Przypadek Vivian Mayer odc 20 >>>

Ohm bhorr buwahaua haffa. Powtarzaj znaczenia, łącz sie w bezsilność ciszy, niech Cię usłyszy, szukaj imienia mocy o południu, dla zadowolenia, dla chcenia, dla wstawania i spania, nie do opisania, na mocy paktów, paktów: kontaktów, kontraband, nieistniejącego życia, bez pokrycia, bez przebaczenia, od niechcenia, od bitu do dobrobytu. straże, strażnicy tu byli teraz są na prawicy, w centrum, po prawicy Pana, złapana w potrzask jest ich gęba, brzemienna, w skutkach, brzemienna w groby, chodzą na łowy, śmieją się setnie, nikt nie wetknie swojego nosa w zwoje znaczenia od niechcenia, przybywam dla zadowolenia, namaste, systemy znasz te, tacz savi turvave i ya, to tylko ja, w znaczeniu dobra, jak drzewo od bobra jak materac dla ducha, kto mnie posłucha ten zwie sie bhargo nemasja dimai, jak Gucio z Mai jak skrzydła Gucia, których nigdy nie rzuca, przeciwnie, przejawia trwałość która z banału skacze na mnogość, tak, bo co jeśli odlece już zupełnie? Zrobi sie żewnie. I światu pokoju nic już nie przywróci? Ja wiem, Ty rozumiesz może wiesz znasz nawet ale czy masz pojecie, co mieszka we mnie? Jak to ma sie do ducha, ktoś posłucha, powie nie wiem, nieufny wietrzy spisek. Spisek nie wyszedł. przejrzałeś zrozumiałeś piątka z zachowania, ja nie z wyrachowania. Pragne podróży, moje Patronite niech Ci wiernie służy. (szczegóły w blogu)


Przypadek Vivian Mayer odc 19 Fatal Error.

Gabinet Dr. Woźniaka, ogromny wiatrak chłodzący
Dr. Woźniak
– Pani Marleno, jak długo będzie Pani milczeć?
Vivian
To Pan milczy, zresztą bądźmy szczerzy nie polubimy się raczej za szybko.
Dr. Woźniak (po krótkiej pauzie, siląc się na spostrzegawczość)
Ślinisz się
Vivian
Słucham?
Dr. Woźniak (maniakalnie)
Wszystkiemu winien jest Wojciechowski, on ma kilkaset dokumentów tożsamości, wszystko może, nic nie musi, jeśli zechce, gwałci zgodnie z prawem w sposób publiczny nawet niewinne trzylatki, podobno nawet robi to dla dobra społecznego
Vivian (zrezygnowana)
Ale po co Pan mi to mówi?
Dr. Woźniak (z łzami w oczach)
Nawiedzają mnie, ciągle we mnie mieszkają, przechadzają się, podziwiają wnętrza, znają moje myśli, patrzą na świat moimi oczami.
Vivian (ze znawstwem)
To się zdarza często, najgorsze jest gdy gość ma nierozwiązane problemy psychiczne lub wręcz bywa autodestrukcyjny, może to dopiec. Kto Pana tak nachodzi Panie doktorze?
Dr Woźniak (z szaleństwem w oczach wstaje i celuje palcem wskazującym w sufit)
Zainstalował mi w mózgu procesor do obsługi ciała, jak usnę staję się kukłą lub lalką, obsługują mną od urodzenia.
Vivian (znudzona)
To może ja już pójdę doktorze, a Pan musi się wziąć za siebie, rozwiązać trochę problemów. Ja miałam małe problemy z moimi głosami, ale teraz gdy trzeba zawsze jest cisza.
Dr Woźniak (poprawiający okulary i odprowadzający Vivian do drzwi)
Tak dziękuję Ci moje dziecko i przestań się ślinić
Vivian
Co? Ja się nie ślinię! Wypraszam sobie!
Dr. Woźniak (zamykając drzwi)
Tak tak, do widzenia.
(Dr. Woźniak zostaje sam w swoim gabinecie. Zmienia się oświetlenie i na ścianie pojawia się twarz Moriartego)
Moriarty
Woźniak do cholery, co wyciągnąłeś z tej Mayer?
Dr. Woźniak
Imperatorze, seniorze, ona jest doskonale wyszkolona, wątpię żeby Vivian Mayer kiedykolwiek istniała
Moriarty
nie wyjeżdżaj z teoriami spiskowymi.
Dr. Woźniak
Mówię serio Imperatorze, ta cała Vivian wygląda na zupełnie normalną
Moriarty (wpada w szał)
Taak? To ja Ci powiem…
(na ścianie niebieski ekran z wielkim FATAL ERROR.
Ujęcie z gabinetu Moriartego. Moriarty próbuje sobie wyrwać włosy z głowy, które trzymają się mocno.)
(zaciemnienie)

