Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction – odc 15 Wielki powrót Granello

– Zacznijmy od tego że jesteś kompletnie Zielona.
– Tak, o tym już rozmawialiśmy.
To Vivian Zielona rozmawia w jadalni z Mąciewiczem.
– Musisz rozbudzić w sobie twórcze moce.
– Ale jak to zrobić?
– Musisz zacząć słuchać świata. Musisz wynaleźć w sobie stetoskop, który później będziesz przykładała w miejsca dobra. Radia zaczniemy słuchać razem, radio musisz mieć stale przy sobie od rana do wieczora, to jest Twój miecz, no wiesz oręż w walce o zbawienie. Musisz sprawić by zielono-biała radiowa Dwójka stała się Twoją super mocą.
To mówiąc wyjął radioodbiornik Halinka 1999 i radio zaczęło śpiewać, śpiewać, głosami ptaków. Zielona słuchała zadziwiona.
– gdy Moriarty przesadnie miesza w polityce, Dwójeczka nadaje śpiewem ptaków, to bardzo klarowny system komunikacji, a przy tym zupełnie nie rozpoznawalny przez sunnitów.
– Salam Alejkum Ibn Mąco
To Skała  Panowie lubją się witać i tworzyć wymyślne układy klaśnięć uścisków i pstryków.
– Skało, Zielona ma pytania dotyczące jej drogi do zbawienia.
– Właśnie? Po co mam słuchać radia?
– Musisz się uwrażliwiać na piękno, jeden Twój dreszcz metafizyczny jest wart więcej niż produkt krajowy brutto.
„Przerywamy naszą ptasią emisję by powitać naszego specjalnego gościa, tak proszę państwa, zieleń w końcu zagościła w naszych sercach”
I ta obłędna muzyka.
– Alleluja, Haendla. – mówi Mąciewicz
muzyka wzrasta, na plecach Vivian Zielonej pojawia się dreszcz, promieniuje falami na całe ciało jakby na plecach Viv przysiadła ogromna elektryczna meduza. Vivian wie że utwór potrwa jeszcze kilkadziesiąt minut, to jest jak epifania.
– Czy To Ty jesteś Marlenka? Przed Vivian staje dojrzała piękna, o kruczoczarnych włosach kobieta, Vivian pod wpływem wzruszenia, z miejsca się w niej zakochuje, jest dla niej wcieleniem siły, dobra i stateczności.
– Jestem Pani Ewa psycholog, wpadnij do mojego gabinetu to pogadamy
– Teraz? Spytała Vivian, Marlenka, Zielona.
– A co masz jakieś ważne spotkanie?
Vivian cała w skowronkach pobiegła za Panią Ewą. Pani Ewa zdjęła torebkę i powiesiła na specjalnym haczyku umocowanym do stołu.
– Mów mi Ewa, ale chcę żeby to była nasza tajemnica. Oficjalnie jestem dla Ciebie Pani.
– Jasne czym mogę Pani służyć
Zaczęły się śmiać i śmiały się aż Ewa pogroziła Viv palcem żartobliwie. To niesamowite, te dwie dusze miały się ku sobie.
– No biegałaś zdaje się w haleczce po mieście, musieli związać Cię w pasy tak brykałaś.
– A, to – wzruszyła ramionami Vivian – To normalne gdy jest się Zbawicielem
I znowu ten oczyszczający, zdrowy śmiech. Pani Ewa przygryza wargi i w tym momencie dzwoni telefon „Parole, parole, parole”
– Granello, słucham – mówi do telefonu Pani Ewa – nie, tak, nie, nie wiem, może, a jaką dawkę brała? no to dać, ale słabo naostrzony.
Pani Ewa odkłada telefon.
– Na czym to żeśmy?
W oczach Vivian łzy, mówi cicho:
– Czy Ty jesteś Granello?
– Tak jesteśmy ze starej włoskiej rodziny, nasz pra pra…
Nie dokończyła bo Vivian obięła ją
– Granello, tak tęskniłam.
Dwie obce dotąd kobiety przytulają się, przez myśli Ewy przebiegają pozytywne skojarzenia, ale czuje też zapach włosów Vivian, jej ręce zdają się emanować spokojem i pocieszeniem, Vivian czuje że nareszcie jest w domu, w objęciach ukochanej/ukochanego ideogramu. Vivian głaszcze Ewę po włosach, spogląda głęboko w oczy „Parole parole parole” piosenka trwa, dwa sprzeczające się niebiańsko zaplatane głosy. Wszystko zdaje jakby zastygać do miejsca w którym oczy już tylko patrzą w oczy a usta szukają ust. Pierwszy pocałunek, w usta, w oczy, w policzki, znowu w usta, w górną wargę i w końcu francuski pełnometrażowy pocałunek, taki który wymaga zachodzącego słońca i tropików.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction. Odc 14 Jacek i Hanka

