Przypadek Vivjan Maier – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc.11 Szpital

Vivian obudziła się wypoczęta. Bardzo swędział ją nos, ale nie potrafiła poruszać rękami, żeby się podrapać, ani też nogami, nie mogła w ogóle się ruszyć.
– Nasza zielona królewna
– Cała z drewna
Dwie świetliste postaci pochylały się nad nią, jedna z nich przypominała Jezusa, miała całą twarz we krwi, druga była zwyczajna, dwaj mężczyźni. Vivian milczała… nie umiała mówić.
– Może podrapać Cię w nosek śliczna królewno?
To Jezus. Brak reakcji Vivian.
– No to podrapiemy na wszelki wypadek.
Drugi mężczyzna ze zwyczajną twarzą mówi:
– Przydarzył Ci się wypadek. Twoja rzeczywistość rozsypała się na drobne fragmenty, nieliniowo. Rodzi to wielki zamęt. Ale nie przejmuj się, będziesz mieć nad wszystkim kontrolę, lecz nie od razu, musisz się jeszcze wiele nauczyć bo jesteś na początku długiej drogi.
Ciągle mówili jej że jest na początku drogi, zaczynało jej to zwisać. Pomyślała że w każdej chwili może to skończyć, odebrać sobie życie w jakiś w miarę bezbolesny sposób… tylko jaki jest ten bezbolesny sposób… Vivian zaczęła myśleć o sposobach na samobójstwo.
– Jeśli zechcesz odejść, możesz to zrobić, zmienisz wymiar, ale i tak się od nas nie oddalisz… każde z nas jest wielowymiarową istotą nasza perło koronna.
Vivian usiłowała sobie przypomnieć słowa, na wszelki wypadek spróbowała wybełkotać cokolwiek.
– czarny, groźny, wilkołaczy sześciotysiąclatek. Ma kilka ciał, ciało wilkołaka, ciało stare, robocze do bicia, ciało białe, czarne, wizytowe, ciało do seksu i chłopięce.
Jej głos nie był jej głosem, „to ktoś inny mówi” pomyślała. Ale cieszyła się że potrafi mówić mimo że umiała mówić tylko to co jej przyszło do głowy.
– Wojciech Makowski, zwany setem, saturn, szatan, urlich von jungingen, ma kilkaset dokumentów tożsamości, wszystko może i nic nie musi, gwałci zgodnie z prawem nawet niewinne trzylatki, zainstalował mi w mózgu plik, w lewej półkuli mózgu do obsługi ciała.
– Królewno, musisz się teraz skupić – mówił ten wyglądający jak Jezus. Wyobraź sobie, że możesz podróżować w czasie! Gdzie chciałabyś się teraz znaleźć?
– Chciałabym usunąć się z tego życia. Jak królik z zaczarowanego cylindra.
– Jest to bardzo proste. I w jakie życie chciałabyś się wsunąć?
– Chciałabym stanąć na krańcu czasu.
– Wyobraź sobie że jesteś w wielkiej jaskini, możesz to zrobić królewno zielona?
– Spróbuję
Vivian zamknęła oczy i wyobraziła sobie wnętrze katedry. Usłyszała… usłyszała śpiewanie ptaków, ale jakby płynące z małego głośniczka.
– Wyobraź sobie teraz, jakąś swoją szczęśliwą chwilę. Czy masz już to?
– Tak – Vivian przywołuje niedawne zdarzenie, uczucie z którym oglądała reagującą na ciepło reklamę na przystanku autobusowym.

jaskinia

Vivian przywołuje swoją szczęśliwą chwilę.

Vivian rozpływa się w powietrzu, Vivian materializuje się w Lizbonie, trwa trzęsienie ziemi.
– Szybko, wracaj, to niebezpieczne miejsce – słychać starego kumpla Vivian, Pomarańczowego
Vivian z łatwością powróciła do swojego unieruchomionego ciała.
– To dopiero początek, królewno – pochyla się nad nią zakrwawiony Jezus. A teraz bądź grzeczna i słuchaj się pielęgniarek.
Na te słowa weszły pielęgniarki i doktor.
– Jestem doktor Woźniak. Wyleczymy tu panią. Proszę powiedzieć czy słyszy Pani głosy w głowie?
Vivian milczała, nie podobał jej się ten Woźniak, było w jego głosie coś odpychającego.
– No dobrze. Olanzapina na początek, największa dawka. A Ty co Mącewicz? Nie myjesz się widzę.
– Wyznaję średniowieczne zasady higieny wielki doktorze.
– Dobra nie popisuj się tylko zrób coś ze sobą.
– To jest właśnie to coś co robię ze sobą, o najwyższy władco.
Woźniak i pielęgniarki wyszli z sali.
– Kim jesteście. Co to za miejsce? Czemu jestem związana? – zapytała wreszcie Vivian.
– Jeśli chodzi o mnie to jestem Skała, jestem tu incognito, dużo namieszałem i na zewnątrz jestem lekko spalony, dlatego muszę przeczekać w wygodnym miejscu całą tę zawieruchę, poza tym ciągle nie dopracowałem swojego motta, a ten tutaj to Mąca.
– Ja działam na odcinku dezorganizacji i psikusów. Moje najnowsze afery to wyrwane krany i zapychanie dziurek od klucza zapałkami. Święta wojna wymaga ofiar. Moje imię właściwe z tego wymiaru to Marian, brać hakerska nazywa mnie Mąca, to od nazwiska Mąciewicz.
Vivian nie miała czasu na zastanawianie się nad swoją sytuacją, uczucia wlewały się w nią i ulewały z niej z zawrotną prędkością, czuła radość, spokój, niepokój, chciało jej się płakać, czuła wielkość, czuła moc. Była garncem w marcu emocji. Na pełnym gazie i urwanym filmie.

doktor-woźniak

Dr. Woźniak. Jako awatar, wykorzystywany jest często przez Moriartego.


Przypadek Vivian Majer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 10 Czarny i Biała