(rozjaśnienie)
Palarnia szpitala psychiatrycznego, obecnie pełni funkcję studia filmowego. Vivian kręci razem z Mącą odcinek vloga za pomocą komórki umieszczonej na selfie-sticku. Jest dwunasta w nocy, pełnia, prawie wszyscy śpią, niektórzy wyją do księżyca
Vivian
trzeba umieć kochać, obudźcie to w sobie, pokochajcie swojego Stwórcę. Nie wierzysz w Stwórcę? Nie szkodzi, ważne że chcesz zmienić świat. Skończy się prymat religii grupowych, pora na multikulti, każdy niech sam decyduje o obrządku swojego Boga
Mąca
Stop. Bardzo dobrze. To może teraz zwróć się do wszystkich religii świata
Vivian (odgarniając włosy z oczu)
Musicie w końcu spróbować się porozumieć. musicie nauczyć się mieszać ze sobą, nie osiągniemy zbawienia dopóki nie dojdziecie do zgody. Widzę to tak, szanuję Was, ale musicie stać się mną, to jest naturalna droga ewolucji. Dzisiaj miałam taką sytuację, małe dziecko spytało mnie, dlaczego na świecie ciągle trwają wojny. I co odpowiedzieć temu dziecku? Czy powiedzieć że ludzie są źli? Że są dobrzy i źli? Ci dobrzy to my. Otóż nie jesteśmy źli, ani my ani wy ani oni, po prostu nie możemy się dogadać i to mnie wkurza.
Mąca(rozluźniony)
Uo Viv, rozkręcasz się podoba mi się twój flow. Do naszych widzów, którzy dopiero włączyli monitory przypominam że zbawienie to nie coś co samo do nas przyjdzie, na przyjemność zbawienia musimy sobie sami zapracować.
Vivian
Myśleliście że zbawienie samo się zrobi. No tak jasne najlepiej żeby było bardzo efektowne, żeby był wielki potop, albo pożary, trzęsienia ziemi i w końcu świetlista postać na niebie, ogólnie dużo efektów specjalnych, zorze polarne. No i zaczyna się, kto był dobry, kto zły, kto komu zawinił, słowem sąd. Tak to sobie wyobrażacie? Nie wierzę w sądy. Moim zdaniem musimy sobie sami zapracować na zbawienie, musimy udowodnić że jesteśmy w stanie żyć w zgodzie, że nie ma wojen i biedy, wszyscy żyją dostatnio, nie ma nonsensu bogacenia się…
Mąca
Dobra starczy, myślę że wystarczy, no świetnie Viv dziękuję Ci za udział w Naszym zbawiennym show. Pokój, Dobro, Piękno, Miłość, Czystość i Prawda.
(Obydwoje uśmiechają się do siebie i poklepują po plecach)
Vivian (pokazuje like button)
I nie zapomnijcie subskrybować!


Przypadek Vivian Mayer odc 18 confetti

Mąca (nadal rozmawia ze Skałą, Vivian i Hanką)

Mojej iluminacji winien jest Owsiak, a dokładniej jego ludzie. To było latem, miałem już mocno w głowie jeśli chodzi o psychozę i szukałem pracy w jego telewizji. W psychozie jestem totalnie skoncentrowany i potrafię świetnie wpływać na ludzi. Niektórym w firmie się to nie podobało i krótko mówiąc ktoś dosypał mi kokainy i amfetaminy do herbaty.

Hanka
o niee to straszne, ale ludzie tak robią mojej znajomej też się to przydarzyło. Ale nie wiń ich o to, miałam chłopaka co pracował w telewizji, media to strasznie szmaciarska branża.

Mąca
Ale ja nikogo nie winię, mi to było potrzebne. To prawda że na koniec stałem się agresywny i odwieźli mnie do szpitala, ale przynajmniej miałem swój moment sam na sam ze Stwórcą, gdzieś na stacji Metra Wilanowska

Skała
Totalnie kultowa stacja . jej rozmieszczenie, te pięterka no i system linii który ogłupia, ale tylko z pozoru

Vivian
I co powiedział Ci Stwórca?

Mąca
Stwórca nie musi mówić. Nagle, przez krótką chwilę rozumiesz wszystko i widzisz dokładnie przeszłość, przyszłość i wszystkie punkty zwrotne. Masz gotową koncepcję, wszystko do niej pasuje, każda Twoja myśl ma znaczenie. Szkoda że ten moment trwa tak krótko, nie zdążyłem zrobić notatek pamięć momentalnie zatarła się, od czasu do czasu ta pamięć wraca i kilka elementów układanki zaczyna pasować, jest to zawsze miły moment i świętuję go zapaleniem lampki dziękczynnej na macanko.com, zrobiłem do tego specjalną aplikację.

Hanka
Chłopaki chodźcie uciekniemy wszyscy z tego szpitala, strasznie kiepsko tu karmią a ja też tęsknie za ścinaniem drzew i wspinaczką

Mąca
Uciec można zawsze, ale oni Cię wszędzie namierzą. Mają specjalnie wyszkolone służby i posługują się kryptonimami operacyjnymi, tacy jak my mają swój kod, to f20, stworzony przez Moriartego po to by lepiej kontrolować placówki psychiatryczne.
Skała
Musisz myśleć perspektywicznie, masz szczęście w pewnym sensie bo Twoje właściwości pojawiają się tylko jak sobie popijesz
Mąca
Special Powerrrrs
(Panowie wymieniają między sobą system klaśnięć i przyklepań piątki)
Vivian
Hanuś wyjdziesz lada moment i wszyscy spotkamy się na wolności. Będziemy walczyć o zbawienie i przy tym dobrze się bawić.
Hanka
No jasne Viv, jesteśmy przecież Zgraną Paczką
Mąca
Kompletnie zgraną!
Wszyscy radośnie się śmieją i przyklepują piątki po korytarzu sunie Dr. Woźniak. Spiskowcy natychmiast cichną.
Woźniak
Mąciewicz kiedy zaczniesz się myć? Jak chcesz wyjść na wolność z taką twarzą?
(Twarz Mąciewicza pokryta jest krwią z nosa i popiołem z popielniczek)
Mąca
Doktorze najwyższy prokuratorze Twoja obecność wpływa na mnie kojąco i z sekundy na sekundę zdrowieję. Twoja aura wreszcie przemówiła mi do rozsądku
(to rzekłszy Mąciewicz oddala się w kierunku łazienki ze śpiewem „Mydło wszystko umyje nawet uszy i szyje etc.”
Woźniak
Pani Marleno proszę do mojego gabinetu, mamy parę spraw do obgadania
(Oficjalnie w tym świecie Vivian nosi imię Marlena)
Vivian z westchnieniem opuszcza przyjaciół i wraz z Woźniakiem odchodzą. Skała i Hanka długo i komfortowo milczą. Zjawia się Mąca, czysty na twarzy
Mąca
I powiadam wam że spadnie srebrny deszcz i będziemy wtedy bardzo blisko samego epicentrum. Och zbawienie to taka cudowna rzecz, oczyszczająca i pełna zadziwiającego piękna, sam widziałem, rozumiałem wszystko, jak to jest być gejem, jak to jest być fanatycznym islamistą, zrozumiałem że nasze palce dały nam system myślenia, że Bóg wcale nie jest jeden, że każdy ma swojego Boga i że każdy musi wypracować sobie sposób rozmowy ze swoim własnym stwórcą. Systemy dotychczasowe były niedoskonałe. I powiem wam coś więcej, mój Bóg przemówił do mnie i powiedział, Idź za Vivian Mayer, wspieraj ją, bo została ona wybrana by zbawić Światy.
Hanka (po krótszej chwili)
Co stanie się gdy już wszyscy zostaniemy zbawieni?
Skała
Nasze powłoki zniszczeją a dusze staną się jednym, ale to stanie się długo po zbawieniu, będziemy jak miliardy spadających gwiazd, tyle że  do jednego celu i z nieba wtedy będzie padał srebrny deszcz konfetti, muzycznie widzę to tak jak Wielka Orkiestra Jurka, muzyka będzie grała przez cały czas, nawet w dzień po końcu świata.
(Zaciemnienie)