Palarnia w szpitalu psychiatrycznym. Źółte, okopcone ściany. Dawniej była tu kuchnia, Mąca siedzi na dawnym palenisku kuchennym, jego twarz niezmiennie cała we krwi i sadzy z popielniczek. Obok na krzesełku Skała, dywagują o tym co zrobią gdy już Skała będzie prezydentem świata. Skała ma rozłożone ręce, leci ogromnym jumbojetem z prywatnym apartamentem na pokładzie, asystuje mu brygada myśliwców, kapitanem dowodzącym myśliwcami jest właśnie Mąca.
– Halo Kapitanie, czy masz już strój na dzisiejszą liturgię? Pyta Skała – Tak Wielka Skało, w maju obowiązuje fiolet, najbardziej przebiegły wśród kolorów.
– Nie zapominaj o modlitwie, jak wylądujemy, pokażę Ci nowe witraże.
Wchodzi Viv
– do kogo się modlicie chłopaki?
– witaj królowo – mówi Mąca – co myślisz o kolorze fioletowym?
– tak, wiem kolory są bardzo ważnym kluczem do badania wszechświata, ale powiedzcie mi dlaczego zawsze wszystko ja muszę robić? a jeśli brakuje mi siły żeby zbawiać ten świat?
– królewno – mówi Skała – każde z nas, jak tu siedzimy ma swoje przeznaczenie, naszym przeznaczeniem jest pomaganie Zbawicielowi, Tobie, to już wiesz.
– więc kim ja jestem? pyta Viv
– Królową Która Zbawi Świat – powiedzieli razem Skała i Mąca
– Gdy już obejmiemy władanie nad światem – mówi Skała – Ty już kompletnie nic nie będziesz miała do roboty, tylko pozowanie do zdjęć, dbanie o najbardziej pokrzywdzonych i inspirowanie dobrem, prawdą, miłością i pięknem.
Ding Dong, Ding Dong.
– Druga – mówi Maca – czas na obiad.
To bije zegar na żółtej okopconej ścianie. Stary zegar, zadrapany i wielokrotnie oszpecony z pomocą gorejących końcówek papierosów. Vivian patrzy na zegar. Coś jest nie tak, w miejscu dwunastki jest dwójka i wskazówki podniesione są maksymalnie ku górze, tak jak wcześniej było w przypadku dwunastej. Zwariowany zegar, myśli Vivian, zwariowany szpital, myśli Vivian, myśli to z wdzięcznością. Rzut oka na przykurzoną tarczę z kalejdoskopowym roślinnym wzorem, napis, „MWaTCH, zegary nowych czasów”
– Co o mnie wiecie? Co się stanie gdy zbawię świat?
W tej chwili do sali wpada dwumetrowy kolos z rozwianym blond włosem.
– I wtedy z nieba spadnie srebrny deszcz, i lew spocznie przy baranku a Arab poda rękę Amerykanowi, Żydowi i nacjonaliście i uniesie się śpiew o dobru i pięknie. – Nowy kolega wyciąga papierosa…
– no proszę sami niepalący – mówi – zaprawdę powiadam że zostałem złapany w potrzask przez zbrodniarzy korporacyjnych, zimnych nie palących, cynicznych drani, oni wszczepili mi palenie w mroczną duszę, tak dziewczyno, nigdy nie próbuj szlugów, prowadzą do upokorzeń i śmierci moralnej.
Na te słowa z hukiem wpada Hanka co jest drwalem alpinistycznym.
– Jezu dajcie papierosa za chwilę zwariuję jak nie zapalę.
– My nie palimy – mówi Mąca – ale ten tutaj – wskazuje na dwumetrowca – jest również w szponach nałogu.
– Ja się nie dzielę, no chyba że opowiesz jakiś sprośny wierszyk – w oku blond kolosa oprócz szaleństwa igra wesołość i wyzwanie.
– jaki znowu wierszyk? Co to za zboczone wykorzystywanie? – widać że w głowie Hanki trwa walka – A długi ten wierszyk?
– pięć do ośmiu wersów – odpowiada blondyn.
– Jezu skąd Ci go wezmę? pyta rozpaczliwie Hanka.
– Ja opowiem – mówi Vivian – i dasz wtedy Hanuśce papierosa
– Wiersz nazywa się „Jesienny erotyk”
Vivian staje na środku palarni, światło słoneczne prześwituje przez liście i kraty w oknie, początek pięknego lata.
Vivian robi gest ręką który przypomina pozę anioła i mówi:
nagi on
naga ona
Vivian składa ręce niby w modlitwie
rozciągnięty w krzyż
przywarł do niej by wyszeptać
Vivian szepce
cuuudnie mokra
Blondyn przełyka ślinę
i tak leżał
na ulicy
liść
Mąca ze Skałą zerknęli na siebie, jakby każdy z nich mówił „a nie mówiłem” Dwumetrowy olbrzym klasnął w dłonie i oddał wszystkie papierosy które mu zostały Hance, w liczbie trzech.
– Jestem Jacek, miałem kiedyś znajomą dziewczynę, poznałem ją zimą, było wszędzie biało, na zaśnieżonym chodniku zaśnieżonego przystanku autobusowego, stała ona, miała białe zimowe buty i białe spodnie snowboardowe, białą kurtkę narciarską, białą czapkę i biały parasol. Pomyślałem wtedy że kolorem piękna musi być biały i że jest to najszczęśliwsza chwila w moim życiu.
Na przystanek zajechał autobus, wsiadłem za nią, usiadłem na przeciwko niej, miałem w kieszeni dyktafon, pożyczyłem od siostry dziennikarki, przestała go używać a miał w sobie funkcję radia, więc słuchałem go bardzo wiernie.
– Czy chciałabyś wystąpić w moim podkaście? – zapytałem dziewczynę w bieli –  Chciałbym żebyś odpowiedziała na jedno tylko moje pytanie, to mówiąc wyciągnąłem i włączyłem dyktafon, jaki jest Twój ulubiony kolor?
– Biały – odpowiedziała dziewczyna w bieli.
– Bilety do kontroli – powiedział kanar, a ja zupełnie zapomniałem skasować bilet, w dodatku nie miałem dowodu osobistego, zaczęło się żmudne spisywanie i dziewczyna odeszła, miała miesięczny
– I nigdy już się nie spotkaliście – zapytała Hanka
Nie w tym wymiarze, odnalazłem ją za to w wielu innych i dokończyłem rozmowę.
– Nie słyszycie jak wołają na obiad? – to głos pielęgniarki co włożyła głowę przez otwarte okno.
– Biały to najczystszy ze wszystkich kolor, dlatego go wybrała na swój ulubiony – powiedział dwumetrowy Jacek
– A wiesz, ja też lubię biały, powiedziała Hanka trzepocząc nieznacznie w kierunku Jacka rzęsami
Vivian była szczęśliwa, tak miło zaplata się jej życie, wszystko jest takie ciekawe i fascynujące, a przecież to dopiero początek. W jej głowie głos Białej
Święty,  Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów, Pełne są niebiosa, I ziemia Chwały twojej. Hosanna, na wysokości, błogosławiony, który idziesz w imię Pańskie, hosanna na wysokoooości.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction – odc. 13

