Flash, pianino i ogródek :)

Mam wielką nową zajawkę, tworzenie animacji flashowych 🙂 Flash to technologia dzisiaj już oldschoolowa, niestety znika, jest wypierany przez html5 i javę, problem w tym że flash miał bardzo przyjazny interface i środowisko na tyle skomplikowane żeby połapał się w nim średnio rozgarnięty nieuzdolniony programistycznie twórca – czyli ja. A jednak zamierzam spróbować nauczyć się nowych technologii, myślę że znalazłem już system jak tego dokonać, wszystko kwestia organizacji i małych potrzeb przy maksimum satysfakcji. Ostatnio nie gram na pianinie, ale okazuje się że ta koleżanka z Ukrainy która studiuje kompozycję jednak chce mnie uczyć, więc spróbuję, będzie to nauka przez internet więc ciekawe jak to pójdzie. Ciepło się zrobiło i wrócił sezon prac w ogródku, więc kończę posta i idę pomagać Tacie!


Fu, Lu i Li

Dawno temu żył sobie chińczyk o imieniu Fu. Fu nie oczekiwał od świata wielkich fajerwerków, wystarczyło mu spokojne życie, kilkoro przyjaciół i miska ryżu z rzodkwią. Miał przyjaciela Lu i przyjaciółkę Li, oni byli razem, niestety coś się stało i Lu z Li się rozstali. Fu nie wiedział jak się zachować, tym bardziej że Li ujawniła mu że Lu nie chce przyjaźni z Fu co bardzo zabolało Fu. Fu postanowił że nie będzie odzywał się do Lu skoro on nie chce jego przyjaźni.

Postanowiłem jednak pisać, ale nie chce mi się ubarwiać tekstu obrazkami. Przechodzę fazę pamiętniczkową, przestało mi zależeć na masowości bloga, myślę też że umierając nie zostawię nic po sobie, nie będę w niczym dobry, za to będę amatorem w wielu dziedzinach, co w końcu nie jest takie złe, nie zależy mi żeby zostawić coś po sobie. Jak tak można mówić? Zwyczajnie. To wszystko i tak nie ma sensu, wszystko przykryje piasek, albo zaleje lawa, zostaniemy wchłonięci przez czarną dziurę.

Jestem kroplą w oceanie.

Umieranie kojarzy mi się z pierwszą komunią, gdy myślę o śmierci automatycznie przenoszę się do kolejki przed konfesjonałem i przeżywam pierwszą spowiedź. Jestem niesamowicie wdzięczny że mogłem zaistnieć w tej formie na tym pięknym świecie. Że stałem się kimś ważnym, człowiek, fiu fiu, nie byle co. Ale co gdybym był mchem lub porostem? Podoba mi się w moim życiu to że nie muszę walczyć, że nie stworzyłem sobie więzienia. To znaczy mam swoje więzienie, każdy ma, ten sam krajobraz, te same cztery ściany, ale moje więzienie jest bardzo łagodne, da się w nim wyspać, można siedzieć po nocy, pisać, grać na pianinie. Niektórzy mają o wiele gorzej. A zatem dzisiaj dziękuję za swoje przytulne więzienie, za przyjaciół, wszystkich, jedno i dwu licowych, oraz życzę wszystkim i sobie długich lat w zdrowiu i zajawkach. m.