Przypadek Vivian Mayer odc. 17 scenariusz.

– To ciągle za mało, pomysły, potrzeba więcej pomysłów, inaczej nie zyskamy władzy nad duszami.
– Mógłbym zacząć pisać powieść o Vivian – to Mąciewicz rozmawia ze Skałą, Vivian i Hanką, drwalką alpinistyczną. Mógłbym opisać nas wszystkich, ale nie dosłownie, literacko, co wy na to?
– Doskonały pomysł – mówi Skała
– mam już napisany początek
– No tak tego można się było spodziewać.
W tym momencie do sali wfrunął mały, pomarańczowy ptaszek, nastąpił wybuch białego puchu i oczom wszystkich ukazała się pomarańczowa łabędzica, och co za okazały ptak, na jej boku lśni przytroczony ekran LCD który wyświetla płynący napis:
„Czołem grupie zbawiającej świat, przygotowaliśmy dla Was specjalną promocję, udział w konkursie nagłaśniającym Wasze Cele. Tu Centrala Sterowania Wszechświatem” dalej tekst się zapętlał. Pierwsza otrząsnęła się Vivian.
– witaj piękna łabędzico! co to za konkurs czarodziejski ptaku?
znów wybuch puchu i mały pomarańczowy ptaszek wyfruwa z sali, pozostaje mały zielony tablecik z mikro rysikiem i otwartą stroną internetową CSW.
Mąca zaczął analizować stronę.
– To proste, nasze vlogi dotarły do najwyższych władz kosmosu, widocznie dobro ma się dobrze – Powiedział.
– Nie wiadomo czy nie jest to robota wroga – szepnęła ostrzegająco Hanka, drwalka alpinistyczna.
– Ależ nie. Spójrz na formę i sposób podania. Moriarty brzydziłby się aż tak podszywać pod dobro. Świetnie się składa, nasza telewizja pasuje do profilu, możemy stać się postaciami powieści a jednocześnie żywymi youtuberami, to świetny sposób na zbawianie świata.
– Mąca chodź niech Cię uściskam. Tutaj dwaj przyjaciele Mąciewicz i Skała obejmują się, pierwszy znaczny sukces, zostali dostrzeżeni. Strona CSW to istny majstersztyk kamuflażu. Sprawy wagi wszechświatowej, omawiane są tu w sposób twórczy, CSW przypomina galerię sztuki, niosącą ze sobą światłą i pozytywną energię. Mówi prawda. Tak, sprawdź to, mówi piękno, aha, mówi dobro, mówi miłość.
Vivian czuje na sobie wzrok Woźniaka i radość natychmiast miesza się z niepokojem. „Nie zapominaj że wszyscy jesteśmy w jego mocy” powiedział do niej kiedyś Czarny. Uaktywniał się ostatnio rzadko, czasem mówił na powitanie „jesteś zwykłą kurwą”, ale natychmiast Biała zaczynała swoją litanię i Czarny się chował. Vivian słyszała czasem jego kaszel. Zupełnie tak jak teraz. Kaszel Czarnego. Suchy. Niby nic nie znaczący, a jednak tak mocno rozpoznawalny, centralnie w środku głowy. Skąd biorą się złe myśli? Czy najpierw jest kaszel? A może pierwszy jest Woźniak, lub Moriarty. Vivian zatopiła się w swojej filozofii, bardzo szybko neutralizowała zło wokół siebie, lubiła budować alternatywne scenariusze w których Prawda i Dobro są przedsionkami a miłość i piękno komorami tego samego, spragnionego spokoju serca.
Vivian patrzy na swoich przyjaciół, którzy rozprawiają o czymś zawzięcie i nie słyszy ich głosów. Gra w niej muzyka i słychać modlitwę… to modlą się głosy Vivian, jedynie Czarny, milczy. Czymś najwyraźniej urażony, tak jakby chciał powiedzieć „na pewno Ci się nie uda” albo „nie ujdzie Ci to płazem”, ale nie, nie umie pokonać ciszy, która go onieśmiela.
– Vivian? długa Cisza, Vivian patrzy w dal, ponad plecami przyjaciół.
– Vivian?
– Tak? Przepraszam, zamyśliłam się.
– Skała ma pytanie do Ciebie
– Tak? Oczywiście, słucham Cię Wielka Skało.
– Co najbardziej lubisz robić, gdy czujesz się dobrze i błogo? (Mówi Skała)
– Ojej to trudne pytanie. Chyba staram się wyłączyć myślenie i inne bodźce aby stać się uosobieniem potęgi zen. Ale w dzieciństwie bardzo lubiłam bawić się lalkami i robić im różne pokazy mody.
– To świetnie się składa! Przeszkolimy Cię na projektanta mody, to będzie wstęp do nowej twarzy Vivian Mayer, przedstawionej w symbolice kreatora totalnego.