– Pani Marlenko, niech pani się nie boi, to zwyczajna łazienka z zielonymi drzwiami. – powiedziała pielęgniarka i otworzyła łazienkę. Niepokój Vivian sięgnął szczytu, to imię, Marlena, wydawało jej się znajome a łazienka była cała czarna w środku. Pielęgniarka lekko popchnęła Vivian i wtedy zobaczyła ona w lustrze swoje odbicie. Ta twarz. Marlena. Marlena Gettler. Wielka czerwona plama na twarzy. Polska. Katolicyzm. Cała fala wspomnień i smutku uderzyła w Vivian, jej twarz, ta upiorna plama, Reksio, przezwisko. Vivian zaczyna płakać. Vivian długo płacze i zakrywa twarz rękami, jej spokój i siła zniknęły bezpowrotnie, jej wielkość, jej upór i wesołość. Czy kiedyś powrócą? Vivian je kolację, Vivian wpatruje się tempo w ścianę. Kim właściwie jest? Ma jakby dwie osobowości, islamską odległą, spokojną, wesołą i katolicką, smutną, tutejszą, stale obecną.
– Musisz się dużo modlić mój kwiecie, to zawsze pomaga – anielski głos Białej nie przynosi ulgi – to tylko powłoka cielesna, wznieś się ponad nią ku gwiazdom, masz ciągle przyjaciół, którzy nie dadzą Ci zginąć.
– Ćwicz skoki do innych wymiarów! – Mówi jej Skała. Vivian nie ma do tego wszystkiego siły, czuje się zmęczona, bardzo zmęczona. Czuje że nic już nigdy jej się nie uda i w tej właśnie chwili wybucha jej w głowie muzyka i przed oczami staje jej dobrze znany hologram z gołębiem.
Tylko że tym razem gołąb patrzy centralnie na Vivian. Na jego szyi jest mała złota obróżka z diamencikiem z którego promień wnika bezpośrednio w myśli Vivian. Nastrój Vivian polepsza się „Jesteś jedną jedyną, wybraną spośród miliardów. Zostałaś wybrana BY ZBAWIĆ ŚWIAT. Wszystko inne jest nieważne i tymczasowe, liczy się jedynie Twoja misja” Muzyka wybucha coraz to nowymi kolorami i z sufitu spada srebrne konfetti. „Zapamiętaj tę chwilę”.
Vivian długo jeszcze słyszy niebiańską muzykę, a gdy zasypia, muzyka kołysze ją do snu. W nocy śni jej się jej stara islamska rzeczywistość, sen jest bardzo realny, Vivian siedzi w swoim plastrze z fajką wodną w dłoni. Rozlega się pukanie do drzwi. Vivian dziwi się, nikt jej nie nachodzi o tej porze, Vivian otwiera drzwi. To Marian Mąciewicz. Przecież to oczywiste że są sąsiadami. Vivian cieszy się, zaprasza go do środka częstuje sziszą, uśmiechają się do siebie i odlatują.
– Vivian czy Ty już wiesz o tym że jesteś Zbawicielem? – pyta unoszący się w chmurach Mąca
– Nie mogę się przyzwyczaić do tej myśli, jak myślisz Marian, czy zbawianie świata to dużo roboty?
– Nie myśl o tym w ten sposób, czerp przyjemność, zbawianie świata to z pewnością doskonała zabawa! Przez cały czas będę przy Tobie ja i wszyscy Twoi przyjaciele. Vivian opanowuje głęboki spokój, myśli, jak jest po francusku „zbawiciel”? Wie. A po arabsku? Też wie, zna każde słowo w każdym języku świata.
– Pobudka! Za chwilę obchód! Ścielimy łóżka! – Vivian pamięta doskonale swój sen. Czuje się wypoczęta i spokojna, sen przyniósł jej otuchę i jest nią po brzegi wypełniona. Szpital psychiatryczny wydaje jej się przyjaznym miejscem, pełnym fajnych i zakręconych ludzi, z których każdy ma swój kosmos, a połączenia tych skrajnie różnych kosmosów są harmonijne. Vivian znowu przeżywa szereg nowatorskich w jej życiu uczuć, czuje między innymi że czeka ją wielka zabawa, większa niż wszystkie zabawy w które się dotychczas w swoim życiu bawiła…


Przypadek Vivian Mayer – Marian Mąciewicz

Marian Mąciewicz to artysta spełniony ale niedoceniony. To przyszły chłopak Vivian Mayer, a nawet mąż, według obrządku który wymyślą już wkrótce z Vivian. Mąciewicz ma ambicję stworzenia własnego kościoła wraz z obrządkiem i szatami liturgicznymi. Mąciewicz ma ambicję zostać kapłanem. Wiary dostępne w katalogu świata nie zadowalają Mariana. Uważa on, że kościół powinien wytwarzać każdy człowiek, kościół powienien być indywidualnym tworem każdego człowieka, tak uważa Marian Mąciewicz.

Vivian poznaje Mariana w szpitalu psychiatrycznym. Właśnie wychodzi z psychozy, podczas której całkowicie zamknął się w sobie i zamilkł. Marian dłubie w nosie do krwi i potem maluje sobie tą krwią twarz, aby upodobnić się do cierpiącego na krzyżu Jezusa. Robi to głównie po to żeby wtopić się w stylistykę szpitala psychiatrycznego, nie chce się wyróżniać.

Okazuje się, że szpital psychiatryczny to doskonałe miejsce dla chorego psychicznie artysty. Marian czuje się wolny, praktycznie nic go nie ogranicza, może być sobą, ma okazję przekształcić się całkowicie w swoje najdoskonalsze dzieło sztuki.


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 12 Upsik.