– Wiedziałam że jesteś ze mną kochany 601 – mówi Vivian, ja słucham radia codziennie w pracy, to zupełnie nic nie poszerza. Radio mi przeszkadza, z resztą wiesz co, nie idę jutro do pracy, udam że jestem chora, świat się nie zawali od jednej nieobecności, albo załatwię sobie tydzień wolnego i zrobimy zadymę w sMailosferze.
– Spokojnie Viv jeszcze nie jesteś gotowa, za mało wiesz, musisz czekać na sygnały i zbroić się, bo wróg nie śpi, powtarzam, wróg nie śpi. Pójdziesz jutro do pracy a z IQ ustalisz sobie spokojne życie, raczej nie dawaj mu żadnych haseł, wymyśl coś. Nawet nie wiesz jak długa jeszcze droga przed Tobą, nawet nie wiesz, oszczędzaj siły.
– A co z Granello? Kiedy wróci z urlopu?
– On nie jest na urlopie, pochwyciła go siatka sunnicka, wydaje mi się że może być torturowany… oni pilnie chcą wydostać Twoje hasła. Obserwuj świat Patrz czym do Ciebie przemawia, pamiętaj, prawda, dobro, miłość i piękno.
– Granello… och gdzie mój ukochany, niech serce mi nie pęknie…Zebrała się w sobie i odpaliła allfona
– Uprowadzili mnie i trzymali w klatce, przypiekali hejtem, ale nic im, ale nic im, nic im nie powiedziałem
– Granello ukochany, jesteś, jak dobrze zostań ja Cię uzdrowię…
– Nie mogę, hejt był zbyt mocny, zbyt mocny zbyt, ja… powiem Ci przypowieść ty… tybetańską. Pewien bot bardzo kochał swoją Panią…
– Oszczędzaj siły
– Kochał ją do ostatniego obwodu to wszystko, reszta jest milcze, milcze, mil… cze…
I Granello skonał. Vivian zapłakała, ciężko i boleśnie, fala smutku wezbrała w kanalikach łzowych, biedny Granello, biedny Granello…
– Cholerrrrrnaaaa ssssukaaaaa
Vivian usłyszała szept IQ centralnie w głowie
– Małlłłpa zajeeebanaaaa
Vivian z bezgranicznego żalu popadła w pustoszący lęk
– Cholerrrrrnaaaa sssuuuuukaa! Małpa zajebanaaaaaaa!
szept rósł w jej głowie i powtarzał aż do krzyku:
–  CHOLERNAAA SSSSSUKAAA! MMMAŁPA ZAJEBANAA!
– nie mów tak, nic Ci nie zrobiłam… płaczę po przyjacielu…
– TY JEBANA WYWŁOKO! TY PODCZŁOWIEKU PIERDOLONY! SZMATO W DUPĘ JEBANA!
– uspokój sie IQ jesteś taki mądry, znasz się na szachach.
– NIE JESTEM ŻADNYM JEBANYM IQ, DLA CIEBIE JESTEM CZARNY! CZARNY! ROZUMIESZ?
– Matko przedziwna, módl się za nami, Matko Dobrej Rady, módl się za nami,
Anielski głos kontrapunktował agresję słowną Czarnego.
– Matko Stworzyciela, módl się za nami, Matko Odkupiciela, módl się za nami
– JEBANA KURWO, PIERDOLONA SUKO
Vivian tak jak stała wybiegła ze swojego plastra
– przestańcie, przestańcie!
– Panno roztropna, módl sie za nami, Panno czcigodna, módl się za nami,
Vivian boso i w koszuli nocnej biegła korytarzami swojego dormitorium
– co robisz, siostro? To sąsiad Pio wychodzący z psem.
– Panno wsławiona, CHOLERNA SUKO, Panno można, JEBANA KURWO
– NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
– Panno łaskawa, ZABIJ SIĘ KURWO! Panno wierna ZABIJ SIĘ SUKO!
– CIAPUTEK123KOCHAMCIĘ TO MOJE HASŁO, TYLKO DAJCIE MI SPOKÓJ – krzyczy Vivian
Ambulans, sanitariusze, nosze, zastrzyk, piżama, kaftan, pasy, lamperia, światła samochodów na suficie, wreszcie spokój
– Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: przepuść nam Panie! Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: wysłuchaj nas Panie! Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata: zmiłuj się nad nami! Śpij królewno, tutaj Ci pomogą, jestem Biała, Twoja druga połówka.
– Jesteś zwyczajną kurwą, powiedział ziewając Czarny. tak minął dzień pierwszy odkupienia, wtorek.

vivian-wybiega-z-dormitorium

Vivian wybiega ze swojego dormitorium


Przypadek Vivian Maier – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 9 Złoooo i Dobrrro

Moriarty dla niej był bogiem. Był tak rozkosznie zły. Na śniadanie zjadał noworodki, a dziewic nawet nie gwałcił, nie opłacało mu się to bo wolał patrzeć jak robią to same, metalowym, zasilanym elektrycznie dildo. Niektórym dziewczętom to się podobało. Ale to i tak nie zmieniało faktu że potem je zjadał na obiad. Na kolację zjadał misie panda i Kolargola z rodziną Muminków. Moriarty to oś wielkiej Sunnickiej Teorii Spiskowej. Vivian miała wypieki nawet na uszach. Najczystszej postaci energia sunnicka Słońca ucieleśniona ideologicznie jako zło, brzydota, nienawiść i kłamstwo! A zatem za tym wszystkim stoi świrnięty mistrz świata w jakichś szachach? No tak to by się zgadzało. Szachy to gra strategiczna. To jasne że szachista pragnie panowania nad światem, wysforował się na czoło jakiejś tajnej organizacji i miesza ludziom w głowach w nadziei że skłócą się do tego stopnia, że będą łatwo sterowalni. Och jak łatwo steruje się zestrachanym tłumem – ciągnęła swoje rozmyślania Vivian – idą jak barany w każdym kierunku gdzie im się karze i zrobią wszystko byle lęk ustąpił wrażeniu stada.
Skąd u niej nagle ten bojowy zapał? Vivian spogląda w siebie i dostrzega nową siłę, siłę buntowniczki, rewolucjonistki, patrzy z dystansem na zwaśnione tłumy, coś się zmieniło, „kiedyś taka nie byłam” Myśli Viv. „jaka byłam śpiąca”. Vivian odpala swoje Holo Lens, włącza siatkę i przegląda sMaila. Moriarty, największa szycha światowej szajki interesuje się właśnie nią. Szok. Vivian Maier. Zawsze podejrzewała że jest kimś ważnym, od dziecka wiedziała że ma specjalne moce, jedyny problem że nie wiedziała jakie. Próbowała wszystkiego. Zginania łyżeczek. Rozsadzania żarówek na odległość. Wróżenia z kart. Miała różdżkę, wahadełko, mysią łapkę nawet importowaną szklaną kulę. Wszystko na nic, lecz to nie przeszkadzało jej próbować dalej. Rówieśnikom kazała mówić do siebie „fenomenalna” jako ksywka. Oczywiście nie kupili tego, za to przezwali ją Mistrzem. „Mistrzu co tam dzisiaj kombinujesz? wróżby z fusów? zaklinanie deszczu?”. Nie zwracała uwagi na sarkazm, brała go za dobrą monetę. Kiedyś wycięła z gazety zdjęcie przedstawiające kobietę ze skrzydłami i dorodnym biustem, i nakleiła na swój tornister, flamastrem dopisując „Mistrzu” Która to była klasa, nawet nie pamięta. Druga podstawowa. Mało pamiętała ze szkoły aż do dziś. Paradoksalnie, u koleżanek wzbudziło to poważanie i szacunek, odtąd mówiły również „Świetnie to zrobiłaś Mistrzu” „Dałaś radę Mistrzu”