 

Vivian (z niedowierzaniem)

– Tak, ja kreatorem totalnym 🙂

 

Skała (zadumany z nutą profetyczną)

– Ależ Królowo, kreowanie jest jak zabawa z dzieciństwa

 

Mąca 

– Kluczem do Kreatora w Tobie jest moda, (pokazuje znak w cudzysłowie) it’s oficial! (pokazuje lajk)

To mówiąc dwaj przyjaciele przybijają sobie misternie skomponowane piątki

 

Hanka (rozbawiona)
– Nie no z tego to musicie zrobić scenariusz filmowy, aż prosi się o czerwony dywan w Cannes.

Za oknem piękne lato, listonosz przynosi pocztę, dwóch pacjentów z wychodnym gra w ping-ponga, lato, jeszcze nie upały, ale już krótkie rękawki, skowronki i ukradkowe spojrzenia na linii biustu i bioder… Vivian żyje chwilą, która trwa w zawieszeniu, co ciekawe, już nigdy nie przestanie tak żyć, już na zawsze pozostanie sobą, mimo tak wielu światów wokoło. Odnalazła swój kod i swoich ludzi, ten stan potrwa aż do wielkiego cofania zegarów, ale na ten proces musimy jeszcze poczekać, na razie nowe idee posiane w sercu Vivian, kiełkują, potrwa jeszcze zanim kiełki zmienią się w drzewa.


Przypadek Vivian Mayer odc 16 Pani Marzenka

– dobrze, młoda się uczy, ale przejdźmy do kwestii operacyjnych. jak z tym vlogiem, są już kamery? słyszałem że kosztują po 150 pln sztuka?
To Skała rozmawia z Mącą na korytażu szpitala psychiatrycznego
– są bezczelnie tanie, nawet jak ktoś nas nakryje to kupimy sobie nowe, kamera wyobraź sobie łączy się z youtubem sama za pomocą guzika.
– Najświętszy sakremencie – mówi Skała
– Mam już nazwę, będzie się nazywał Mąca Narodowy Komited Ogniskowy, w skrócie Mąca NKO, zarezerwowałem już domenę, więc nie ma odwrotu, nie będziemy się nazywali Skała TV.
– No dobrze już dobrze, nazwa jest nieważna, ważny jest sprzęt i żebyśmy szybko zaczynali, rozumiem że czołówkę już też zrobiłeś, mogłem się tego spodziewać zdrajco – powiedział z uznaniem Skała.
– aaaa, te kamery wyobraź sobie że mają oświetlenie i wejście na mikrofon, można w nich edytować, dodawać efekt sepii i obcinać spady, technologia już jest gotowa na nasze zbawianie.
– dobra nasza! – Skała
Przyjaciele przechodzą koło gotującego się na korytarzu czajnika.
– weźmy ten czajnik, odkąd stał się elektryczny, rozpalanie kuchni traci sens, kuchnia zanika, staje się palarnią, a z kolei palarnia staje się naszym studiem nagraniowym technologie znacznie ułatwiają zbawienie. Pomyśl tylko, to mówi ormormua aszfara czansami czurware inija
– prawda bracie, argone vasia rimari tioujona raczionaja. Dwaj przyjaciele rozmawiali czasem nieodgadnioną mową.
– zaczniemy od wywiadów, trzeba przepytać wszystkich jaki jest ich ulubiony kolor, cyfra, figura geometryczna i tak dalej. Potem bierzemy na warsztat uprzedzenia, czy lubią Żydów, Muzułmanów, Czechów, Rosian i tak dalej.
– myślę o quizach z filozofii, Pani Marzenka nam pomoże, prawda Pani Marzenko? – Powiedział do przechodzącej ładnej kobieciny w szlafroku. Była to Pani Marzenka. Nikt nie znał jej historii, ale wszyscy wiedzieli że jest diabelnie wprost mądra. Dużo milczała, ale gdy zadało jej się odpowiednie pytanie, potrafiła rozkwitnąć.
– Pani Marzenko, które piękno jest ważniejsze, to w oku odbiorcy czy to w dłoniach twórcy? Pyta Mąca Pani Marzenki.
– Panie Mącicielu Piękno jest pochodną Prawdy a ta zawsze należy do Zbawiciela. Zostało to opisane w mądrej księdze. Zauważył Pan że księgi są mądre? A przecież nie myślą. Żurawie myślą. Ktoś mądry powiedział: Błogosławione poranki, błogosławione wieczory, tylko choroba nas zbliża do kosmosu a kosmos wiadomo. Idę na papierosa, słyszałam o waszej telewizji, mogę prowadzić kącik o manufakturach zegarmistrzowskich na terenach przedwojennej Szwajcarii, to mój konik.
Mija miesiąc, Vivian już całkowicie zaaklimatyzowała się w nowym miejscu, jest szczęśliwie zakochana w Pani Ewie, ma nowych przyjaciół i nową tożsamość, zaakceptowała swoją inność, kocha siebie, świat i ludzi. Mąca ze Skałą rozkręcają powoli vloga. Nazwa ulega stałej zmianie, corporate design jest w rozsypce, trwają przepychanki nad wyborem logo, atmosfera w stylu Sturm und Drang. Pani Marzence stale zmienia się zapatrywanie na nowe medium. Na początku nagrywa programy o swoich zainteresowaniach, a są rozliczne, jednak w pewnym momencie odkrywa w sobie żyłkę aktorską i odgrywa słowa. Jako pierwsze, odegrała słowo „Kwasy” na różne sposoby powtarzała to słowo, raz z dumą, raz z odrazą, raz z obrzydzeniem, afirmatywnie, z nadzieją. Pani Marzenka emocje zawsze czerpie z siebie. Nowy Vlog pacjentów szpitala psychiatrycznego był bardzo niszowy. A jednak grupa zbawiających świat pod sztandarem Vivian nie traciła animuszu, przeciwnie, idea stale się rozszerzała i szerzono ją wytrwale. Vivian każdego dnia poznawała coś nowego, świetnie się bawiła podróżami w czasie, występami w telewizji i długimi rozmowami z przyjaciółmi. Zaczęła uczyć się hiszpańskiego. Nigdy nie podejrzewała że szpital psychiatryczny może być tak czarującym miejscem. Owszem zdarzało się że ktoś kogoś oblał wrzątkiem, albo wysmarował kałem, ale było to szeroko komentowane i tworzyła się wokół danego zdarzenia atmosfera wesołego zniesmaczenia, Vivian uczy się życia od nowa, w prawdziwej, nie wirtualnej społeczności, to jak powrót do malowania w jaskiniach, gdy poznało się w stopniu wybitnym tajniki malarstwa sztalugowego.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction – odc 15 Wielki powrót Granello