– Źle, źle, wszystko źle. Czarny skrewił koncertowo. Teraz Mayer otrzyma wsparcie i co gorsza nauczy się życia.
Moriarty mówi do siebie. Odkąd rozpętała się wielka międzyplanetarna wojna, ma on świadomość nadchodzącego zwycięstwa, ale niestety drobne szczegóły typu Vivian Mayer nie pasują wciąż do idylli. Mieszkańcy ideograficzni wszystkich ciał niebieskich, zarówno w naszym układzie jak i w całym kosmosie, zawsze byli skonfliktowali, prowadzili zimne wojny. Choćby wyniszczająca wojna Wenus i Marsa. Jednak to co się działo od kilkuset ziemskich lat, przechodziło ludzkie pojęcie. Rzecz jasna dla Moriartego była to wielka pożywka i nadzieja na zwycięstwo. Na Słońcu rządził właśnie on, ze swoim terrorem. Ale byli tu też opozycjoniści. Cholerna Centrala Dobra. To oni dawali bezpośrednie polecenia Vivian, w formie anonimowych maili. O czym marzy Moriarty? Co stanie się jak już zwycięży zło? Załóżmy że zło zwycięża. To jest dla zła najgorszy scenariusz, bo wtedy musi zniszczyć samo siebie. Jest to naturalna konsekwencja. Bo zło nie może stać się dobrem i stabilnością w okresie pokoju. Zło musi ciągle knuć i widzi we wszystkim zagrożenie. Dlatego lepiej być po stronie dobra, przynajmniej zwycięstwo jest całkowite. Ale czy wojna kiedykolwiek się skończy? I jaka w tym wszystkim jest rola Vivian Mayer? Jak na razie Vivian ma gonitwę uczuć i nie może się podrapać po nosie. Głosy ustały. Jej nowi znajomi, Skała i Mąca poszli do stołówki na obiad. Na ścianie, w zasięgu wzroku Vivian wisi kalendarz. Rok 2016. Na kalendarzu trzy tajemnicze pielęgniarki. Jedna zakrywa uszy, druga zakrywa oczy, a trzecia usta. Przy tej trzeciej ktoś dopisał: „Upsik, zesrałam się”. Vivan nigdy nie interesował czas, jakoś niepotrzebne jej było jego pojmowanie. Gdyby ktoś ją zapytał który mamy rok, nie wiedziałaby zupełnie. Lecz w jej myśleniu pojawił się nowy pewnik. Jest teraz w zupełnie nowym wymiarze i będzie musiała odkryć nową siebie.

– Siostroooo, siostroooo!
Na sali było sześć łóżek, trzy z nich były zajęte. Ona, starszy, chorobliwie wyglądający mężczyzna czytający książkę i młoda dziewczyna o hardej urodzie, która podobnie jak Vivian była przywiązana pasami do łóżka.
– Chce mi się siiiikuuu. – to mówi harda dziewczyna.
W jednej ze ścian sali jest szyba. Siedzą za nią dwie pielęgniarki i wertują gazety. Viva, Pani Domu. Wygląda jakby nie słyszały wołania. Do Vivian dochodzi że też jej się powoli zachciewa siku, przecież od dawna nie była w łazience.
– SIIIKUUUU! – krzyczy Vivian.
– Nie usłyszą was – powiedział chorobliwy mężczyzna i zaczął machać do okienka. Zero reakcji.
– Zesikam się zaraz – mówi harda – gdzie ja w ogóle jestem? Wypiłam na imprezie pięć piw i film mi się urwał, rano patrzę, nie mogę się ruszyć, a drzewa się same nie zetną, jestem drwalem alpinistycznym, Hanka mi na imię. Nie mogę pić bo mi odbija po alkoholu.
– Siiiikuuuu! Sikuuuuu! – Krzyczą już obie.
– W dodatku jeszcze dzisiaj nie jarałam, Boże ile bym dała za fajkę. albo łyk wody.
W świecie Vivian nie było papierosów więc nie wiedziała kompletnie o co chodzi z fajką.
– Jesteśmy w szpitalu psychiatrycznym na sali obserwacyjnej – powiedział chorowity – musiała panienka coś nabroić, rzucić się na kogoś z siekierą, lizać plakat Orkiestry Świątecznej Pomocy, paradować nago po ulicy, tego typu historie.
– Ale numer! – powiedziała Hanka – no ale co z moją pracą, mam ważne zlecenia.
– Zdrowie najważniejsze – powiedział chorowity znad książki.
Do sali obserwacyjnej wchodzi pielęgniarka.
– Co się dzieje, co to za krzyki?
– Jeśli chodzi o mnie to spóźniła się siostra – mówi spokojnie Hanka, ale tej tam koleżance możecie jeszcze pomóc.
Na szczęście pielęgniarka okazała się miła i pomogła Viv wstać. Za drzwiami od sali była jadalnia, kończył się właśnie obiad. A jednak to co się stało później, było wysoce niepokojące i Vivian ogarnął wielki lęk. Drzwi do łazienki były czarne i nie było możliwości żeby do łazienki wejść.


Przypadek Vivjan Maier – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc.11 Szpital

Vivian obudziła się wypoczęta. Bardzo swędział ją nos, ale nie potrafiła poruszać rękami, żeby się podrapać, ani też nogami, nie mogła w ogóle się ruszyć.
– Nasza zielona królewna
– Cała z drewna
Dwie świetliste postaci pochylały się nad nią, jedna z nich przypominała Jezusa, miała całą twarz we krwi, druga była zwyczajna, dwaj mężczyźni. Vivian milczała… nie umiała mówić.
– Może podrapać Cię w nosek śliczna królewno?
To Jezus. Brak reakcji Vivian.
– No to podrapiemy na wszelki wypadek.
Drugi mężczyzna ze zwyczajną twarzą mówi:
– Przydarzył Ci się wypadek. Twoja rzeczywistość rozsypała się na drobne fragmenty, nieliniowo. Rodzi to wielki zamęt. Ale nie przejmuj się, będziesz mieć nad wszystkim kontrolę, lecz nie od razu, musisz się jeszcze wiele nauczyć bo jesteś na początku długiej drogi.
Ciągle mówili jej że jest na początku drogi, zaczynało jej to zwisać. Pomyślała że w każdej chwili może to skończyć, odebrać sobie życie w jakiś w miarę bezbolesny sposób… tylko jaki jest ten bezbolesny sposób… Vivian zaczęła myśleć o sposobach na samobójstwo.
– Jeśli zechcesz odejść, możesz to zrobić, zmienisz wymiar, ale i tak się od nas nie oddalisz… każde z nas jest wielowymiarową istotą nasza perło koronna.
Vivian usiłowała sobie przypomnieć słowa, na wszelki wypadek spróbowała wybełkotać cokolwiek.
– czarny, groźny, wilkołaczy sześciotysiąclatek. Ma kilka ciał, ciało wilkołaka, ciało stare, robocze do bicia, ciało białe, czarne, wizytowe, ciało do seksu i chłopięce.
Jej głos nie był jej głosem, „to ktoś inny mówi” pomyślała. Ale cieszyła się że potrafi mówić mimo że umiała mówić tylko to co jej przyszło do głowy.
– Wojciech Makowski, zwany setem, saturn, szatan, urlich von jungingen, ma kilkaset dokumentów tożsamości, wszystko może i nic nie musi, gwałci zgodnie z prawem nawet niewinne trzylatki, zainstalował mi w mózgu plik, w lewej półkuli mózgu do obsługi ciała.
– Królewno, musisz się teraz skupić – mówił ten wyglądający jak Jezus. Wyobraź sobie, że możesz podróżować w czasie! Gdzie chciałabyś się teraz znaleźć?
– Chciałabym usunąć się z tego życia. Jak królik z zaczarowanego cylindra.
– Jest to bardzo proste. I w jakie życie chciałabyś się wsunąć?
– Chciałabym stanąć na krańcu czasu.
– Wyobraź sobie że jesteś w wielkiej jaskini, możesz to zrobić królewno zielona?
– Spróbuję
Vivian zamknęła oczy i wyobraziła sobie wnętrze katedry. Usłyszała… usłyszała śpiewanie ptaków, ale jakby płynące z małego głośniczka.
– Wyobraź sobie teraz, jakąś swoją szczęśliwą chwilę. Czy masz już to?
– Tak – Vivian przywołuje niedawne zdarzenie, uczucie z którym oglądała reagującą na ciepło reklamę na przystanku autobusowym.