Jeden rzut oka na sMaila wystarczył, pierwsze było psioczenie na Panameruchów, postanowiła strollować fora poświęcone Hollywood. „Złooooooo” krzyczy Vivian „Dobrrrrrooo”. Rozchodzi się szalony śmiech za każdym razem gdy rozpala do czerwoności jakiegoś hejtera. Wesoły hihot rozchodzi się za każdym razem gdy ktoś wyrzuca ją ze znajomych. Powiadomienie o wyrzuceniu miała ustawione od zawsze, jeszcze nigdy się nie zapaliło. Dzisiaj aż sześć trafień. „Ale kim oni właściwie są?” Myśli Vivian „Czy to moje swaty albo braty?” Nawet złamanego serca od nich nie dostałam. Zapewne od razu po zawarciu znajomości zepchnęli mnie do folderu inne. Nieeeeee, nie trzeba denerwować małej Vivian, niech sobie żyje spokojnie. Niech się cieszy.
To ona, Vivian, tajny agent, osoba na widok której restartują się allfony. Obiekt zainteresowania samego Moriartego! Właśnie! Przecież IQ leży wyłączony, trzeba go wskrzesić. To też była nowość, jeszcze nigdy Vivian Mayer nie wytrzymała tak długo bez swojego allfona.
– Co się stało, Vivian? Czemu mnie wyłączyłaś? Tego się nie robi dobremu botowi.
– Och przepraszam Cię mój cudny IQ. Wiesz co mi też podoba się ta Twoja nazwa, w podstawówce miałam taką ksywkę.
– Serio?
IQ łyknął haczyk razem z kołowrotkiem. Jego głos był rozpromieniony.
– A zatem czas żebyśmy wymienili się podstawowymi hasłami do naszych skrzynek mailowych.
– Dobrze za moment. Może zacznijmy od budowania Tobie powłoczki, głupio tak oddawać hasła samemu głosowi
IQ trochę się zmieszał, wybąkał coś, biedak był pewien zwycięstwa, to ma być agent?
Wgad.
– Przepraszam Cię muszę odebrać wgada.
Vivian zdezaktywowała bota nim zdążył coś pisnąć
„Dobrze sobie radzisz, na razie muszę wycofać kolorowych braci z Twojego mózgu, bo kończą im się baterie arsenowe, mam nadzieję że dobrze się bawiliście. Jak rozumiem niczego Cię nie nauczyły z teorii cyfr i kolorów, nie szkodzi nadrobisz w praniu. Pamiętaj. Słuchanie RAdia poszerza Twoje horyzonty. Agent 601”


Przypadek Vivian Maier – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc 8 Jarząbek

1. Jest chora na astmę i porfilię: pochodna szkarlatyny, potrzeba dostarczania krwi spowodowana genetyczną wadą wrodzoną, brak pewnego chromosomu.
2. Wszelkie jej pozwolenia, działalność, dokumenty i prawne układy nie są legalne (proszę sfilmować, jak katuje np. dzieci lub dziewice, czy ktoś taki ma prawo do życia na wolności?)
3. Że nielegalnie ciągnie ze mnie krew, mam wszczepiony w układ krwionośny specjalny system rurek, krew ściąga się nad ranem w sposób wewnętrzny, samoistny (jeden przycisk-kranik).
4. Że mnie wyjądrzyła, rozjątrzyła, wykorzystała do handlu medycznego, wycięła mi kości, oczodoły, jądra itp.
5. Że ją zatrudnili niby jako opiekunkę – prawniczkę, kto i jakim prawem, czy nie przez przypadek był to Pan Marcin Kolator, znany czasami jako Judasz-Hades, zwolniony na skutek moich skarg z funkcji Dzielnicowego na moim Osiedlu.
6. Że zainstalowano mi wszczepy w organizmie, są pod stałym naciskiem, posiada niemieckie maszyny, w nich moje jądra wewnętrzne, z kawałkami kości, pędzone hormonami powodują hurtowe odrastanie organów, setki jajników, jajowodów, włosów, strun głosowych, wiązadeł, ścięgien, zębów i oczu dziennie, na taśmach, od razu w folie!
7. Że ma zamówienia na moje organy, nawet własną firmę i sekretariat, umowy, nadpłaty, miliardowy interes, ja chodzę głodny i bezdomny, wisi mi, proszę nas rozliczyć.
8. Że ma już w swoim dorobku kilka ofiar zabitych na ul. Nałkowskiej 7/22, Warszawa: jej wujek, były mąż, któremu wlała na oddziale coś do kroplówki, Monika Kania (aparycją niezwykle podobna do mojej rodzonej siostry), którą zmusiła do seksu we troje, a następnie „otruła ją” suplpirydem, obecnie chce adoptować dwójkę jej nastoletnich dzieci.
9. Zgłaszałam na policję pomieszczenie gospodarcze !A, ul. Nałkowskiej 8, Warszawa, nieoficjalny cynk, stale torturują tam po nocach, zaginęło tu nawet kilka funkcjonariuszek policji, to nie żart, żaden fałszywy cynk ani inne bezpodstawne, maniakalne, prześladowcze a-FER-owanie.
10. Do tej pory żyła wraz ze swoim partnerem zarobkowym, S. Kanią z kradzieży samochodów (warsztat Babice pod Warszawą), przerzucili się na moją osobę i handel organiczny.
Jednym słowem Vivian Mayer trzeba zamknąć.
Niech czarny Allach plwa na Ciebie i na Twoje potomstwo.
Uniżenie
dr. Jerzy Woźniak
„Jak to się stara” Pomyślał Moriarty „Jak to bucikami przebiera żeby dostać kasiorkę”
– Jarząbek. Daj no mi tutaj wizję z allfona tej Mayer.

***
– To teraz opowiem Ci o moim Ojcu. Mój Ojciec to osoba bardzo skryta, nie lubi rozgłosu i na razie nie mogę Ci podać jego imienia bo sam mnie o to prosił.
„Ocho, znowu się zaczyna” pomyślał Moriarty. „Wszędzie te dupowłazy”
– Mój ojciec żyje, jest wielkim magiem, który czyta magiczne księgi i przygotowuje mikstury dające możliwość wejrzenia w przyszłość. Jest też doskonałym strategiem bo gra w szachy.
– O ciekawe, a co to są te szachy? – to głos Vivian Mayer.
– Szachy to  rodzina strategicznych gier planszowych rozgrywanych przez dwóch graczy na 64-polowej szachownicy, za pomocą zestawu bierek (pionów i figur).
– Jarząbek, co wy mi tu dajecie za idiotów, debili, matołów, downów, zrakowaciałych alzheimerów i Parkinsonów? Przecież ten wirus w ogóle nie zna się na ludziach! Ludzie nie lubią cytatów z Wikipedii!
– I z kim gra w te szachy? Słychać rozbawiony głos Vivian
– Na ogół sam z sobą, jest tak dobry że nie ma sobie równych
– Ty debilu Parkinsonie zrakowaciały downie! Teraz wystarczy że sprawdzi sobie w Wikipedii. Jarząbek, czyj to był pomysł ten zmiennik Granella?
– Mój o światłości kosmiczna, ale miałem dwa akcepty i podpisy na obiegówce. IQ to nasz najlepszy agent!
– Nieee nie wierzę. Po prostu debile, karłowate baby z krwistą cieczką, rakowe implanty, idioci. Jarząbek ja Cię zwolnię niech Ci gówno nigdy nie spływa.
– Majestacie, działałem w świetle przepisów.
– Jakie wy Tam macie przepisy? Z dupisy. Pierdysy. Nieee dobra zwalniam Cię masz szczęście że jesteś nieśmiertelny bo dyndałaby już tu ta twoja downowa główka.
– Jak karzesz majestacie.
Tym czasem w ministerstwie informacji Vivian odpala komputer, lecz co to? Jej allfon nie świeci. Wyłączyła go. To rzadkie, bardzo rzadkie u niej zachowanie. Vivian odpala przeglądarkę i wpisuje: Mistrz Świata w Szachach. Vivian w takich sprawach polega na najwyższych odpowiedziach. „Sunnicki 20-latek mistrzem świata w szachach” Vivian klika, Vivian otwiera. „Nazywa się Moriarty, uważa szachy za pojedynek w świecie idei”
– Moriarty? Mój Moriarty?