– Zacznijmy od tego że jesteś kompletnie Zielona.
– Tak, o tym już rozmawialiśmy.
To Vivian Zielona rozmawia w jadalni z Mąciewiczem.
– Musisz rozbudzić w sobie twórcze moce.
– Ale jak to zrobić?
– Musisz zacząć słuchać świata. Musisz wynaleźć w sobie stetoskop, który później będziesz przykładała w miejsca dobra. Radia zaczniemy słuchać razem, radio musisz mieć stale przy sobie od rana do wieczora, to jest Twój miecz, no wiesz oręż w walce o zbawienie. Musisz sprawić by zielono-biała radiowa Dwójka stała się Twoją super mocą.
To mówiąc wyjął radioodbiornik Halinka 1999 i radio zaczęło śpiewać, śpiewać, głosami ptaków. Zielona słuchała zadziwiona.
– gdy Moriarty przesadnie miesza w polityce, Dwójeczka nadaje śpiewem ptaków, to bardzo klarowny system komunikacji, a przy tym zupełnie nie rozpoznawalny przez sunnitów.
– Salam Alejkum Ibn Mąco
To Skała  Panowie lubją się witać i tworzyć wymyślne układy klaśnięć uścisków i pstryków.
– Skało, Zielona ma pytania dotyczące jej drogi do zbawienia.
– Właśnie? Po co mam słuchać radia?
– Musisz się uwrażliwiać na piękno, jeden Twój dreszcz metafizyczny jest wart więcej niż produkt krajowy brutto.
„Przerywamy naszą ptasią emisję by powitać naszego specjalnego gościa, tak proszę państwa, zieleń w końcu zagościła w naszych sercach”
I ta obłędna muzyka.
– Alleluja, Haendla. – mówi Mąciewicz
muzyka wzrasta, na plecach Vivian Zielonej pojawia się dreszcz, promieniuje falami na całe ciało jakby na plecach Viv przysiadła ogromna elektryczna meduza. Vivian wie że utwór potrwa jeszcze kilkadziesiąt minut, to jest jak epifania.
– Czy To Ty jesteś Marlenka? Przed Vivian staje dojrzała piękna, o kruczoczarnych włosach kobieta, Vivian pod wpływem wzruszenia, z miejsca się w niej zakochuje, jest dla niej wcieleniem siły, dobra i stateczności.
– Jestem Pani Ewa psycholog, wpadnij do mojego gabinetu to pogadamy
– Teraz? Spytała Vivian, Marlenka, Zielona.
– A co masz jakieś ważne spotkanie?
Vivian cała w skowronkach pobiegła za Panią Ewą. Pani Ewa zdjęła torebkę i powiesiła na specjalnym haczyku umocowanym do stołu.
– Mów mi Ewa, ale chcę żeby to była nasza tajemnica. Oficjalnie jestem dla Ciebie Pani.
– Jasne czym mogę Pani służyć
Zaczęły się śmiać i śmiały się aż Ewa pogroziła Viv palcem żartobliwie. To niesamowite, te dwie dusze miały się ku sobie.
– No biegałaś zdaje się w haleczce po mieście, musieli związać Cię w pasy tak brykałaś.
– A, to – wzruszyła ramionami Vivian – To normalne gdy jest się Zbawicielem
I znowu ten oczyszczający, zdrowy śmiech. Pani Ewa przygryza wargi i w tym momencie dzwoni telefon „Parole, parole, parole”
– Granello, słucham – mówi do telefonu Pani Ewa – nie, tak, nie, nie wiem, może, a jaką dawkę brała? no to dać, ale słabo naostrzony.
Pani Ewa odkłada telefon.
– Na czym to żeśmy?
W oczach Vivian łzy, mówi cicho:
– Czy Ty jesteś Granello?
– Tak jesteśmy ze starej włoskiej rodziny, nasz pra pra…
Nie dokończyła bo Vivian obięła ją
– Granello, tak tęskniłam.
Dwie obce dotąd kobiety przytulają się, przez myśli Ewy przebiegają pozytywne skojarzenia, ale czuje też zapach włosów Vivian, jej ręce zdają się emanować spokojem i pocieszeniem, Vivian czuje że nareszcie jest w domu, w objęciach ukochanej/ukochanego ideogramu. Vivian głaszcze Ewę po włosach, spogląda głęboko w oczy „Parole parole parole” piosenka trwa, dwa sprzeczające się niebiańsko zaplatane głosy. Wszystko zdaje jakby zastygać do miejsca w którym oczy już tylko patrzą w oczy a usta szukają ust. Pierwszy pocałunek, w usta, w oczy, w policzki, znowu w usta, w górną wargę i w końcu francuski pełnometrażowy pocałunek, taki który wymaga zachodzącego słońca i tropików.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction. Odc 14 Jacek i Hanka