Bieżące sprawy Macy

Jak widzicie straciłem serce do tego bloga 🙂 Ostatnio całymi dniami improwizuję na swoim pianinie, zdaje się że Nasza grupa muzyczna Cudaki się reaktywowała, graliśmy ostatnio w studio parę godzin było czadowo. Ale przez czadowo mam na myśli na prawdę czadowo, granie z chłopakami to przyjemność nie porównywalna chyba z niczym, to trochę jak gra w siatkówkę, albo w karty, tylko w przestrzeni dzwięków gdzie wszyscy są równi. Tym razem Yadzia, nasz perkusista miał urodziny i w prezencie pozwoliliśmy mu dyrygować zespołem 🙂 Wprowadził nowy element, a mianowicie że jedna osoba zaczyna (za każdym razem inna) a reszta dołącza po kolei. Strasznie fajne rzeczy z tego wychodzą, to na prawdę wspaniały pomysł. Lubię chłopaków z naszego zespołu, bez wyjątku, każdy z nich to inny kosmos, ale razem tworzymy fajną harmonię. Mam nadzieję że nie przestaniemy grać 🙂 Inną moją zajawką teraz jest GaleriaKlatka wspominałem Wam w poprzednim poście że tworzę galerię na klatce mojego bloku 🙂 otóż sąsiedzi się zgodzili i nawet wymogli na mnie żebym robił tę galerię w dwóch klatkach schodowych 🙂 wspomogą mnie finansowo. W tym momencie jeszcze rzecz musi się uleżeć, zrobiłem im wizualizację jak te obrazki mają wyglądać w przestrzeni klatki no i teraz czekam na akceptację. Spełnia się moje wielkie marzenie 🙂 Aaaa i najważniejsze, zacząłem się odchudzać dzisiaj 🙂 Planuję dietę przez kilka miesięcy, pieczywo chrupkie zamiast bułek, szczupły obiad, bieganie, rower, dzisiaj ważyłem się 76 kg. może nie jest to max dużo, ale wkurza mnie ta oponka, chcę ważyć 68 kg, może mniej, w zależności jak będę wyglądać, zobaczymy jak to pójdzie, ostatnie odchudzanie było bardzo ważne, bo symbolicznie razem z chudnięciem wychodziłem z depresji, teraz tego nie ma, jestem szczęśliwy 🙂


GaleriaKlatka.

images tak wygląda szczęśliwy Maca 🙂 Nie cierpię występować przed kamerą, według mnie jestem niemedialny, ale są wyjątki takie jak tutaj, kiedy jestem wyjątkowo szczęśliwy i wtedy wszystko mi jedno. Pewnie zastanawiacie się, co u Macy? Widzę znaki zapytania nad głowami! Zacząłem sezon rowerowy, jeżdżę sobie dziennie około 7 kilometrów. Wiosna, podobnie jak Wy, kocham ją! Świat zajawek przygasł ostatnio, w fazie realizacji jest jedynie projekt „GaleriaKlatka” czyli projekt w którym otwieram galerię na mojej klatce schodowej. Przedłożyłem pomysł zarządowi wspólnoty i czekam na 26 marca kiedy odbędzie się posiedzenie sąsiedzkie i zamierzam przedstawić ten projekt i poddam go głosowaniu. A projekt wygląda tak że chcę umieścić w przestrzeni publicznej naszej klatki schodowej obrazki, planuję zawieszenie ich na półpiętrach, po sześć obrazków na półpiętro razem 24 obrazki. Obrazki – czyli obrazy moich ulubionych mistrzów, np. półpiętro Renoira, półpiętro Modiglianiego itd. Planuję też wystawy czasowe dla współczesnych malarzy/grafików, ale to wszystko będzie możliwe dopiero gdy sąsiedzi wyrażą zgodę, co nie jest wcale takie pewne. Własna galeria, ojej to jest moje marzenie odkąd zacząłem się interesować sztuką, miało to marzenie wiele odsłon z czego ta ostatnia wydaje się najbardziej sensowna, jest to tanie, jest blisko, no i miałbym okazje wpływać na życie sąsiedzkie poprzez krzewienie sztuki, miód. Poza tym stagnacja zajawkowa, często w nocy budzę się z silnym postanowieniem zrealizowania jakiegoś pomysłu a potem za dnia już mi przechodzi. To wszystko nie znaczy że mam jakiegoś doła czy coś w tym rodzaju, po prostu jest normalnie, zwyczajnie, tak jak powinno być, czego i Wam życzę i wiele więcej, Wasz Maca.

 


Eat shit – czyli wizyta Barniego

montaz

 

