nie zapalę.
– My nie palimy – mówi Mąca – ale ten tutaj – wskazuje na dwumetrowca – jest również w szponach nałogu.
– Ja się nie dzielę, no chyba że opowiesz jakiś sprośny wierszyk – w oku blond kolosa oprócz szaleństwa igra wesołość i wyzwanie.
– jaki znowu wierszyk? Co to za zboczone wykorzystywanie? – widać że w głowie Hanki trwa walka – A długi ten wierszyk?
– pięć do ośmiu wersów – odpowiada blondyn.
– Jezu skąd Ci go wezmę? pyta rozpaczliwie Hanka.
– Ja opowiem – mówi Vivian – i dasz wtedy Hanuśce papierosa
– Wiersz nazywa się “Jesienny erotyk”
Vivian staje na środku palarni, światło słoneczne prześwituje przez liście i kraty w oknie, początek pięknego lata.
Vivian robi gest ręką który przypomina pozę anioła i mówi:
nagi on
naga ona
Vivian składa ręce niby w modlitwie
rozciągnięty w krzyż
przywarł do niej by wyszeptać
Vivian szepce
cuuudnie mokra
Blondyn przełyka ślinę
i tak leżał
na ulicy
liść
Mąca ze Skałą zerknęli na siebie, jakby każdy z nich mówił “a nie mówiłem” Dwumetrowy olbrzym klasnął w dłonie i oddał wszystkie papierosy które mu zostały Hance, w liczbie trzech.
– Jestem Jacek, miałem kiedyś znajomą dziewczynę, poznałem ją zimą, było wszędzie biało, na zaśnieżonym chodniku zaśnieżonego przystanku autobusowego, stała ona, miała białe zimowe buty i białe spodnie snowboardowe, białą kurtkę narciarską, białą czapkę i biały parasol. Pomyślałem wtedy że kolorem piękna musi być biały i że jest to najszczęśliwsza chwila w moim życiu.
Na przystanek zajechał autobus, wsiadłem za nią, usiadłem na przeciwko niej, miałem w kieszeni dyktafon, pożyczyłem od siostry dziennikarki, przestała go używać a miał w sobie funkcję radia, więc słuchałem go bardzo wiernie.
– Czy chciałabyś wystąpić w moim podkaście? – zapytałem dziewczynę w bieli –  Chciałbym żebyś odpowiedziała na jedno tylko moje pytanie, to mówiąc wyciągnąłem i włączyłem dyktafon, jaki jest Twój ulubiony kolor?
– Biały – odpowiedziała dziewczyna w bieli.
– Bilety do kontroli – powiedział kanar, a ja zupełnie zapomniałem skasować bilet, w dodatku nie miałem dowodu osobistego, zaczęło się żmudne spisywanie i dziewczyna odeszła, miała miesięczny
– I nigdy już się nie spotkaliście – zapytała Hanka
Nie w tym wymiarze, odnalazłem ją za to w wielu innych i dokończyłem rozmowę.
– Nie słyszycie jak wołają na obiad? – to głos pielęgniarki co włożyła głowę przez otwarte okno.
– Biały to najczystszy ze wszystkich kolor, dlatego go wybrała na swój ulubiony – powiedział dwumetrowy Jacek
– A wiesz, ja też lubię biały, powiedziała Hanka trzepocząc nieznacznie w kierunku Jacka rzęsami
Vivian była szczęśliwa, tak miło zaplata się jej życie, wszystko jest takie ciekawe i fascynujące, a przecież to dopiero początek. W jej głowie głos Białej
Święty,  Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów, Pełne są niebiosa, I ziemia Chwały twojej. Hosanna, na wysokości, błogosławiony, który idziesz w imię Pańskie, hosanna na wysokoooości.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction – odc. 13