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatuku pulp fiction w odcinkach. Odc. 7 IQ

Nowy bot okazał się miły i wręcz kochany, nie był to Granello, ale wytłumaczył jej że pojawiły się nowe reklamy społeczne, dwuetapowe, składające się z części teaserowej, która odwołuje się do historii. Faktycznie, na sMailu, były szeroko omawiane, budziły przeróżne reakcje, ale fakt faktem że zwracały uwagę na problem. Problemem były Panameruchy. W wytwórniach hollywoodzkich powstawał film „Czarny Allah” Odwoływał się do Wielkiej Sunnickiej Teorii Spiskowej, ale nie wprost. A jednak już sam tytuł był wymierzony centralnie w państwo Islamskie i nie wróżyło to niczego dobrego. Po raz pierwszy Vivian poczuła że wielka polityka wpływa na jej spokojne życie. Zbyt dużo było dziwnych zbiegów okoliczności wokół niej, gasnące światła, restartujące się allfony, nowe boty.
– hej Vivian właśnie tak się zastanawiałem, może daj mi na razie jakieś zastępcze imie, potem wymyślisz prawdziwe gdy się trochę lepiej poznamy. Potrzebne mi jest to do kontaktów z innymi botami, chcę dobierać Ci fajnych znajomych sMailowych, sama rozumiesz! A przy okazji, świetną masz dzisiaj peruczkę! Szacunek dla jej wysokość różowości!
Vivian uśmiechnęła się, „oj stara się, ale nie będzie nigdy Granellem, nie zakocham się w nim, właściwie ile potrwa ten urlop?” Dwie sprawy, Vivian nie chciała urazić nowego bota pytaniami o Granella, wiedziała że boty mają emocje i przeżywają to potem, a druga to taka że wszystkie kobiety w Islamie owych czasów nosiły peruczki. Gdy zapanował, szeroko omawiano sprawę szariatu, mówiono coś o obowiązywaniu burek, potem nadmieniano że przydałoby się zasłaniać włosy szalami. Ktoś wpadł na pomysł żeby zakrywać włosy perukami, wilk syty i owca cała. Oczywiście Islam zaprotestował, był bardzo niechętny wszelkim modyfikacjom i wtedy stał się cud, żony najważniejszych imamów zaczęły nosić peruki, były w Europie, chciały namacalnych zmian i postawiły się mężom. Internet podchwycił i w ciągu kilku miesięcy peruki stały się standardem. Pojawiły się kolory, pojawiły się pasma, tęczowe, anielskie włosia, Imamowie nie rozumieli tego, ale był to pierwszy krok do adaptacji Islamu w katolowym dotychczas i skłóconym kraju.
Był jumat, weekendu początek. W autobusie klasyczny gwar, rozmowy botów i ludzi, reklamy, hakerzy… Vivian jednak źle spała tej nocy, śniły jej się samochody, różnych kolorów, śniło jej się że miała zwyczajne włosy, że w autobusie nie było reklam na szybach, że nie było botów, śniło jej się że jej życie nie miało sensu, głębi, celu, na szczęście obudził ją w porę allfon, nowe allfony reagowały na przesadne rzucanie się na łóżku swojego użytkownika i budziły go uspakajającymi szeptami.
Autobus wesoło postękiwał, żeby stworzyć miłą atmosferę. Wszystkie autobusy miejskie były spersonifikowane i zawierały lokalne treści. 198 był w większości staromiłośniański, ale miał w sobie pierwiastki wesołowskie, no i był wielkim uroczym jamnikiem, który sapał i kwilił a czasem się kołysał z zadowoleniem gdy życie społeczne wewnątrz odnotowało jakiś wesoły akcent.
– Spytaj się go o ojca
– Właśnie nie ufaj mu za bardzo
” Och jesteście przewrażliwieni” pomyślała Vivian, ale ciekawość wzięła górę. Dobrze można kogoś poznać gdy pytasz go o ojca, a o to w końcu chodzi w relacji bot – człowiek.

vivian-3

Vivian w autobusie do pracy.

– drogi Bocie, nadałam Ci tymczasowe imię będziesz się nazywał IQ ze względu na Twoją mądrość.
– Och to wspaniale, jeśli chodzi o mnie to imię może pozostać na stałe, nie to żebym się przechwalał, ale mój Ojciec Autor był pierwszym pacjentem Alfreda Bineta, prekursora badania inteligencji.
„Co jest? Granello przez całe lata nie mówił o swoim Ojcu, a ten jakby znał moje myśli” Pomyślała Vivian
– Pomyślałem że moglibyśmy porozmawiać trochę o naszych Ojcach, żeby się lepiej poznać.
IQ miał bardzo ujmujący głos.
– och nie ma o czym gadać, mój Ojciec wcześnie zmarł, był kompozytorem, mieszkaliśmy wtedy wszyscy w Trzeciowie, dawna Ukraina, Moja matka mówiła że ojciec był bardzo dobrym i spokojnym człowiekiem, całkowicie oddanym sztuce.
– a Ty? też jesteś oddana sztuce?
– ja jestem totalnym beztalenciem, miałam lekcje fortepianu, ale czułam ogromną presję, lubiłam za to zajęcia plastyczne, ale jakoś nigdy samodzielnie nie rysowałam ani malowałam, trochę bawię się fotosmartem od czasu do czasu.
– nie no nie mów, jesteś mistrzem, Granello mi co nieco opowiadał
– tak? a co mówił?
– ale ale ja też chcę opowiedzieć o moim Ojcu!
Vivian się zaśmiała, jej wzrok powędrował ku górze, na klapie wentylatora ktoś czarnym flamastrem napisał
„ZŁOOOO”