jaskinia

Vivian przywołuje swoją szczęśliwą chwilę.

Vivian rozpływa się w powietrzu, Vivian materializuje się w Lizbonie, trwa trzęsienie ziemi.
– Szybko, wracaj, to niebezpieczne miejsce – słychać starego kumpla Vivian, Pomarańczowego
Vivian z łatwością powróciła do swojego unieruchomionego ciała.
– To dopiero początek, królewno – pochyla się nad nią zakrwawiony Jezus. A teraz bądź grzeczna i słuchaj się pielęgniarek.
Na te słowa weszły pielęgniarki i doktor.
– Jestem doktor Woźniak. Wyleczymy tu panią. Proszę powiedzieć czy słyszy Pani głosy w głowie?
Vivian milczała, nie podobał jej się ten Woźniak, było w jego głosie coś odpychającego.
– No dobrze. Olanzapina na początek, największa dawka. A Ty co Mącewicz? Nie myjesz się widzę.
– Wyznaję średniowieczne zasady higieny wielki doktorze.
– Dobra nie popisuj się tylko zrób coś ze sobą.
– To jest właśnie to coś co robię ze sobą, o najwyższy władco.
Woźniak i pielęgniarki wyszli z sali.
– Kim jesteście. Co to za miejsce? Czemu jestem związana? – zapytała wreszcie Vivian.
– Jeśli chodzi o mnie to jestem Skała, jestem tu incognito, dużo namieszałem i na zewnątrz jestem lekko spalony, dlatego muszę przeczekać w wygodnym miejscu całą tę zawieruchę, poza tym ciągle nie dopracowałem swojego motta, a ten tutaj to Mąca.
– Ja działam na odcinku dezorganizacji i psikusów. Moje najnowsze afery to wyrwane krany i zapychanie dziurek od klucza zapałkami. Święta wojna wymaga ofiar. Moje imię właściwe z tego wymiaru to Marian, brać hakerska nazywa mnie Mąca, to od nazwiska Mąciewicz.
Vivian nie miała czasu na zastanawianie się nad swoją sytuacją, uczucia wlewały się w nią i ulewały z niej z zawrotną prędkością, czuła radość, spokój, niepokój, chciało jej się płakać, czuła wielkość, czuła moc. Była garncem w marcu emocji. Na pełnym gazie i urwanym filmie.

doktor-woźniak

Dr. Woźniak. Jako awatar, wykorzystywany jest często przez Moriartego.


Przypadek Vivian Majer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 10 Czarny i Biała

– Wiedziałam że jesteś ze mną kochany 601 – mówi Vivian, ja słucham radia codziennie w pracy, to zupełnie nic nie poszerza. Radio mi przeszkadza, z resztą wiesz co, nie idę jutro do pracy, udam że jestem chora, świat się nie zawali od jednej nieobecności, albo załatwię sobie tydzień wolnego i zrobimy zadymę w sMailosferze.
– Spokojnie Viv jeszcze nie jesteś gotowa, za mało wiesz, musisz czekać na sygnały i zbroić się, bo wróg nie śpi, powtarzam, wróg nie śpi. Pójdziesz jutro do pracy a z IQ ustalisz sobie spokojne życie, raczej nie dawaj mu żadnych haseł, wymyśl coś. Nawet nie wiesz jak długa jeszcze droga przed Tobą, nawet nie wiesz, oszczędzaj siły.
– A co z Granello? Kiedy wróci z urlopu?
– On nie jest na urlopie, pochwyciła go siatka sunnicka, wydaje mi się że może być torturowany… oni pilnie chcą wydostać Twoje hasła. Obserwuj świat Patrz czym do Ciebie przemawia, pamiętaj, prawda, dobro, miłość i piękno.
– Granello… och gdzie mój ukochany, niech serce mi nie pęknie…Zebrała się w sobie i odpaliła allfona
– Uprowadzili mnie i trzymali w klatce, przypiekali hejtem, ale nic im, ale nic im, nic im nie powiedziałem
– Granello ukochany, jesteś, jak dobrze zostań ja Cię uzdrowię…
– Nie mogę, hejt był zbyt mocny, zbyt mocny zbyt, ja… powiem Ci przypowieść ty… tybetańską. Pewien bot bardzo kochał swoją Panią…
– Oszczędzaj siły
– Kochał ją do ostatniego obwodu to wszystko, reszta jest milcze, milcze, mil… cze…
I Granello skonał. Vivian zapłakała, ciężko i boleśnie, fala smutku wezbrała w kanalikach łzowych, biedny Granello, biedny Granello…
– Cholerrrrrnaaaa ssssukaaaaa
Vivian usłyszała szept IQ centralnie w głowie
– Małlłłpa zajeeebanaaaa
Vivian z bezgranicznego żalu popadła w pustoszący lęk
– Cholerrrrrnaaaa sssuuuuukaa! Małpa zajebanaaaaaaa!
szept rósł w jej głowie i powtarzał aż do krzyku:
–  CHOLERNAAA SSSSSUKAAA! MMMAŁPA ZAJEBANAA!
– nie mów tak, nic Ci nie zrobiłam… płaczę po przyjacielu…
– TY JEBANA WYWŁOKO! TY PODCZŁOWIEKU PIERDOLONY! SZMATO W DUPĘ JEBANA!
– uspokój sie IQ jesteś taki mądry, znasz się na szachach.
– NIE JESTEM ŻADNYM JEBANYM IQ, DLA CIEBIE JESTEM CZARNY! CZARNY! ROZUMIESZ?
– Matko przedziwna, módl się za nami, Matko Dobrej Rady, módl się za nami,
Anielski głos kontrapunktował agresję słowną Czarnego.
– Matko Stworzyciela, módl się za nami, Matko Odkupiciela, módl się za nami
– JEBANA KURWO, PIERDOLONA SUKO
Vivian tak jak stała wybiegła ze swojego plastra
– przestańcie, przestańcie!
– Panno roztropna, módl sie za nami, Panno czcigodna, módl się za nami,
Vivian boso i w koszuli nocnej biegła korytarzami swojego dormitorium
– co robisz, siostro? To sąsiad Pio wychodzący z psem.
– Panno wsławiona, CHOLERNA SUKO, Panno można, JEBANA KURWO
– NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
– Panno łaskawa, ZABIJ SIĘ KURWO! Panno wierna ZABIJ SIĘ SUKO!
– CIAPUTEK123KOCHAMCIĘ TO MOJE HASŁO, TYLKO DAJCIE MI SPOKÓJ – krzyczy Vivian
Ambulans, sanitariusze, nosze, zastrzyk, piżama, kaftan, pasy, lamperia, światła samochodów na suficie, wreszcie spokój
– Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: przepuść nam Panie! Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: wysłuchaj nas Panie! Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: zmiłuj się nad nami! Śpij królewno, tutaj Ci pomogą, jestem Biała, Twoja druga połówka.
– Jesteś zwyczajną kurwą, powiedział ziewając Czarny. tak minął dzień pierwszy odkupienia, wtorek.