– Pani Marlenko, niech pani się nie boi, to zwyczajna łazienka z zielonymi drzwiami. – powiedziała pielęgniarka i otworzyła łazienkę. Niepokój Vivian sięgnął szczytu, to imię, Marlena, wydawało jej się znajome a łazienka była cała czarna w środku. Pielęgniarka lekko popchnęła Vivian i wtedy zobaczyła ona w lustrze swoje odbicie. Ta twarz. Marlena. Marlena Gettler. Wielka czerwona plama na twarzy. Polska. Katolicyzm. Cała fala wspomnień i smutku uderzyła w Vivian, jej twarz, ta upiorna plama, Reksio, przezwisko. Vivian zaczyna płakać. Vivian długo płacze i zakrywa twarz rękami, jej spokój i siła zniknęły bezpowrotnie, jej wielkość, jej upór i wesołość. Czy kiedyś powrócą? Vivian je kolację, Vivian wpatruje się tempo w ścianę. Kim właściwie jest? Ma jakby dwie osobowości, islamską odległą, spokojną, wesołą i katolicką, smutną, tutejszą, stale obecną.
– Musisz się dużo modlić mój kwiecie, to zawsze pomaga – anielski głos Białej nie przynosi ulgi – to tylko powłoka cielesna, wznieś się ponad nią ku gwiazdom, masz ciągle przyjaciół, którzy nie dadzą Ci zginąć.
– Ćwicz skoki do innych wymiarów! – Mówi jej Skała. Vivian nie ma do tego wszystkiego siły, czuje się zmęczona, bardzo zmęczona. Czuje że nic już nigdy jej się nie uda i w tej właśnie chwili wybucha jej w głowie muzyka i przed oczami staje jej dobrze znany hologram z gołębiem.
Tylko że tym razem gołąb patrzy centralnie na Vivian. Na jego szyi jest mała złota obróżka z diamencikiem z którego promień wnika bezpośrednio w myśli Vivian. Nastrój Vivian polepsza się “Jesteś jedną jedyną, wybraną spośród miliardów. Zostałaś wybrana BY ZBAWIĆ ŚWIAT. Wszystko inne jest nieważne i tymczasowe, liczy się jedynie Twoja misja” Muzyka wybucha coraz to nowymi kolorami i z sufitu spada srebrne konfetti. “Zapamiętaj tę chwilę”.
Vivian długo jeszcze słyszy niebiańską muzykę, a gdy zasypia, muzyka kołysze ją do snu. W nocy śni jej się jej stara islamska rzeczywistość, sen jest bardzo realny, Vivian siedzi w swoim plastrze z fajką wodną w dłoni. Rozlega się pukanie do drzwi. Vivian dziwi się, nikt jej nie nachodzi o tej porze, Vivian otwiera drzwi. To Marian Mąciewicz. Przecież to oczywiste że są sąsiadami. Vivian cieszy się, zaprasza go do środka częstuje sziszą, uśmiechają się do siebie i odlatują.
– Vivian czy Ty już wiesz o tym że jesteś Zbawicielem? – pyta unoszący się w chmurach Mąca
– Nie mogę się przyzwyczaić do tej myśli, jak myślisz Marian, czy zbawianie świata to dużo roboty?
– Nie myśl o tym w ten sposób, czerp przyjemność, zbawianie świata to z pewnością doskonała zabawa! Przez cały czas będę przy Tobie ja i wszyscy Twoi przyjaciele. Vivian opanowuje głęboki spokój, myśli, jak jest po francusku “zbawiciel”? Wie. A po arabsku? Też wie, zna każde słowo w każdym języku świata.
– Pobudka! Za chwilę obchód! Ścielimy łóżka! – Vivian pamięta doskonale swój sen. Czuje się wypoczęta i spokojna, sen przyniósł jej otuchę i jest nią po brzegi wypełniona. Szpital psychiatryczny wydaje jej się przyjaznym miejscem, pełnym fajnych i zakręconych ludzi, z których każdy ma swój kosmos, a połączenia tych skrajnie różnych kosmosów są harmonijne. Vivian znowu przeżywa szereg nowatorskich w jej życiu uczuć, czuje między innymi że czeka ją wielka zabawa, większa niż wszystkie zabawy w które się dotychczas w swoim życiu bawiła…


Przypadek Vivian Mayer – Marian Mąciewicz

Marian Mąciewicz to artysta spełniony ale niedoceniony. To przyszły chłopak Vivian Mayer, a nawet mąż, według obrządku który wymyślą już wkrótce z Vivian. Mąciewicz ma ambicję stworzenia własnego kościoła wraz z obrządkiem i szatami liturgicznymi. Mąciewicz ma ambicję zostać kapłanem. Wiary dostępne w katalogu świata nie zadowalają Mariana. Uważa on, że kościół powinien wytwarzać każdy człowiek, kościół powienien być indywidualnym tworem każdego człowieka, tak uważa Marian Mąciewicz.