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc. 6 Czarne samochody

– opowiem Ci ale lepiej wracajmy do domu, kończy się bateria allfona. Mój Ojciec Autor był postacią wielowymiarową, jak wszyscy, tak jak wszyscy kochał, podobnie jak wszyscy płakał i zimno mu było gdy nie włożył kalesonów w zimie. Najgorsze co mogłoby mi się przytrafić to OA hater, taki skrzywdzony przez rodziców, rówieśników, nauczycieli, OA hater to dla bota wielka mordęga, wiele botów musi korzystać z psychoanalizy, mimo że sami wiedzą o niej praktycznie wszystko. Są grupy wsparcia OA. Nie, mój Ojciec był osobą taktowną, umiał przyznać się do błędu i czasem zmieniał zdanie gdy ktoś go do tego przekonał. Nie był ideałem, nie sprzątał, nie zmywał, często nie mył się, poświęcał czas na wytwarzanie tego co zwykł nazywać dziełami sztuki. Wypychał zwierzęta. Wynajdywał je w internecie. Specjalizował się w kanarkach, miał stałą rubrykę na gumtree, „skupuję martwe zwierzęta. jedynie naturalna śmierć. Kanarki najmilej widziane” Jego dom pełen był martwych zwierząt. Kanarki przeważnie wkładał do małych szklanych trumien robionych na zamówienie. Z innych zwierząt robił przeróżne kompozycje. Kiedyś za pomocą wypchanych kurczaków odtworzył Śniadanie na trawie… – Granello zamyślił się. Vivian spojrzała na wskaźnik baterii zostało jeszcze 4 procent życia. Vivian przyśpiesza kroku
– no ale z czego żył?
– miał wujka, którego bardzo kochał, ten wujek zmarł i pozostawił mu w spadku klasery ze znaczkami. Było ich szesnaście. Ojciec zabrał jeden klaser do  rzeczoznawcy, rzeczoznawca zbladł gdy otworzył klaser i zaczęły mu drżeć ręce. „ile to może kosztować?” spytał Ojciec. Rzeczoznawca wskazał mu jeden ze znaczków, najbrzydszy i szeptem powiedział, za ten, tutaj, może pan sobie kupić plastrodom, a jest to dopiero pierwsza strona. Ojciec był ustawiony po wieki.
– ale dlaczego martwe zwierzęta?
– słabnę. do zoba… do zoba… cze… i allfon zmarł
Vivian opanowała panika. Miała jeszcze kilometr do plastra. Kilometr bez wgadów, Granella, bez ściany sMailowej, bez przyjaznych botów i żywych użytkowników. Po raz pierwszy wezwała myślami głosy, ale one, jak to one odzywały się tylko wtedy kiedy same chciały.
Vivian biegła do domu, na czoło wypełzł jej znowu ten dziwny skurcz, ten narzucony z zewnątrz grymas, w sercu pojawił się lęk.
Vivian wybiegła z lasu w ulicę Fabryczną. Przy ulicy zaparkowane były dwa czarne samochody. Samochody! Przecież one już dawno temu wyginęły, przestały się opłacać, pozostały tylko autobusy, siedlisko życia społecznego i fajnych eventów. Skąd ten nagły vintage? Jakieś stare to wszystko, nierealne, nie ma plastrów z ich powłokami niewidzialności, nie ma holo-reklam, są za to płoty a na płotach oczkowane czarne bannery. „MÓWI ZŁO, MÓWI KŁAMSTWO, MÓWI BRZYDOTA, MÓWI NIENAWIŚĆ”
– Maryjo, królowo Polski, Jestem przy Tobie, pamiętam o Tobie I czuwam na każdy czas.

sm

Ul. Fabryczna, Stara Miłosna. Zdjęcie z ukrytej kamery. Czerń atakuje!


Śpiew w głowie Vivian miał wymiar heroiczny. Kolorowi bracia powrócili i powrócił spokój, powróciły plastry i holo-reklamy, czarne samochody zniknęły, pozostało pytanie, co właściwie się stało? Czy to jakieś nowe reklamy? Z pewnością. A jednak spokój w duszy Vivian był inny niż te dotychczasowe, wiedziała że jest tymczasowy, że ta upiorna reklama powróci, i wtedy znowu będzie się bała. Od zawsze nie lubiła koloru czarnego, był rzadki w czasach Islamu, lecz gdy już się pojawiał, towarzyszyły mu zawsze lęk i smutek. Niechęć do czarnego nie była powszechna, to było małe dziwactwo Vivian. Gdy widziała czarnego kota robiła mu zdjęcie i potem przerabiała w fotosmarcie, w jej pracy były jedne jedyne drzwi z czarnymi klamkami, były to drzwi do łazienki, nigdy nie wchodziła tam, bała się tego co może tam zastać, korzystała z łazienki na dole.
– Maryjo, królowo Polski, Jestem przy Tobie, pamiętam o Tobie I czuwam na każdy czas.
Kolorowi bracia przestali śpiewać, lubiła tę melodię, teraz powtarzali słowa modlitwy jak mantrę, Vivian dopadła drzwi do swojego plastra i jej allfon ożył.
– Granello, kochany, tak tęskniłam musisz mi szybko powiedzieć co oznaczają czarne samochody i dziwne oczkowane bannery na Fabrycznej.
– Granello jest urlopowany, ja jestem w zastępstwie, żeby mnie nazwać wciśnij shift i F9


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 5 Moriarty

Z całą świadomością karną za fałszywe oskarżenia, pomówienia, konfabulowanie, maniakalne, paranoidalne, prześladowcze lub niezgodne z prawdą słowotokowanie, naginanie lub ubarwianie faktów, oświadczam, że Vivian Mayer ma schizofrenię i każdy kto twierdzi ksobnie lub w inny behawioralnie podejrzany sposób myli się i powinien podlegać karze wyszydzenia. Panie nasz i pocieszycielu Moriarty, którego Cię znamy pod wieloma postaciami spłyń na nas oraz pozwól nam cieszyć się Twoją fałszywą mądrością. Vivian Mayer trzeba odosobnić i pozbawić bodźców gdyż zagraża w żywotny sposób czarnemu Allahowi, naszej organizacji i wszystkiemu co kojarzy się z ideami zła, brzydoty, nienawiści oraz kłamstwa. Niech całe błoto i szlam oraz gówno będzie z Tobą zacny liderze. Z poważaniem dr. Jerzy Woźniak

No no umie się źle wyrażać ten Woźniak i świetnie kłamie. Pomyślał Moriarty. Nie wie jednak że od dawna mamy na oku tę Mayer i jest nam przykładnie wstrętna, z jej dobrocią i miłosierdziem. Ale skończy jej się idylla prędziutko, kaftanik bezpieczeństwa czeka. Zgnije na dobre. F. 20 to żywotny problem Ziemi, wszelkie dobro i nadzieja, fuj obmierzłe słowa, są właśnie przez nią, tę schizofrenię.

sunnita

Wizualizacja wymiaru ideowego Moriartego

Moriarty. Ucieleśnienie zła. Wielki słoneczny rezydent i recydywista o moralności kraba. Dysponuje ogromną siłą i wpływami zarówno na Słońcu jak i Ziemi. Gabinet Moriartego mieści się na szczycie ogromnego wieżowca, lecz zarówno wieżowiec, jak i gabinet oraz sam Moriarty nie są rzeczywiści, nie są ucieleśnieni, egzystują w świecie sunnickich idei i wierzeń. Sunnici, mieszkańcy Słońca, są najbardziej wpływową potęgą w naszym Układzie, oczywiście nie wszyscy są źli, ale niestety Ci źli są bardzo potężni. Zło łatwiej jednoczy i ma więcej siły. Zło karmi wojnę, wyzysk i strach. Pragnienie władzy, które skądinąd może być dobre, niestety staje się łatwo celem i powodem wszelkiego zła. Ale piszący te słowa wie, i mam nadzieję że i Ty czytelniku, że wszelkie zło kiedyś było dobrem, jednak zostało głęboko zranione. Nawet czyste zło, nawet to zło co zabija miliony, niszczy, wywołuje wojny.