barni

Barni przy pracy

mój kumpel Barni wpadł do mnie wczoraj na herbatę, oprócz wielkiej przyjaznej zażyłości łączą nas interesy, jest fotografem a ja grafikiem, więc zleca mi od czasu do czasu różne retusze i szparowania, ostatnio zacząłem też opiekować się jego stroną. Barni jest uzależniony od czekolady i zawsze przynosi ją żebyśmy zjedli przy tej herbacie. A jednak tym razem poszło coś nie tak, Barni postanowił pójść w zdrową żywność i kupił gorzką czekoladę, problem w tym że smakowała jak niesłodzone kakao, nie można było tego jeść. Ale nie daliśmy za wygraną, jesteśmy ludźmi czynu i nie boimy się eksperymentować. połamaliśmy czekoladę do małego garczka, dodaliśmy mleka, cukru i podgrzaliśmy. Barni i siła jego uzależnienia. Pierwszy atak śmiechu mieliśmy w momencie gdy zobaczyliśmy konsystencję tego co powstało, potem posypały się żarty na temat projektów kariery Barniego jako cukiernika i tego jak otwieramy w Starej Miłośnie cukiernię, popłakaliśmy się ze śmiechu. Jak smakował ten cukierniczy majstersztyk? Gorzej, ale i tak zjadłem sporo, wszystkiego nie dałem rady, za to nauczyliśmy się żeby nie zawsze ufać temu co zdrowe.

 


Wizyta Adama i jego nowa fascynacja

Mój siostrzeniec Adam wpada do mnie czasem z wizytą, ja mieszkam na strychu a on razem z rodzicami na pierwszym piętrze tego samego bloku. Powoli wtajemniczam go w świat komputerów, zaczęło się od banalnej gry w której wciskał tylko jeden klawisz i samochodzik jechał, wciskał ten klawisz zapamiętale i bardzo się emocjonował, ale o dziwo gra mu się znudziła, przybiegł któregoś dnia i zakrzyknął aby puścić mu Ambigersy, dokonując niejakiego wysiłku zrozumiałem że chodzi o grę Angry Birds, włączyłem no i okazało się że ta gra jest za trudna. Ale Adam jest wytrwały i robił kolejne podejścia do Ambigersów aż wreszcie dzisiaj z lekką pomocą sam zaczął strzelać z procy do prosiaków a potem z dużym wsparciem konstruować pojazdy którymi prosiak jedzie aby uderzyć w bomby albo scory. Zadziwiła mnie wytrwałość z jaką Adaś konstruuje te wózki, ma małe paluszki a myszka jest wielka i na prawdę jest to dla niego wysiłek. Pomyślałem że powinien spróbować jakiejś gry edukacyjnej i oczywiście wszystkie były albo za trudne, albo zupełnie denne aż wreszcie natrafiliśmy na kolorowankę z psem Huckelberrym i ku mojemu autentycznemu zdziwieniu ta nowa „gra” wciągnęła Adasia, próbował wszystkie kolory i wszystkie pola psa wypełnił a największą miał radość ze zmieniania tła, reagował radosnym kwileniem na poszczególne kolory wybrane wcześniej z palety. Byłem tym bardzo zaskoczony, nie podejrzewałem że czterolatek tak może się świetnie bawić używając programów graficznych. Postanowiłem że będę mu podsuwał bardziej zaawansowane narzędzia, rzecz jasna w formie zabawy. Dlaczego nie wykorzystać Photoshopa do kolorowanek? Odkurzyłem dawno nie używany tablet, piórkiem na bank będzie mu wygodniej. A zatem ma szansę zrealizować się moja niewysłowiona potrzeba by zostać graficznym sensejem i to na totalnie dziewiczym gruncie. Zostańcie ze mną by przekonać się co z tego (i czy w ogóle coś?) wyniknie.


Refleksje po przeczytaniu Christine, Kinga

Po raz pierwszy przeczytałem książkę Stephena Kinga i chcę powiedzieć że to było wielkie przeżycie. Gdy czyta się książki doznaje się wielu unikalnych uczuć, wpada się w przeróżne nastroje. Christine dała mi chwile autentycznego zdumienia i strachu, King buduje napięcie aby w pewnym momencie doprowadzić do erupcji i klimat książki udziela się człowiekowi bardzo dramatycznie, a zakończenie wpuszcza w sferę myśli pierwiastek nadprzyrodzony, wiarę w możliwość że jakaś Christine żyje gdzieś i może w każdej chwili zaatakować, nie wspominając o jej gnijących pasażerach, którzy mogą wypełznąć spod łóżka. Nie lubię filmowych horrorów, ale książka to co innego, niepokój który z niej wypływa jest pokrewny ekscytacji i fascynacji, myślę że przeczytam w przyszłości jeszcze parę horrorów żeby przekonać się czy to jest moja bajka. A tymczasem czytam eseje Chłopeckiego o muzyce, zmarłego niedawno dziennikarza radiowej Dwójki, dostałem tę książkę na Gwiazdkę. Pisze momentami bardzo trudno, ale to nie przeszkadza czerpać przyjemności z piękna oraz ekwilibrystyki jego myśli.