Vivian poznaje Mariana w szpitalu psychiatrycznym. Właśnie wychodzi z psychozy, podczas której całkowicie zamknął się w sobie i zamilkł. Marian dłubie w nosie do krwi i potem maluje sobie tą krwią twarz, aby upodobnić się do cierpiącego na krzyżu Jezusa. Robi to głównie po to żeby wtopić się w stylistykę szpitala psychiatrycznego, nie chce się wyróżniać.

Okazuje się, że szpital psychiatryczny to doskonałe miejsce dla chorego psychicznie artysty. Marian czuje się wolny, praktycznie nic go nie ogranicza, może być sobą, ma okazję przekształcić się całkowicie w swoje najdoskonalsze dzieło sztuki.


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 12 Upsik.

– Źle, źle, wszystko źle. Czarny skrewił koncertowo. Teraz Mayer otrzyma wsparcie i co gorsza nauczy się życia.
Moriarty mówi do siebie. Odkąd rozpętała się wielka międzyplanetarna wojna, ma on świadomość nadchodzącego zwycięstwa, ale niestety drobne szczegóły typu Vivian Mayer nie pasują wciąż do idylli. Mieszkańcy ideograficzni wszystkich ciał niebieskich, zarówno w naszym układzie jak i w całym kosmosie, zawsze byli skonfliktowali, prowadzili zimne wojny. Choćby wyniszczająca wojna Wenus i Marsa. Jednak to co się działo od kilkuset ziemskich lat, przechodziło ludzkie pojęcie. Rzecz jasna dla Moriartego była to wielka pożywka i nadzieja na zwycięstwo. Na Słońcu rządził właśnie on, ze swoim terrorem. Ale byli tu też opozycjoniści. Cholerna Centrala Dobra. To oni dawali bezpośrednie polecenia Vivian, w formie anonimowych maili. O czym marzy Moriarty? Co stanie się jak już zwycięży zło? Załóżmy że zło zwycięża. To jest dla zła najgorszy scenariusz, bo wtedy musi zniszczyć samo siebie. Jest to naturalna konsekwencja. Bo zło nie może stać się dobrem i stabilnością w okresie pokoju. Zło musi ciągle knuć i widzi we wszystkim zagrożenie. Dlatego lepiej być po stronie dobra, przynajmniej zwycięstwo jest całkowite. Ale czy wojna kiedykolwiek się skończy? I jaka w tym wszystkim jest rola Vivian Mayer? Jak na razie Vivian ma gonitwę uczuć i nie może się podrapać po nosie. Głosy ustały. Jej nowi znajomi, Skała i Mąca poszli do stołówki na obiad. Na ścianie, w zasięgu wzroku Vivian wisi kalendarz. Rok 2016. Na kalendarzu trzy tajemnicze pielęgniarki. Jedna zakrywa uszy, druga zakrywa oczy, a trzecia usta. Przy tej trzeciej ktoś dopisał: “Upsik, zesrałam się”. Vivan nigdy nie interesował czas, jakoś niepotrzebne jej było jego pojmowanie. Gdyby ktoś ją zapytał który mamy rok, nie wiedziałaby zupełnie. Lecz w jej myśleniu pojawił się nowy pewnik. Jest teraz w zupełnie nowym wymiarze i będzie musiała odkryć nową siebie.