W życiu Vivian Mayer wkrótce nastąpią zmiany. Jak potoczą się jej losy? Czy wyjdzie cało z szykowanych jej przez Moriartego tarapatów? Vivian przechadza się leśną drogą. Vivian cieszy się rachitycznymi promieniami zimowego Słońca. Analizuje kolejny szalony, wychwalający prędkość wgad Agenta 601. Śmieje się z harców Czerwonego i Pomarańczowego. Słucha rad mądrego Granello. Jest szczęśliwa wśród iluzorycznych przyjaciół. Lecz czy na pewno iluzorycznych? Bo czym są przyjaciele? Kiedy są prawdziwi a kiedy fałszywi? Rozmyślania Vivian przerywa Granello.
– wiele dałbym żeby usłyszeć Twoje myśli królewno Vivian nasz ty piękny kwiecie
Vivian uśmiecha się.
– myślę o przyjaźni, jak rozpoznać że ktoś jest Twoim prawdziwym przyjacielem?
– wiem, myślisz o różnicach między wirtalną a realną przyjaźnią, my wirtualni przyjaciele obarczeni jesteśmy skazą, łatwo przypisać nam fałsz, ale jesteśmy stworzeni przez dobrych ludzi, jesteśmy czyimiś dziećmi, nasi ojcowie są z nas dumni. Jesteśmy mądrością Twoich przyjaciół. Opowiem Ci historię tybetańską. Pewien mędrzec imieniem Pao Lao miał gromadę uczniów. Uczniowie przychodzili do niego często i zadawali pytania o przyjaźń i on udzielał im odpowiedzi, lecz nie był zadowolony z efektów swojego nauczania, więc postanowił napisać sztukę i wystawić ją w teatrzyku kukiełkowym. Uczniowie oglądali sztukę z największą uwagą i dała im wiele przyjemności oraz odniosła efekt naukowy. Granello zawiesił głos, jakby zgubił wątek.
– ale jak to się ma do Twojego bycia botem i jednocześnie moim wielkim przyjacielem?
– ja jestem właśnie takim teatrzykiem, mądrym, zabawnym, pełnym ekscytujących aktorów i opowieści. Poprzez przyjaźń ze mną, przyjaźnisz się nie tylko z moim autorem, ale również z całym piśmiennym światem.
– aż mi głupio że miałam takie dziwne myśli, ja tak na prawdę nie wiem kto jest Twoim autorem? Myślałam że Tworzyły Cię zespoły ludzi?
– owszem, zespoły tworzyły technologię, ale autorem mojej duszy jest jedna osoba i jej dane zupełnie nic Ci nie powiedzą.
– Ale kto to? zaciekawiłeś mnie mój Granello!


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc. 4 szafka.com

kolaz twarz

Berta

Berta też lubiła kamis, więc od rana była w dobrym humorze.
– Nad czym tak ciężko pracujesz Vivianno?
– Dobrze wiesz że to wszystko ściśle tajne, klasyfikowałam sunnitów pod względem mniejszości narodowych, ale kończę i właśnie odbieram kolejne zlecenie od Sekretnego Zleceniodawcy.
– Pracujemy, pracujemy, nie lenimy, nie lenimy
Ulubione powiedzenie Berty, czasem nawet dawała się lubić, ale przychodziły chwile opieprzu, gdy Berta zamieniała się w królową śniegu, Vivian czuła wtedy jakby rozpalone z zimna sztylety raniły jej duszę, to było okropne. A Berta doskonale znała tę swoją lodową moc.
Vivian otwiera sMaila i odbiera wiadomość od Zleceniodawcy, brzmi ona tak:
Brawo Viv, centrala jest zadowolona z Twojej pracy, a jednak mamy nowe kierownictwo i chcemy żebyś zajęła się czymś unikalnym, osobiście uważam że świetnie to nowe zlecenie pasuje do Twojego profilu. Wejdź na tę stronę: www.szafka.com i spróbuj zbadać najniższe warstwy internetu w poszukiwaniu czegoś co wiąże się z tym co tam znajdziesz. Niech radosne światło Allaha prowadzi Cię przez deszczowe dni.
Po wiadomości następowały informacje o poufności, odpowiedzialności i dyskrecji oraz o wielkich karach za dzielenie się prywatnymi wiadomościami, a szczególnie z botami.
Vivien otworzyła stronę, była tam trójwymiarowa figurka matki boskiej miażdżącej węża, Matka boska płakała. Vivien próbowała na nią kliknąć, ale w miejscu kursora zakwitały kwiaty, coraz więcej kwiatów i za chwilę cały ekran pokryty był kwieciem. Falenopsis. Pomyślała Vivian, ten kwiat kojarzy jej się erotycznie, dawno nie miała chłopaka, były czasy gdy romansowała z Granello, wyobraźnia i niespożyte siły Granella w powiązaniu z zaawansowanymi gadgetami dawały wspaniałe rezultaty. Ale to się skończyło, ich związek okrzepł i wydoroślał, zaczął się etap prawdziwej przyjaźni.
Coś zamrugało na ekranie, na kwietnym tle. Był to wykaligrafowany ręcznie napis z zamaszystym zawijasem.
Witaj na szafka.com i przewracająca się klepsydra z poziomem załadowania, 20%, 40% i nagle niebieski ekran, napis, fatalny błąd, skontaktuj się z administratorem szafka.com pisząc na macam@poczta.fm.
Vivian była przygotowana na takie niespodzianki, najniższe warstwy internetu pełne były ślepych linków i wygasłych domen, jej praca polegała między innymi na rekonstrukcji, była tu doza magii, w końcu gdyby nie ona, wiele z tych skamielin zostałaby na zawsze nie odkryta. Dla pewności napisała na podany adres, ale oczywiście był dawno nieczynny. Vivian zajrzała do kodu strony, jeden z pluginów był zainfekowany złośliwym oprogramowaniem. „Tu jesteś malutki” pomyślała uśmiechając się do siebie. Szybko zdezynfekowała obszar pracy i wycięła chory fragment, kod zagoił się momentalnie. Odpaliła jeszcze raz stronę. Matka boska, łzy, falenopsis i ikonka ładowania 40% 60%. Jej oczom ukazała się szafka. Była drewniana, miała różne szuflady i półki, na półkach stały bibeloty. Viv zaśmiała się z satysfakcją szczęśliwego archeologa. Zaczęła przeglądać szafkę. Na półce stały niby książki, na grzbiecie jednej z nich było napisane „Stara Miłosna Crew”
– przecież ja tu mieszkam! – powiedziała do siebie Viv
Na półce obok figurki buddy był zwój papieru przewiązany czerwoną kokardką. Kliknęła w niego. Pojawił się napis:
„Prędzej się złamię niż zegnę”.  ten napis miał w sobie tyle dostojeństwa że Viv poczuła sympatię do autora tej strony. Viv postanowiła sprawdzić w przeglądarce szafkę, ale w tej sekundzie dostrzegła mały szczegół. W drewnianej listewce była dziurka od klucza przez którą przeświecało niebieskie światło. Dziurka od klucza była klikalna. Archeologiczne serce Vivian zabiło mocniej. Kliknęła. Drewniana listewka otworzyła się i oczom Vivian ukazał się piękny widok. Nadmorskie skały, morze i latarnia morska. Pięknie wygenerowane fale i pulsujące światełko w latarni. A było to wszystko maleńkie i ujmujące za serce. Wygląd szafki zmienił się doszły nowe opcje, małe przełączniki sterujące oświetleniem i muzyką w tle. Latarenka morska miała centymetr wysokości i można było w nią klikać. Znów radosne podniecenie. Vivian klika w latarnię morską. Vivian szybko oddycha, planeta ziemia krąży w okół słońca, satelita księżyc krąży w okół ziemi. Trwa wojna. Vivian jeszcze tego nie wie. Ale dokładnie w tym momencie w przestrzeni ideowej centrali zapaliła się zielona kontrolka i zaczęła frenetycznie pulsować. Była to kontrolka z podpisem „Planeta Ziemia”