Palarnia w szpitalu psychiatrycznym. Źółte, okopcone ściany. Dawniej była tu kuchnia, Mąca siedzi na dawnym palenisku kuchennym, jego twarz niezmiennie cała we krwi i sadzy z popielniczek. Obok na krzesełku Skała, dywagują o tym co zrobią gdy już Skała będzie prezydentem świata. Skała ma rozłożone ręce, leci ogromnym jumbojetem z prywatnym apartamentem na pokładzie, asystuje mu brygada myśliwców, kapitanem dowodzącym myśliwcami jest właśnie Mąca.
– Halo Kapitanie, czy masz już strój na dzisiejszą liturgię? Pyta Skała – Tak Wielka Skało, w maju obowiązuje fiolet, najbardziej przebiegły wśród kolorów.
– Nie zapominaj o modlitwie, jak wylądujemy, pokażę Ci nowe witraże.
Wchodzi Viv
– do kogo się modlicie chłopaki?
– witaj królowo – mówi Mąca – co myślisz o kolorze fioletowym?
– tak, wiem kolory są bardzo ważnym kluczem do badania wszechświata, ale powiedzcie mi dlaczego zawsze wszystko ja muszę robić? a jeśli brakuje mi siły żeby zbawiać ten świat?
– królewno – mówi Skała – każde z nas, jak tu siedzimy ma swoje przeznaczenie, naszym przeznaczeniem jest pomaganie Zbawicielowi, Tobie, to już wiesz.
– więc kim ja jestem? pyta Viv
– Królową Która Zbawi Świat – powiedzieli razem Skała i Mąca
– Gdy już obejmiemy władanie nad światem – mówi Skała – Ty już kompletnie nic nie będziesz miała do roboty, tylko pozowanie do zdjęć, dbanie o najbardziej pokrzywdzonych i inspirowanie dobrem, prawdą, miłością i pięknem.
Ding Dong, Ding Dong.
– Druga – mówi Maca – czas na obiad.
To bije zegar na żółtej okopconej ścianie. Stary zegar, zadrapany i wielokrotnie oszpecony z pomocą gorejących końcówek papierosów. Vivian patrzy na zegar. Coś jest nie tak, w miejscu dwunastki jest dwójka i wskazówki podniesione są maksymalnie ku górze, tak jak wcześniej było w przypadku dwunastej. Zwariowany zegar, myśli Vivian, zwariowany szpital, myśli Vivian, myśli to z wdzięcznością. Rzut oka na przykurzoną tarczę z kalejdoskopowym roślinnym wzorem, napis, „MWaTCH, zegary nowych czasów”
– Co o mnie wiecie? Co się stanie gdy zbawię świat?
W tej chwili do sali wpada dwumetrowy kolos z rozwianym blond włosem.
– I wtedy z nieba spadnie srebrny deszcz, i lew spocznie przy baranku a Arab poda rękę Amerykanowi, Żydowi i nacjonaliście i uniesie się śpiew o dobru i pięknie. – Nowy kolega wyciąga papierosa…
– no proszę sami niepalący – mówi – zaprawdę powiadam że zostałem złapany w potrzask przez zbrodniarzy korporacyjnych, zimnych nie palących, cynicznych drani, oni wszczepili mi palenie w mroczną duszę, tak dziewczyno, nigdy nie próbuj szlugów, prowadzą do upokorzeń i śmierci moralnej.
Na te słowa z hukiem wpada Hanka co jest drwalem alpinistycznym.
– Jezu dajcie papierosa za chwilę zwariuję jak nie zapalę.
– My nie palimy – mówi Mąca – ale ten tutaj – wskazuje na dwumetrowca – jest również w szponach nałogu.
– Ja się nie dzielę, no chyba że opowiesz jakiś sprośny wierszyk – w oku blond kolosa oprócz szaleństwa igra wesołość i wyzwanie.
– jaki znowu wierszyk? Co to za zboczone wykorzystywanie? – widać że w głowie Hanki trwa walka – A długi ten wierszyk?
– pięć do ośmiu wersów – odpowiada blondyn.
– Jezu skąd Ci go wezmę? pyta rozpaczliwie Hanka.
– Ja opowiem – mówi Vivian – i dasz wtedy Hanuśce papierosa
– Wiersz nazywa się „Jesienny erotyk”
Vivian staje na środku palarni, światło słoneczne prześwituje przez liście i kraty w oknie, początek pięknego lata.
Vivian robi gest ręką który przypomina pozę anioła i mówi:
nagi on
naga ona
Vivian składa ręce niby w modlitwie
rozciągnięty w krzyż
przywarł do niej by wyszeptać
Vivian szepce
cuuudnie mokra
Blondyn przełyka ślinę
i tak leżał
na ulicy
liść
Mąca ze Skałą zerknęli na siebie, jakby każdy z nich mówił „a nie mówiłem” Dwumetrowy olbrzym klasnął w dłonie i oddał wszystkie papierosy które mu zostały Hance, w liczbie trzech.
– Jestem Jacek, miałem kiedyś znajomą dziewczynę, poznałem ją zimą, było wszędzie biało, na zaśnieżonym chodniku zaśnieżonego przystanku autobusowego, stała ona, miała białe zimowe buty i białe spodnie snowboardowe, białą kurtkę narciarską, białą czapkę i biały parasol. Pomyślałem wtedy że kolorem piękna musi być biały i że jest to najszczęśliwsza chwila w moim życiu.
Na przystanek zajechał autobus, wsiadłem za nią, usiadłem na przeciwko niej, miałem w kieszeni dyktafon, pożyczyłem od siostry dziennikarki, przestała go używać a miał w sobie funkcję radia, więc słuchałem go bardzo wiernie.
– Czy chciałabyś wystąpić w moim podkaście? – zapytałem dziewczynę w bieli –  Chciałbym żebyś odpowiedziała na jedno tylko moje pytanie, to mówiąc wyciągnąłem i włączyłem dyktafon, jaki jest Twój ulubiony kolor?
– Biały – odpowiedziała dziewczyna w bieli.
– Bilety do kontroli – powiedział kanar, a ja zupełnie zapomniałem skasować bilet, w dodatku nie miałem dowodu osobistego, zaczęło się żmudne spisywanie i dziewczyna odeszła, miała miesięczny
– I nigdy już się nie spotkaliście – zapytała Hanka
Nie w tym wymiarze, odnalazłem ją za to w wielu innych i dokończyłem rozmowę.
– Nie słyszycie jak wołają na obiad? – to głos pielęgniarki co włożyła głowę przez otwarte okno.
– Biały to najczystszy ze wszystkich kolor, dlatego go wybrała na swój ulubiony – powiedział dwumetrowy Jacek
– A wiesz, ja też lubię biały, powiedziała Hanka trzepocząc nieznacznie w kierunku Jacka rzęsami
Vivian była szczęśliwa, tak miło zaplata się jej życie, wszystko jest takie ciekawe i fascynujące, a przecież to dopiero początek. W jej głowie głos Białej
Święty,  Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów, Pełne są niebiosa, I ziemia Chwały twojej. Hosanna, na wysokości, błogosławiony, który idziesz w imię Pańskie, hosanna na wysokoooości.