– Siostroooo, siostroooo!
Na sali było sześć łóżek, trzy z nich były zajęte. Ona, starszy, chorobliwie wyglądający mężczyzna czytający książkę i młoda dziewczyna o hardej urodzie, która podobnie jak Vivian była przywiązana pasami do łóżka.
– Chce mi się siiiikuuu. – to mówi harda dziewczyna.
W jednej ze ścian sali jest szyba. Siedzą za nią dwie pielęgniarki i wertują gazety. Viva, Pani Domu. Wygląda jakby nie słyszały wołania. Do Vivian dochodzi że też jej się powoli zachciewa siku, przecież od dawna nie była w łazience.
– SIIIKUUUU! – krzyczy Vivian.
– Nie usłyszą was – powiedział chorobliwy mężczyzna i zaczął machać do okienka. Zero reakcji.
– Zesikam się zaraz – mówi harda – gdzie ja w ogóle jestem? Wypiłam na imprezie pięć piw i film mi się urwał, rano patrzę, nie mogę się ruszyć, a drzewa się same nie zetną, jestem drwalem alpinistycznym, Hanka mi na imię. Nie mogę pić bo mi odbija po alkoholu.
– Siiiikuuuu! Sikuuuuu! – Krzyczą już obie.
– W dodatku jeszcze dzisiaj nie jarałam, Boże ile bym dała za fajkę. albo łyk wody.
W świecie Vivian nie było papierosów więc nie wiedziała kompletnie o co chodzi z fajką.
– Jesteśmy w szpitalu psychiatrycznym na sali obserwacyjnej – powiedział chorowity – musiała panienka coś nabroić, rzucić się na kogoś z siekierą, lizać plakat Orkiestry Świątecznej Pomocy, paradować nago po ulicy, tego typu historie.
– Ale numer! – powiedziała Hanka – no ale co z moją pracą, mam ważne zlecenia.
– Zdrowie najważniejsze – powiedział chorowity znad książki.
Do sali obserwacyjnej wchodzi pielęgniarka.
– Co się dzieje, co to za krzyki?
– Jeśli chodzi o mnie to spóźniła się siostra – mówi spokojnie Hanka, ale tej tam koleżance możecie jeszcze pomóc.
Na szczęście pielęgniarka okazała się miła i pomogła Viv wstać. Za drzwiami od sali była jadalnia, kończył się właśnie obiad. A jednak to co się stało później, było wysoce niepokojące i Vivian ogarnął wielki lęk. Drzwi do łazienki były czarne i nie było możliwości żeby do łazienki wejść.


Przypadek Vivjan Maier – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc.11 Szpital

Vivian obudziła się wypoczęta. Bardzo swędział ją nos, ale nie potrafiła poruszać rękami, żeby się podrapać, ani też nogami, nie mogła w ogóle się ruszyć.
– Nasza zielona królewna
– Cała z drewna
Dwie świetliste postaci pochylały się nad nią, jedna z nich przypominała Jezusa, miała całą twarz we krwi, druga była zwyczajna, dwaj mężczyźni. Vivian milczała… nie umiała mówić.
– Może podrapać Cię w nosek śliczna królewno?
To Jezus. Brak reakcji Vivian.
– No to podrapiemy na wszelki wypadek.
Drugi mężczyzna ze zwyczajną twarzą mówi:
– Przydarzył Ci się wypadek. Twoja rzeczywistość rozsypała się na drobne fragmenty, nieliniowo. Rodzi to wielki zamęt. Ale nie przejmuj się, będziesz mieć nad wszystkim kontrolę, lecz nie od razu, musisz się jeszcze wiele nauczyć bo jesteś na początku długiej drogi.
Ciągle mówili jej że jest na początku drogi, zaczynało jej to zwisać. Pomyślała że w każdej chwili może to skończyć, odebrać sobie życie w jakiś w miarę bezbolesny sposób… tylko jaki jest ten bezbolesny sposób… Vivian zaczęła myśleć o sposobach na samobójstwo.
– Jeśli zechcesz odejść, możesz to zrobić, zmienisz wymiar, ale i tak się od nas nie oddalisz… każde z nas jest wielowymiarową istotą nasza perło koronna.
Vivian usiłowała sobie przypomnieć słowa, na wszelki wypadek spróbowała wybełkotać cokolwiek.
– czarny, groźny, wilkołaczy sześciotysiąclatek. Ma kilka ciał, ciało wilkołaka, ciało stare, robocze do bicia, ciało białe, czarne, wizytowe, ciało do seksu i chłopięce.
Jej głos nie był jej głosem, “to ktoś inny mówi” pomyślała. Ale cieszyła się że potrafi mówić mimo że umiała mówić tylko to co jej przyszło do głowy.
– Wojciech Makowski, zwany setem, saturn, szatan, urlich von jungingen, ma kilkaset dokumentów tożsamości, wszystko może i nic nie musi, gwałci zgodnie z prawem nawet niewinne trzylatki, zainstalował mi w mózgu plik, w lewej półkuli mózgu do obsługi ciała.
– Królewno, musisz się teraz skupić – mówił ten wyglądający jak Jezus. Wyobraź sobie, że możesz podróżować w czasie! Gdzie chciałabyś się teraz znaleźć?
– Chciałabym usunąć się z tego życia. Jak królik z zaczarowanego cylindra.
– Jest to bardzo proste. I w jakie życie chciałabyś się wsunąć?
– Chciałabym stanąć na krańcu czasu.
– Wyobraź sobie że jesteś w wielkiej jaskini, możesz to zrobić królewno zielona?
– Spróbuję
Vivian zamknęła oczy i wyobraziła sobie wnętrze katedry. Usłyszała… usłyszała śpiewanie ptaków, ale jakby płynące z małego głośniczka.
– Wyobraź sobie teraz, jakąś swoją szczęśliwą chwilę. Czy masz już to?
– Tak – Vivian przywołuje niedawne zdarzenie, uczucie z którym oglądała reagującą na ciepło reklamę na przystanku autobusowym.