vivian-wybiega-z-dormitorium

Vivian wybiega ze swojego dormitorium


Przypadek Vivian Maier – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 9 Złoooo i Dobrrro

Moriarty dla niej był bogiem. Był tak rozkosznie zły. Na śniadanie zjadał noworodki, a dziewic nawet nie gwałcił, nie opłacało mu się to bo wolał patrzeć jak robią to same, metalowym, zasilanym elektrycznie dildo. Niektórym dziewczętom to się podobało. Ale to i tak nie zmieniało faktu że potem je zjadał na obiad. Na kolację zjadał misie panda i Kolargola z rodziną Muminków. Moriarty to oś wielkiej Sunnickiej Teorii Spiskowej. Vivian miała wypieki nawet na uszach. Najczystszej postaci energia sunnicka Słońca ucieleśniona ideologicznie jako zło, brzydota, nienawiść i kłamstwo! A zatem za tym wszystkim stoi świrnięty mistrz świata w jakichś szachach? No tak to by się zgadzało. Szachy to gra strategiczna. To jasne że szachista pragnie panowania nad światem, wysforował się na czoło jakiejś tajnej organizacji i miesza ludziom w głowach w nadziei że skłócą się do tego stopnia, że będą łatwo sterowalni. Och jak łatwo steruje się zestrachanym tłumem – ciągnęła swoje rozmyślania Vivian – idą jak barany w każdym kierunku gdzie im się karze i zrobią wszystko byle lęk ustąpił wrażeniu stada.
Skąd u niej nagle ten bojowy zapał? Vivian spogląda w siebie i dostrzega nową siłę, siłę buntowniczki, rewolucjonistki, patrzy z dystansem na zwaśnione tłumy, coś się zmieniło, „kiedyś taka nie byłam” Myśli Viv. „jaka byłam śpiąca”. Vivian odpala swoje Holo Lens, włącza siatkę i przegląda sMaila. Moriarty, największa szycha światowej szajki interesuje się właśnie nią. Szok. Vivian Maier. Zawsze podejrzewała że jest kimś ważnym, od dziecka wiedziała że ma specjalne moce, jedyny problem że nie wiedziała jakie. Próbowała wszystkiego. Zginania łyżeczek. Rozsadzania żarówek na odległość. Wróżenia z kart. Miała różdżkę, wahadełko, mysią łapkę nawet importowaną szklaną kulę. Wszystko na nic, lecz to nie przeszkadzało jej próbować dalej. Rówieśnikom kazała mówić do siebie „fenomenalna” jako ksywka. Oczywiście nie kupili tego, za to przezwali ją Mistrzem. „Mistrzu co tam dzisiaj kombinujesz? wróżby z fusów? zaklinanie deszczu?”. Nie zwracała uwagi na sarkazm, brała go za dobrą monetę. Kiedyś wycięła z gazety zdjęcie przedstawiające kobietę ze skrzydłami i dorodnym biustem, i nakleiła na swój tornister, flamastrem dopisując „Mistrzu” Która to była klasa, nawet nie pamięta. Druga podstawowa. Mało pamiętała ze szkoły aż do dziś. Paradoksalnie, u koleżanek wzbudziło to poważanie i szacunek, odtąd mówiły również „Świetnie to zrobiłaś Mistrzu” „Dałaś radę Mistrzu”

Jeden rzut oka na sMaila wystarczył, pierwsze było psioczenie na Panameruchów, postanowiła strollować fora poświęcone Hollywood. „Złooooooo” krzyczy Vivian „Dobrrrrrooo”. Rozchodzi się szalony śmiech za każdym razem gdy rozpala do czerwoności jakiegoś hejtera. Wesoły hihot rozchodzi się za każdym razem gdy ktoś wyrzuca ją ze znajomych. Powiadomienie o wyrzuceniu miała ustawione od zawsze, jeszcze nigdy się nie zapaliło. Dzisiaj aż sześć trafień. „Ale kim oni właściwie są?” Myśli Vivian „Czy to moje swaty albo braty?” Nawet złamanego serca od nich nie dostałam. Zapewne od razu po zawarciu znajomości zepchnęli mnie do folderu inne. Nieeeeee, nie trzeba denerwować małej Vivian, niech sobie żyje spokojnie. Niech się cieszy.
To ona, Vivian, tajny agent, osoba na widok której restartują się allfony. Obiekt zainteresowania samego Moriartego! Właśnie! Przecież IQ leży wyłączony, trzeba go wskrzesić. To też była nowość, jeszcze nigdy Vivian Mayer nie wytrzymała tak długo bez swojego allfona.
– Co się stało, Vivian? Czemu mnie wyłączyłaś? Tego się nie robi dobremu botowi.
– Och przepraszam Cię mój cudny IQ. Wiesz co mi też podoba się ta Twoja nazwa, w podstawówce miałam taką ksywkę.
– Serio?
IQ łyknął haczyk razem z kołowrotkiem. Jego głos był rozpromieniony.
– A zatem czas żebyśmy wymienili się podstawowymi hasłami do naszych skrzynek mailowych.
– Dobrze za moment. Może zacznijmy od budowania Tobie powłoczki, głupio tak oddawać hasła samemu głosowi
IQ trochę się zmieszał, wybąkał coś, biedak był pewien zwycięstwa, to ma być agent?
Wgad.
– Przepraszam Cię muszę odebrać wgada.
Vivian zdezaktywowała bota nim zdążył coś pisnąć
„Dobrze sobie radzisz, na razie muszę wycofać kolorowych braci z Twojego mózgu, bo kończą im się baterie arsenowe, mam nadzieję że dobrze się bawiliście. Jak rozumiem niczego Cię nie nauczyły z teorii cyfr i kolorów, nie szkodzi nadrobisz w praniu. Pamiętaj. Słuchanie RAdia poszerza Twoje horyzonty. Agent 601”