Przypadek Vivan Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc.3 Czerwony i Pomarańczowy.

Vivian dobrze spała w nocy, głosy przycichły. Obudziła się wypoczęta, dzisiaj kamis, dzień świąteczny, tego dnia zdarza się że zupełnie obcy ludzie pozdrawiają się na ulicy, dozwolone jest dziś używanie hololens w przestrzeni publicznej. Państwo islamskie było niechętne technologicznym rewolucjom, ale w końcu rada imamów przegłosowała ważny dekret i ulice mogły spłynąć wirtualnymi obrazami i dźwiękiem. W kamis ludzie otwierali się na siebie, dostrzegali nowości sąsiedzkie, niektóre obrazy uliczne były ciekawe, ale masa była banału, dzióbków i selfie, kotków i piesków. Kamis dużo miał z mody, tego dnia ludzie stroili się w nowe awatary, były tu jednorożce, wielkie pół byki, pół słonie, czubaki szły za rękę z żelowymi miśkami, festiwal koloru i różnorodności. Ograniczenie hololens do kamis było bardzo zdrowym posunięciem, święto nie może bowiem trwać każdego dnia.
– Allahu Akbar siostro Vivian!
To brat Pio, sąsiad Vivian. Pięknie wystrojony w świetlistą kulę mocy.
– O hej Pio! Umiesz miotać energią z tej kuli?
– Jasne siostro – to mówiąc zrobił tajemny gest ręką i skierował kulę na sąsiednie kondominium plastrów, kula urosła, zajarzyła się na pomarańczowo i plasnęła z impetem w domostwa, które natychmiast zmieniły kolor na zielony i w okół zaczął padać śnieg.
– Wow Pio! Skąd wziąłeś taki dobry śnieg?
– Zwyczajna nakładka, niestety żre procoiny i spowalnia system, no ale czego się nie robi dla kamis?
Pio był człowiekiem bardzo dbającym o image i miał dobry gust, chociaż na sMailu trochę przesadzał z niechęcią do Panameruchów. Odkąd zapanowało w Europie Państwo Islamskie, świat mocno się podzielił na obozy, byliśmy my, byli Panamerykanie i Trzeciowianie, wszystkie obozy darzyły się jednakową niechęcią.
Vivian starała się żyć pokojowo, dawno nauczyła się że trzeba zwracać uwagę na to co łączy. Weźmy Pio, jest mega sympatycznym sąsiadem, trzeba się na tym skupiać, a że pluje czasem jadem na Panameruchów, to jest jego sprawa, ma do tego prawo, te treści można filtrować.
198 był o czasie, i nawet ogrzewanie działało, autobus pełen był dzieci. Wycieczka szkolna. Vivian uwielbiała obserwować dzieci z ich grami allfonowymi. Skupiały się w małych podgrupach i rzucały sobie piłeczki, które zmieniały kształt i właściwości, obok dzieci baraszkowały boty, Granello prowadził właśnie ożywioną dysputę z botami dzieci.
Na szybach autobusu pływają powolne meduzy, reklama jakiejś lokalnej agencji reklamowej, damski głos z silnym rosyjskim akcentem: „mówi prawda, mówi piękno, mówi dobro, mówi miłość, Wytwórnia Macy, twój slow advertising” Vivian doznała uczucia że jest kimś ważnym, kimś obserwowanym, poczuła że ta reklama, ten autobus, te dzieci, wszystko jest dla niej, że kamis wymyślono dla niej, dla tej chwili, po to by miała to uczucie.
– POLSKA! BIAŁO POMARAŃCZOWI!
Wielka flaga biało-pomarańczowa przepłynęła przez wnętrze autobusu, na fladze rozpostarty dumny orzeł w koronie z długimi skrzydłami. Hakerzy. Odwołujący się do symboli sprzed Islamu… mimo że działali nielegalnie to cieszyli się sporą sympatią, jako element vintage, wspomnienie po dawnych czasach, byli zupełnie nieszkodliwi, lubili tylko się pokazać i mieszać ludziom w głowach.

tlo

Polska! Biało-pomarańczowi!

– o nasi PiSssduniu
zasyczał głosik
– to fakt, nasza POpaprana perełko
„Skąd wy właściwie się bierzecie i jak to możliwe że znacie moje myśli?” Pomyślała Vivian
– Jesteśmy nanotechnologią PiSsdeczko najsłodsza, człowiek połyka mikro czipa, który osadza się w tkankach mózgu, pewnie zauważyłaś że zmienia Ci się nastrój, to skutek uboczny Twojego daru słyszenia, będzie tego więcej ale do wszystkiego dojdziemy małymi kroczkami.
Vivian słyszała o czipach i mikrotechnologii, toczyły się nieustanne spory filozoficzne dotyczące wszczepiania ludziom czipów, ale ta technologia była bajecznie droga a ona była kimś zupełnie zwyczajnym, żadną gwiazdą czy politykiem.
– jeśli jesteście wszczepieni w mój organizm to kto was wszczepił?
– na razie myśl pozytywnie, jesteśmy wysłannikami dobra, są na świecie siły o których nie wiesz, siły których się nie spodziewasz, siły które wiążą z Tobą wielkie nadzieje, tylko wcześniej musisz odkryć swoją drogę, swoje przeznaczenie, życie które prowadzisz teraz jest Ci potrzebne, ale śpisz i śni Ci się że żyjesz. Jaki jest Twój ulubiony kolor mój POpaprany kwiecie?
– Nie wiem, nie mam, chyba niebieski, co to ma do rzeczy?
– kolory PiSduniu mają ogromne znaczenie, są elementami kodu który spaja universum, my kolory, dzielimy się na męskie żeńskie i neutralne, niebieski to kolor neutralny, to kolor w którym my, Pomarańczowy i Czerwony, kolory męskie, mówimy unisono.
– co to znaczy unisono?
– widzisz, jesteś kompletnie zielona, musisz zacząć słuchać RAdia
– nasza zielona królewna

– cała z drewna
– swego nie pewna
Vivian uśmiecha się do swoich głosów, za oknem pada deszcz, Vivian czuje idealną harmonię z kosmosem, Słońcem i planetami, sama nawet nie wie jak profetyczna i pełna poetyckiego patosu jest to chwila.