jaskinia

Vivian przywołuje swoją szczęśliwą chwilę.

Vivian rozpływa się w powietrzu, Vivian materializuje się w Lizbonie, trwa trzęsienie ziemi.
– Szybko, wracaj, to niebezpieczne miejsce – słychać starego kumpla Vivian, Pomarańczowego
Vivian z łatwością powróciła do swojego unieruchomionego ciała.
– To dopiero początek, królewno – pochyla się nad nią zakrwawiony Jezus. A teraz bądź grzeczna i słuchaj się pielęgniarek.
Na te słowa weszły pielęgniarki i doktor.
– Jestem doktor Woźniak. Wyleczymy tu panią. Proszę powiedzieć czy słyszy Pani głosy w głowie?
Vivian milczała, nie podobał jej się ten Woźniak, było w jego głosie coś odpychającego.
– No dobrze. Olanzapina na początek, największa dawka. A Ty co Mącewicz? Nie myjesz się widzę.
– Wyznaję średniowieczne zasady higieny wielki doktorze.
– Dobra nie popisuj się tylko zrób coś ze sobą.
– To jest właśnie to coś co robię ze sobą, o najwyższy władco.
Woźniak i pielęgniarki wyszli z sali.
– Kim jesteście. Co to za miejsce? Czemu jestem związana? – zapytała wreszcie Vivian.
– Jeśli chodzi o mnie to jestem Skała, jestem tu incognito, dużo namieszałem i na zewnątrz jestem lekko spalony, dlatego muszę przeczekać w wygodnym miejscu całą tę zawieruchę, poza tym ciągle nie dopracowałem swojego motta, a ten tutaj to Mąca.
– Ja działam na odcinku dezorganizacji i psikusów. Moje najnowsze afery to wyrwane krany i zapychanie dziurek od klucza zapałkami. Święta wojna wymaga ofiar. Moje imię właściwe z tego wymiaru to Marian, brać hakerska nazywa mnie Mąca, to od nazwiska Mąciewicz.
Vivian nie miała czasu na zastanawianie się nad swoją sytuacją, uczucia wlewały się w nią i ulewały z niej z zawrotną prędkością, czuła radość, spokój, niepokój, chciało jej się płakać, czuła wielkość, czuła moc. Była garncem w marcu emocji. Na pełnym gazie i urwanym filmie.

doktor-woźniak

Dr. Woźniak. Jako awatar, wykorzystywany jest często przez Moriartego.