Gwiazdka u Mackiewiczów 2014

Gwiazdka u Mackiewiczów przebiegła do ostatniego szczegółu zgodnie z tradycją. Wyśmienite potrawy, kolędy, nad wszystkim unoszący się duch świąt i wszystkich naszych bliskich zarówno tych tu jak i tam w górze. A za oknem deszcz wygrywający serenady. Jeszcze raz Wesołych Świąt rodacy i państwo z zagranicy, rozpoczyna się pełne radosnego napięcia wyczekiwanie Nowego Roku, trzeba będzie się znowu przyzwyczajać do nowej daty, 2015, to brzmi tak nowatorsko, jak data z filmu science fiction, albo zgodna z przepowiednią data nadejścia nowego ładu, ale nie musi być nowego ładu, ten co jest jest bardzo ładny, byle zdrowie dopisało, czego wszystkim życzy w nadziei na spełnienie, M.


Życzenia

Ale miałem głupi sen. Przeczytałem wpis z poranka i uznałem że jest to zbyt obsceniczne i nie pasuje do tego bloga, w końcu nie wiadomo kto czyta te słowa, jakoś rano mnie to nie gorszyło, po przebudzeniu znajduję się w innym stanie umysłu, jestem ciągle w oparach snu… A tymczasem święta już tuż, kupiłem sobie małą plastikową choinkę co mruga różnymi światłami, ale okazało się że baterie szybko się wyczerpują, więc nie ma świątecznej iluminacji, święta jak co roku spędzam na łonie rodziny, mam nadzieję zrobić jakieś zdjęcia świąteczne. Bardzo lubię te święta i całą moją rodzinę, poniżej jestem ja, sportretowany przez mojego siostrzeńca Adama T., jest on małym prześmiewcą i narysował mnie z koroną na głowie jako króla 🙂 oto jak postrzega mnie nowe pokolenie. Wesołych Świąt.

img256


Czytam Christine Stephena Kinga

opel-manta-ope_geb_316_1Na początku widziałem film, wieki temu, jeszcze w mojej rodzinnej miejscowości Trąbkach, w kinie, w domu kultury. To kino było prawdziwym przeżyciem za każdym razem gdy sie tam chodziło, wszystkie twarze znajome, ze wszystkimi trzeba było się przywitać, w trakcie seansu bardzo żywiołowo reagowaliśmy, wszyscy dogadywali, śmiechu było wiele. Głupia rzecz, z seansu pamiętam najbardziej scenę w której główny bohater mówi słowo „mineta” oczywiście wtedy nie wiedziałem co to oznacza, ale pamiętam że to niecne słówko usłyszałem wtedy po raz pierwszy. Ostatnio czytałem całą serię biografii malarzy, Renoira, Maneta, Courbeta, Tycjana i innych no i ostatnia, biografia El Greca zmęczyła mnie i zniechęciła lekko, więc postanowiłem spróbować Kinga. Cała sytuacja przypomina bardzo moją historię, bo jako młody człowiek też kupiłem sobie wystrzałowego grata, Opla Mantę rocznik 1981, też zakochałem się od pierwszego wejrzenia i też o niczym innym wówczas nie mówiłem jak wymiana hamulców, problemy z gaźnikiem, opony i wszystko to przez co przechodzi chory umysł 🙂 Ja też miałem specjalną nazwę dla tego samochodu, Srebrny Szerszeń, to była choroba jak u Kinga, w dodatku samochód również poróżnił mnie z moim najlepszym przyjacielem i wszystko skończyło się katastrofą. Nie zachowały się żadne zdjęcia, był podobny bardzo do tego poniżej, tylko że srebrny i miał szaleńczo szpanerskie tuningi, z przodu, na masce niby wlot powietrza niby chłodzący silnik, samochód siał popłoch i zgorszenie, dzisiaj jestem zupełnie inny, nie marzę o samochodach, samochód jest mi do niczego nie potrzebny pomijając fakt że jest za drogi w utrzymaniu to ja po prostu uwielbiam autobusy z ich dramaturgią i pięknem.