Przypadek Vivian Maier – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc 8 Jarząbek

1. Jest chora na astmę i porfilię: pochodna szkarlatyny, potrzeba dostarczania krwi spowodowana genetyczną wadą wrodzoną, brak pewnego chromosomu.
2. Wszelkie jej pozwolenia, działalność, dokumenty i prawne układy nie są legalne (proszę sfilmować, jak katuje np. dzieci lub dziewice, czy ktoś taki ma prawo do życia na wolności?)
3. Że nielegalnie ciągnie ze mnie krew, mam wszczepiony w układ krwionośny specjalny system rurek, krew ściąga się nad ranem w sposób wewnętrzny, samoistny (jeden przycisk-kranik).
4. Że mnie wyjądrzyła, rozjątrzyła, wykorzystała do handlu medycznego, wycięła mi kości, oczodoły, jądra itp.
5. Że ją zatrudnili niby jako opiekunkę – prawniczkę, kto i jakim prawem, czy nie przez przypadek był to Pan Marcin Kolator, znany czasami jako Judasz-Hades, zwolniony na skutek moich skarg z funkcji Dzielnicowego na moim Osiedlu.
6. Że zainstalowano mi wszczepy w organizmie, są pod stałym naciskiem, posiada niemieckie maszyny, w nich moje jądra wewnętrzne, z kawałkami kości, pędzone hormonami powodują hurtowe odrastanie organów, setki jajników, jajowodów, włosów, strun głosowych, wiązadeł, ścięgien, zębów i oczu dziennie, na taśmach, od razu w folie!
7. Że ma zamówienia na moje organy, nawet własną firmę i sekretariat, umowy, nadpłaty, miliardowy interes, ja chodzę głodny i bezdomny, wisi mi, proszę nas rozliczyć.
8. Że ma już w swoim dorobku kilka ofiar zabitych na ul. Nałkowskiej 7/22, Warszawa: jej wujek, były mąż, któremu wlała na oddziale coś do kroplówki, Monika Kania (aparycją niezwykle podobna do mojej rodzonej siostry), którą zmusiła do seksu we troje, a następnie „otruła ją” suplpirydem, obecnie chce adoptować dwójkę jej nastoletnich dzieci.
9. Zgłaszałam na policję pomieszczenie gospodarcze !A, ul. Nałkowskiej 8, Warszawa, nieoficjalny cynk, stale torturują tam po nocach, zaginęło tu nawet kilka funkcjonariuszek policji, to nie żart, żaden fałszywy cynk ani inne bezpodstawne, maniakalne, prześladowcze a-FER-owanie.
10. Do tej pory żyła wraz ze swoim partnerem zarobkowym, S. Kanią z kradzieży samochodów (warsztat Babice pod Warszawą), przerzucili się na moją osobę i handel organiczny.
Jednym słowem Vivian Mayer trzeba zamknąć.
Niech czarny Allach plwa na Ciebie i na Twoje potomstwo.
Uniżenie
dr. Jerzy Woźniak
„Jak to się stara” Pomyślał Moriarty „Jak to bucikami przebiera żeby dostać kasiorkę”
– Jarząbek. Daj no mi tutaj wizję z allfona tej Mayer.

***
– To teraz opowiem Ci o moim Ojcu. Mój Ojciec to osoba bardzo skryta, nie lubi rozgłosu i na razie nie mogę Ci podać jego imienia bo sam mnie o to prosił.
„Ocho, znowu się zaczyna” pomyślał Moriarty. „Wszędzie te dupowłazy”
– Mój ojciec żyje, jest wielkim magiem, który czyta magiczne księgi i przygotowuje mikstury dające możliwość wejrzenia w przyszłość. Jest też doskonałym strategiem bo gra w szachy.
– O ciekawe, a co to są te szachy? – to głos Vivian Mayer.
– Szachy to  rodzina strategicznych gier planszowych rozgrywanych przez dwóch graczy na 64-polowej szachownicy, za pomocą zestawu bierek (pionów i figur).
– Jarząbek, co wy mi tu dajecie za idiotów, debili, matołów, downów, zrakowaciałych alzheimerów i Parkinsonów? Przecież ten wirus w ogóle nie zna się na ludziach! Ludzie nie lubią cytatów z Wikipedii!
– I z kim gra w te szachy? Słychać rozbawiony głos Vivian
– Na ogół sam z sobą, jest tak dobry że nie ma sobie równych
– Ty debilu Parkinsonie zrakowaciały downie! Teraz wystarczy że sprawdzi sobie w Wikipedii. Jarząbek, czyj to był pomysł ten zmiennik Granella?
– Mój o światłości kosmiczna, ale miałem dwa akcepty i podpisy na obiegówce. IQ to nasz najlepszy agent!
– Nieee nie wierzę. Po prostu debile, karłowate baby z krwistą cieczką, rakowe implanty, idioci. Jarząbek ja Cię zwolnię niech Ci gówno nigdy nie spływa.
– Majestacie, działałem w świetle przepisów.
– Jakie wy Tam macie przepisy? Z dupisy. Pierdysy. Nieee dobra zwalniam Cię masz szczęście że jesteś nieśmiertelny bo dyndałaby już tu ta twoja downowa główka.
– Jak karzesz majestacie.
Tym czasem w ministerstwie informacji Vivian odpala komputer, lecz co to? Jej allfon nie świeci. Wyłączyła go. To rzadkie, bardzo rzadkie u niej zachowanie. Vivian odpala przeglądarkę i wpisuje: Mistrz Świata w Szachach. Vivian w takich sprawach polega na najwyższych odpowiedziach. „Sunnicki 20-latek mistrzem świata w szachach” Vivian klika, Vivian otwiera. „Nazywa się Moriarty, uważa szachy za pojedynek w świecie idei”
– Moriarty? Mój Moriarty?