Przypadek Vivian Mayer – pulp fiction – odc. 13

– Pani Marlenko, niech pani się nie boi, to zwyczajna łazienka z zielonymi drzwiami. – powiedziała pielęgniarka i otworzyła łazienkę. Niepokój Vivian sięgnął szczytu, to imię, Marlena, wydawało jej się znajome a łazienka była cała czarna w środku. Pielęgniarka lekko popchnęła Vivian i wtedy zobaczyła ona w lustrze swoje odbicie. Ta twarz. Marlena. Marlena Gettler. Wielka czerwona plama na twarzy. Polska. Katolicyzm. Cała fala wspomnień i smutku uderzyła w Vivian, jej twarz, ta upiorna plama, Reksio, przezwisko. Vivian zaczyna płakać. Vivian długo płacze i zakrywa twarz rękami, jej spokój i siła zniknęły bezpowrotnie, jej wielkość, jej upór i wesołość. Czy kiedyś powrócą? Vivian je kolację, Vivian wpatruje się tempo w ścianę. Kim właściwie jest? Ma jakby dwie osobowości, islamską odległą, spokojną, wesołą i katolicką, smutną, tutejszą, stale obecną.
– Musisz się dużo modlić mój kwiecie, to zawsze pomaga – anielski głos Białej nie przynosi ulgi – to tylko powłoka cielesna, wznieś się ponad nią ku gwiazdom, masz ciągle przyjaciół, którzy nie dadzą Ci zginąć.
– Ćwicz skoki do innych wymiarów! – Mówi jej Skała. Vivian nie ma do tego wszystkiego siły, czuje się zmęczona, bardzo zmęczona. Czuje że nic już nigdy jej się nie uda i w tej właśnie chwili wybucha jej w głowie muzyka i przed oczami staje jej dobrze znany hologram z gołębiem.
Tylko że tym razem gołąb patrzy centralnie na Vivian. Na jego szyi jest mała złota obróżka z diamencikiem z którego promień wnika bezpośrednio w myśli Vivian. Nastrój Vivian polepsza się „Jesteś jedną jedyną, wybraną spośród miliardów. Zostałaś wybrana BY ZBAWIĆ ŚWIAT. Wszystko inne jest nieważne i tymczasowe, liczy się jedynie Twoja misja” Muzyka wybucha coraz to nowymi kolorami i z sufitu spada srebrne konfetti. „Zapamiętaj tę chwilę”.
Vivian długo jeszcze słyszy niebiańską muzykę, a gdy zasypia, muzyka kołysze ją do snu. W nocy śni jej się jej stara islamska rzeczywistość, sen jest bardzo realny, Vivian siedzi w swoim plastrze z fajką wodną w dłoni. Rozlega się pukanie do drzwi. Vivian dziwi się, nikt jej nie nachodzi o tej porze, Vivian otwiera drzwi. To Marian Mąciewicz. Przecież to oczywiste że są sąsiadami. Vivian cieszy się, zaprasza go do środka częstuje sziszą, uśmiechają się do siebie i odlatują.
– Vivian czy Ty już wiesz o tym że jesteś Zbawicielem? – pyta unoszący się w chmurach Mąca
– Nie mogę się przyzwyczaić do tej myśli, jak myślisz Marian, czy zbawianie świata to dużo roboty?
– Nie myśl o tym w ten sposób, czerp przyjemność, zbawianie świata to z pewnością doskonała zabawa! Przez cały czas będę przy Tobie ja i wszyscy Twoi przyjaciele. Vivian opanowuje głęboki spokój, myśli, jak jest po francusku „zbawiciel”? Wie. A po arabsku? Też wie, zna każde słowo w każdym języku świata.
– Pobudka! Za chwilę obchód! Ścielimy łóżka! – Vivian pamięta doskonale swój sen. Czuje się wypoczęta i spokojna, sen przyniósł jej otuchę i jest nią po brzegi wypełniona. Szpital psychiatryczny wydaje jej się przyjaznym miejscem, pełnym fajnych i zakręconych ludzi, z których każdy ma swój kosmos, a połączenia tych skrajnie różnych kosmosów są harmonijne. Vivian znowu przeżywa szereg nowatorskich w jej życiu uczuć, czuje między innymi że czeka ją wielka zabawa, większa niż wszystkie zabawy w które się dotychczas w swoim życiu bawiła…


Przypadek Vivian Mayer – Marian Mąciewicz

Marian Mąciewicz to artysta spełniony ale niedoceniony. To przyszły chłopak Vivian Mayer, a nawet mąż, według obrządku który wymyślą już wkrótce z Vivian. Mąciewicz ma ambicję stworzenia własnego kościoła wraz z obrządkiem i szatami liturgicznymi. Mąciewicz ma ambicję zostać kapłanem. Wiary dostępne w katalogu świata nie zadowalają Mariana. Uważa on, że kościół powinien wytwarzać każdy człowiek, kościół powienien być indywidualnym tworem każdego człowieka, tak uważa Marian Mąciewicz.