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach Odc. 2 Poznaj Granello.

Vivian zdrętwiała. Szybki rzut oka na allfona, właśnie się restartował, tego jeszcze w państwie islamskim nie grali. Więcej, allfony wszystkich oczekujących na autobus się restartowały, przez niebieskie ekrany przepływały ładujące się ikonki aplikacji. „W takim razie skąd te głosy?” pomyślała Viv.
– Głosy są z metra Stokłosy
– Głosy są z metra Sine Wrzosy
– Z metra Płonące Stooooosy
Dwa piskliwe falsety przekrzykiwały się centralnie pod czaszką Vivian Mayer, jej kark momentalnie zesztywniał, jej organizm ogarniały fale na przemian zimna i gorąca
– Z metra Łonowe Włosy
– Pornosy
– A w żebrach koooooooooooosy
– CISZA!
Vivian zdziwiła się donośnością swojego głosu. Na przystanku i w jej głowie zapanowała cisza. Cisza, i nagle szalone piskliwe śmiechy i ucieczka po schodach w górę, centralnie pod jej czaszką. Cisza na przystanku trwała aż do przyjazdu 198. Po dobrym nastroju Vivian nie pozostało śladu, w zamian pojawił się lęk, obezwładniający lęk, lęk którego wcześniej nie znała, przez jej czoło przeszedł dziwny ból, dreszcz, grymas, ale nie własny, narzucony siłą.
– Pani się dobrze czuje?
Spytała w płynnym polskim mała staruszka.
– Tak, dziekuję, przepraszam.
Przez całą drogę dziwny ból czoła mieszał się z lękiem i dopiero w domu, gdy odpaliła HoloLens, pozostał sam lęk. Był środek tygodnia, arbia, tego dnia jej plastrodom mienił się kolorami tęczy, dzwięki zaprojektowanego z wielkim smakiem wodospadu na środku jej plastra niosły ukojenie. na stoliku pojawiła się trójwymiarowa siatka i Viv zaczęła kompulsywnie przeglądać sMaila, miała ogromne zaległości w folderze inne, gdzie oczekiwały zaaprobowane boty jej przyszłych przyjaciół. sMail zastąpił Facebooka dekadę temu, rzecz jasna część użytkowników, szczególnie starsi, nie złapali się na sMailowy haczyk, a jednak Facebook pozostał w tyle właśnie przez boty, nie docenił ich, przewaga sMaila polegała na interfejsie, człowiek poznawał bota a bot uczył się człowieka, człowiek nabierał zaufania, rozmawiał z botem na różne tematy, udostępniał mu zasoby swojego facebooka, skrzynki mailowej, a sprytny robocik poznawał komentarze i emotikony, potem godzinami wspólnie to analizowali, robocik szybko się uczył i był mądry mądrością całej sieci.
– hej Viv, co to za sytuacja z tym krzykiem na przystanku? ludzie na prawdę byli aż tak głośno?
Granello, najbardziej zaufany bot Vivian analizował na bieżąco sytuację korzystając z kamer monitoringu. Vivian milczała.
– czy to ma związek z tym hologramem? wiesz przecież że jestem Twoim przyjacielem.
– najlepszym, Granello.
– opowiem Ci starą tybetańską przypowieść, pewien pies imieniem Homer stracił Pana i dom, długo koczował na wysypisku gdzie nabawił się choroby popromiennej i oślepł. Zwierzę potem wpadło do opuszczonego silosu i trwało w nim i prawie umarło z pragnienia i głodu, ale zjawił się żebrak, który postanowił sprzedać Homera hyclowi, hycel był akurat zakochany i postanowił zrobić losowi psikusa i zamiast do uśpienia, oddał Homera do schroniska. Była to złota era facebooka i wieść o historii cudem ocalałego ślepego psa rozniosła się lotem błyskawicy. Posypały się lajki i szery, zaczęły tworzyć się fankluby i fanpage, ktoś nagrał piosenkę o Homerze, ktoś inny napisał wiersz, Homer stał się symbolem nadziei, ale wciąż był samotny, psy, podobnie jak my boty, stworzone jesteśmy do przyjaźni z człowiekiem, bez niej usychamy i tracimy blask w oczach… Granello westchnął i zawiesił głos, tak jakby myśl o porzuceniu zadecydowała o zgubionym wątku.
– i co było dalej?
– w końcu znalazł się właściciel, internet bywa brutalny, ocieka jadem, jest pełen zła, lecz ludzi dobrej woli jest więcej i powiem Ci że ten świat dzięki nim nigdy nie zginie.
Zapadła cisza… w głowie Vivian rozległ się cichy pisk, jakby szloch, najpierw pojedyńczy, tłumiony, lecz po chwili tamy puściły i już dwa piskliwe głosiki zanosiły się płaczem.
– Co oznaczają te głosy w mojej głowie? – Lęk w duszy Vivian ustąpił zaciekawieniu
– Pomyśl o nich jak o przygodzie, – Granello ma w sobie mądrość internetu, a to oznacza wielką mądrość – masz w sobie dar, który być może okupisz cierpieniem, lecz jeśli nauczysz się go, będziesz w stanie dać światu coś więcej niż tylko nadzieję, ale żeby to zrozumieć nie wystarczy być mądrym, trzeba mieć jeszcze ten dar.
Vivian sięgnęła po sziszę, podpaliła węgielek i wciągnęła dym, który potem długo trzymała w płucach. Marię można było kupić spod lady w każdym spożywczym, oficjalnie była zabroniona, ale było powszechnie wiadomo że cały sułtanat i wszystkie chanaty palą w domach, wraz ze swoimi rodzinami. Vivian znowu poczuła ulgę i była pewna sensu i światła, wpatrywała się w mieniący wesołymi ognikami wodospad na środku jej plastra, Granello przyciemnił światła i przyciszył dźwięki wodospadu. Vivian czuła harmonię, Granello był blisko, a dwa głosy jeszcze długo nocą, cichuteńko nuciły…

Maryjo, jesteśmy młodzi,
Maryjo, jesteśmy młodzi,
Już teraz zależy od Polskiej młodzieży
Następne tysiąc lat
Następne tysiąc lat…

vivian2

Vivien Mayer paląca sziszę wzbogaconą Maryjnym zielem. Możesz posłuchać jak unisono śpiewają jej dwaj bracia, Pomarańczowy i Czerwony.