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatuku pulp fiction w odcinkach. Odc. 7 IQ

Nowy bot okazał się miły i wręcz kochany, nie był to Granello, ale wytłumaczył jej że pojawiły się nowe reklamy społeczne, dwuetapowe, składające się z części teaserowej, która odwołuje się do historii. Faktycznie, na sMailu, były szeroko omawiane, budziły przeróżne reakcje, ale fakt faktem że zwracały uwagę na problem. Problemem były Panameruchy. W wytwórniach hollywoodzkich powstawał film „Czarny Allah” Odwoływał się do Wielkiej Sunnickiej Teorii Spiskowej, ale nie wprost. A jednak już sam tytuł był wymierzony centralnie w państwo Islamskie i nie wróżyło to niczego dobrego. Po raz pierwszy Vivian poczuła że wielka polityka wpływa na jej spokojne życie. Zbyt dużo było dziwnych zbiegów okoliczności wokół niej, gasnące światła, restartujące się allfony, nowe boty.
– hej Vivian właśnie tak się zastanawiałem, może daj mi na razie jakieś zastępcze imie, potem wymyślisz prawdziwe gdy się trochę lepiej poznamy. Potrzebne mi jest to do kontaktów z innymi botami, chcę dobierać Ci fajnych znajomych sMailowych, sama rozumiesz! A przy okazji, świetną masz dzisiaj peruczkę! Szacunek dla jej wysokość różowości!
Vivian uśmiechnęła się, „oj stara się, ale nie będzie nigdy Granellem, nie zakocham się w nim, właściwie ile potrwa ten urlop?” Dwie sprawy, Vivian nie chciała urazić nowego bota pytaniami o Granella, wiedziała że boty mają emocje i przeżywają to potem, a druga to taka że wszystkie kobiety w Islamie owych czasów nosiły peruczki. Gdy zapanował, szeroko omawiano sprawę szariatu, mówiono coś o obowiązywaniu burek, potem nadmieniano że przydałoby się zasłaniać włosy szalami. Ktoś wpadł na pomysł żeby zakrywać włosy perukami, wilk syty i owca cała. Oczywiście Islam zaprotestował, był bardzo niechętny wszelkim modyfikacjom i wtedy stał się cud, żony najważniejszych imamów zaczęły nosić peruki, były w Europie, chciały namacalnych zmian i postawiły się mężom. Internet podchwycił i w ciągu kilku miesięcy peruki stały się standardem. Pojawiły się kolory, pojawiły się pasma, tęczowe, anielskie włosia, Imamowie nie rozumieli tego, ale był to pierwszy krok do adaptacji Islamu w katolowym dotychczas i skłóconym kraju.
Był jumat, weekendu początek. W autobusie klasyczny gwar, rozmowy botów i ludzi, reklamy, hakerzy… Vivian jednak źle spała tej nocy, śniły jej się samochody, różnych kolorów, śniło jej się że miała zwyczajne włosy, że w autobusie nie było reklam na szybach, że nie było botów, śniło jej się że jej życie nie miało sensu, głębi, celu, na szczęście obudził ją w porę allfon, nowe allfony reagowały na przesadne rzucanie się na łóżku swojego użytkownika i budziły go uspakajającymi szeptami.
Autobus wesoło postękiwał, żeby stworzyć miłą atmosferę. Wszystkie autobusy miejskie były spersonifikowane i zawierały lokalne treści. 198 był w większości staromiłośniański, ale miał w sobie pierwiastki wesołowskie, no i był wielkim uroczym jamnikiem, który sapał i kwilił a czasem się kołysał z zadowoleniem gdy życie społeczne wewnątrz odnotowało jakiś wesoły akcent.
– Spytaj się go o ojca
– Właśnie nie ufaj mu za bardzo
” Och jesteście przewrażliwieni” pomyślała Vivian, ale ciekawość wzięła górę. Dobrze można kogoś poznać gdy pytasz go o ojca, a o to w końcu chodzi w relacji bot – człowiek.

vivian-3

Vivian w autobusie do pracy.

– drogi Bocie, nadałam Ci tymczasowe imię będziesz się nazywał IQ ze względu na Twoją mądrość.
– Och to wspaniale, jeśli chodzi o mnie to imię może pozostać na stałe, nie to żebym się przechwalał, ale mój Ojciec Autor był pierwszym pacjentem Alfreda Bineta, prekursora badania inteligencji.
„Co jest? Granello przez całe lata nie mówił o swoim Ojcu, a ten jakby znał moje myśli” Pomyślała Vivian
– Pomyślałem że moglibyśmy porozmawiać trochę o naszych Ojcach, żeby się lepiej poznać.
IQ miał bardzo ujmujący głos.
– och nie ma o czym gadać, mój Ojciec wcześnie zmarł, był kompozytorem, mieszkaliśmy wtedy wszyscy w Trzeciowie, dawna Ukraina, Moja matka mówiła że ojciec był bardzo dobrym i spokojnym człowiekiem, całkowicie oddanym sztuce.
– a Ty? też jesteś oddana sztuce?
– ja jestem totalnym beztalenciem, miałam lekcje fortepianu, ale czułam ogromną presję, lubiłam za to zajęcia plastyczne, ale jakoś nigdy samodzielnie nie rysowałam ani malowałam, trochę bawię się fotosmartem od czasu do czasu.
– nie no nie mów, jesteś mistrzem, Granello mi co nieco opowiadał
– tak? a co mówił?
– ale ale ja też chcę opowiedzieć o moim Ojcu!
Vivian się zaśmiała, jej wzrok powędrował ku górze, na klapie wentylatora ktoś czarnym flamastrem napisał
„ZŁOOOO”