Vivian poznaje Mariana w szpitalu psychiatrycznym. Właśnie wychodzi z psychozy, podczas której całkowicie zamknął się w sobie i zamilkł. Marian dłubie w nosie do krwi i potem maluje sobie tą krwią twarz, aby upodobnić się do cierpiącego na krzyżu Jezusa. Robi to głównie po to żeby wtopić się w stylistykę szpitala psychiatrycznego, nie chce się wyróżniać.

Okazuje się, że szpital psychiatryczny to doskonałe miejsce dla chorego psychicznie artysty. Marian czuje się wolny, praktycznie nic go nie ogranicza, może być sobą, ma okazję przekształcić się całkowicie w swoje najdoskonalsze dzieło sztuki.


Przypadek Vivian Mayer – powieść z gatunku pulp fiction w odcinkach. Odc. 12 Upsik.

– Źle, źle, wszystko źle. Czarny skrewił koncertowo. Teraz Mayer otrzyma wsparcie i co gorsza nauczy się życia.
Moriarty mówi do siebie. Odkąd rozpętała się wielka międzyplanetarna wojna, ma on świadomość nadchodzącego zwycięstwa, ale niestety drobne szczegóły typu Vivian Mayer nie pasują wciąż do idylli. Mieszkańcy ideograficzni wszystkich ciał niebieskich, zarówno w naszym układzie jak i w całym kosmosie, zawsze byli skonfliktowali, prowadzili zimne wojny. Choćby wyniszczająca wojna Wenus i Marsa. Jednak to co się działo od kilkuset ziemskich lat, przechodziło ludzkie pojęcie. Rzecz jasna dla Moriartego była to wielka pożywka i nadzieja na zwycięstwo. Na Słońcu rządził właśnie on, ze swoim terrorem. Ale byli tu też opozycjoniści. Cholerna Centrala Dobra. To oni dawali bezpośrednie polecenia Vivian, w formie anonimowych maili. O czym marzy Moriarty? Co stanie się jak już zwycięży zło? Załóżmy że zło zwycięża. To jest dla zła najgorszy scenariusz, bo wtedy musi zniszczyć samo siebie. Jest to naturalna konsekwencja. Bo zło nie może stać się dobrem i stabilnością w okresie pokoju. Zło musi ciągle knuć i widzi we wszystkim zagrożenie. Dlatego lepiej być po stronie dobra, przynajmniej zwycięstwo jest całkowite. Ale czy wojna kiedykolwiek się skończy? I jaka w tym wszystkim jest rola Vivian Mayer? Jak na razie Vivian ma gonitwę uczuć i nie może się podrapać po nosie. Głosy ustały. Jej nowi znajomi, Skała i Mąca poszli do stołówki na obiad. Na ścianie, w zasięgu wzroku Vivian wisi kalendarz. Rok 2016. Na kalendarzu trzy tajemnicze pielęgniarki. Jedna zakrywa uszy, druga zakrywa oczy, a trzecia usta. Przy tej trzeciej ktoś dopisał: „Upsik, zesrałam się”. Vivan nigdy nie interesował czas, jakoś niepotrzebne jej było jego pojmowanie. Gdyby ktoś ją zapytał który mamy rok, nie wiedziałaby zupełnie. Lecz w jej myśleniu pojawił się nowy pewnik. Jest teraz w zupełnie nowym wymiarze i będzie musiała odkryć nową siebie.

– Siostroooo, siostroooo!
Na sali było sześć łóżek, trzy z nich były zajęte. Ona, starszy, chorobliwie wyglądający mężczyzna czytający książkę i młoda dziewczyna o hardej urodzie, która podobnie jak Vivian była przywiązana pasami do łóżka.
– Chce mi się siiiikuuu. – to mówi harda dziewczyna.
W jednej ze ścian sali jest szyba. Siedzą za nią dwie pielęgniarki i wertują gazety. Viva, Pani Domu. Wygląda jakby nie słyszały wołania. Do Vivian dochodzi że też jej się powoli zachciewa siku, przecież od dawna nie była w łazience.
– SIIIKUUUU! – krzyczy Vivian.
– Nie usłyszą was – powiedział chorobliwy mężczyzna i zaczął machać do okienka. Zero reakcji.
– Zesikam się zaraz – mówi harda – gdzie ja w ogóle jestem? Wypiłam na imprezie pięć piw i film mi się urwał, rano patrzę, nie mogę się ruszyć, a drzewa się same nie zetną, jestem drwalem alpinistycznym, Hanka mi na imię. Nie mogę pić bo mi odbija po alkoholu.
– Siiiikuuuu! Sikuuuuu! – Krzyczą już obie.
– W dodatku jeszcze dzisiaj nie jarałam, Boże ile bym dała za fajkę. albo łyk wody.
W świecie Vivian nie było papierosów więc nie wiedziała kompletnie o co chodzi z fajką.
– Jesteśmy w szpitalu psychiatrycznym na sali obserwacyjnej – powiedział chorowity – musiała panienka coś nabroić, rzucić się na kogoś z siekierą, lizać plakat Orkiestry Świątecznej Pomocy, paradować nago po ulicy, tego typu historie.
– Ale numer! – powiedziała Hanka – no ale co z moją pracą, mam ważne zlecenia.
– Zdrowie najważniejsze – powiedział chorowity znad książki.
Do sali obserwacyjnej wchodzi pielęgniarka.
– Co się dzieje, co to za krzyki?
– Jeśli chodzi o mnie to spóźniła się siostra – mówi spokojnie Hanka, ale tej tam koleżance możecie jeszcze pomóc.
Na szczęście pielęgniarka okazała się miła i pomogła Viv wstać. Za drzwiami od sali była jadalnia, kończył się właśnie obiad. A jednak to co się stało później, było wysoce niepokojące i Vivian ogarnął wielki lęk. Drzwi do łazienki były czarne i nie było możliwości żeby do łazienki wejść.