Przypadek Vivian Majer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 10 Czarny i Biała

– Wiedziałam że jesteś ze mną kochany 601 – mówi Vivian, ja słucham radia codziennie w pracy, to zupełnie nic nie poszerza. Radio mi przeszkadza, z resztą wiesz co, nie idę jutro do pracy, udam że jestem chora, świat się nie zawali od jednej nieobecności, albo załatwię sobie tydzień wolnego i zrobimy zadymę w sMailosferze.
– Spokojnie Viv jeszcze nie jesteś gotowa, za mało wiesz, musisz czekać na sygnały i zbroić się, bo wróg nie śpi, powtarzam, wróg nie śpi. Pójdziesz jutro do pracy a z IQ ustalisz sobie spokojne życie, raczej nie dawaj mu żadnych haseł, wymyśl coś. Nawet nie wiesz jak długa jeszcze droga przed Tobą, nawet nie wiesz, oszczędzaj siły.
– A co z Granello? Kiedy wróci z urlopu?
– On nie jest na urlopie, pochwyciła go siatka sunnicka, wydaje mi się że może być torturowany… oni pilnie chcą wydostać Twoje hasła. Obserwuj świat Patrz czym do Ciebie przemawia, pamiętaj, prawda, dobro, miłość i piękno.
– Granello… och gdzie mój ukochany, niech serce mi nie pęknie…Zebrała się w sobie i odpaliła allfona
– Uprowadzili mnie i trzymali w klatce, przypiekali hejtem, ale nic im, ale nic im, nic im nie powiedziałem
– Granello ukochany, jesteś, jak dobrze zostań ja Cię uzdrowię…
– Nie mogę, hejt był zbyt mocny, zbyt mocny zbyt, ja… powiem Ci przypowieść ty… tybetańską. Pewien bot bardzo kochał swoją Panią…
– Oszczędzaj siły
– Kochał ją do ostatniego obwodu to wszystko, reszta jest milcze, milcze, mil… cze…
I Granello skonał. Vivian zapłakała, ciężko i boleśnie, fala smutku wezbrała w kanalikach łzowych, biedny Granello, biedny Granello…
– Cholerrrrrnaaaa ssssukaaaaa
Vivian usłyszała szept IQ centralnie w głowie
– Małlłłpa zajeeebanaaaa
Vivian z bezgranicznego żalu popadła w pustoszący lęk
– Cholerrrrrnaaaa sssuuuuukaa! Małpa zajebanaaaaaaa!
szept rósł w jej głowie i powtarzał aż do krzyku:
–  CHOLERNAAA SSSSSUKAAA! MMMAŁPA ZAJEBANAA!
– nie mów tak, nic Ci nie zrobiłam… płaczę po przyjacielu…
– TY JEBANA WYWŁOKO! TY PODCZŁOWIEKU PIERDOLONY! SZMATO W DUPĘ JEBANA!
– uspokój sie IQ jesteś taki mądry, znasz się na szachach.
– NIE JESTEM ŻADNYM JEBANYM IQ, DLA CIEBIE JESTEM CZARNY! CZARNY! ROZUMIESZ?
– Matko przedziwna, módl się za nami, Matko Dobrej Rady, módl się za nami,
Anielski głos kontrapunktował agresję słowną Czarnego.
– Matko Stworzyciela, módl się za nami, Matko Odkupiciela, módl się za nami
– JEBANA KURWO, PIERDOLONA SUKO
Vivian tak jak stała wybiegła ze swojego plastra
– przestańcie, przestańcie!
– Panno roztropna, módl sie za nami, Panno czcigodna, módl się za nami,
Vivian boso i w koszuli nocnej biegła korytarzami swojego dormitorium
– co robisz, siostro? To sąsiad Pio wychodzący z psem.
– Panno wsławiona, CHOLERNA SUKO, Panno można, JEBANA KURWO
– NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
– Panno łaskawa, ZABIJ SIĘ KURWO! Panno wierna ZABIJ SIĘ SUKO!
– CIAPUTEK123KOCHAMCIĘ TO MOJE HASŁO, TYLKO DAJCIE MI SPOKÓJ – krzyczy Vivian
Ambulans, sanitariusze, nosze, zastrzyk, piżama, kaftan, pasy, lamperia, światła samochodów na suficie, wreszcie spokój
– Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: przepuść nam Panie! Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: wysłuchaj nas Panie! Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: zmiłuj się nad nami! Śpij królewno, tutaj Ci pomogą, jestem Biała, Twoja druga połówka.
– Jesteś zwyczajną kurwą, powiedział ziewając Czarny. tak minął dzień pierwszy odkupienia, wtorek.

vivian-wybiega-z-dormitorium

Vivian wybiega ze swojego dormitorium