Jak widzę moją przyszłość z HoloLens!

Dzisiaj dowiedziałem się o istnieniu HoloLens i stwierdzam że jest to coś jeszcze bardziej ekscytującego od Ocullus Rifta 🙂 Przede wszystkim, gdy będę już miał HoloLens to stworzę wirtualną galerię obrazów, które będą się zmieniać co 5 minut losowo, wszystkie ściany pouwieszam obrazami dawnych mistrzów, ale również nowe malarstwo, myślę że powstanie odpowiednia aplikacja z gotowymi obrazami, jeśli nie to sam ją stworzę. Zaprojektuję sobie dywan z kalejdoskopowym wzorem, który będzie powoli się rozwijał, no i zacznę projektować formy przestrzenne, marzy mi się też jakiś sprytny kolorofon, taka aplikacja HoloLens która tworzy wizualizacje przestrzenne w rytm muzyki, może na ścianach wzorki wyświetlane, jestem pewien że coś takiego będzie możliwe jeszcze za mojego życia. Wiem co chcę jeszcze zrobić, zaprojektować od nowa moje mieszkanie w komputerze, stworzyć witraże no i różne freski na ścianach, to będzie musiało być możliwe, oczywiście wcześniej przemaluję wszystkie pomieszczenia na najbardziej wygodny kolor, np. biały. Za pomocą HoloLens stworzę sobie freski na każdy dzień tygodnia, w poniedziałek stworzenie świata na suficie, we wtorek Hieronim Bosh, w środe coś mojego, a może fuzja wszystkich stylów, albo może wszystko pozostawię przypadkowi. Na niebie mógłbym projektować gwiazdozbiory, zachody słońca na którejś ze ścian… Mam też nadzieję że HoloLens otworzy przede mną nowe horyzonty myślowe, może stworzy ktoś aplikację która wyczaruje w moim mieszkaniu monastyr, albo francuski ogród, a może będzie można zwiedzać świat, albo patrzeć na miasta z lotu ptaka, albo projektować miasta, grać w grę o projektowaniu miast, gry w których się coś projektuje, no tak, myślę że HoloLens otworzy mi wiele tego rodzaju możliwości, nie mogę się doczekać, a Wy? co zrobicie jak już dostaniecie swoje HoloLensy?



Smyczoludy

Dawnymi czasy mocno wierzyłem w to że chcę robić filmy. zrobiłem ich kilka przyniosły mi mniej lub więcej radości, ale najbardziej szalony z nich to Smyczoludy. Jest to film o różnych formach uwięzienia które serwują nam nowe technologie, o tym że mimo wspaniałych zdobyczy cywilizacji ciągle jesteśmy na drabinie wyzysku, tyle tylko że zmieniają się okoliczności. Film nakręciliśmy razem z moim kolegą Barnim (o którym mowa gdzieniegdzie w blogu) kręciliśmy w starej fabryce urządzeń optycznych, robiliśmy sobie kostiumy i wszystko odbywało się w super kreatywnej atmosferze, w filmie grał też mój nieodżałowanej pamięci szczurek 🙂 Obejrzeć można tutaj


Mandala – nowy wytwór Macy

Wczoraj dokończyłem tworzyć stronę z mandalą 🙂 Tutaj można zobaczyć . Nie chcę się żalić, ale zamieściłem ją na fejsie i dosłownie nie dostałem złamanego lajka 🙂 Moim zdaniem jest genialna! I nie chodzi wcale o jakąś nieskromność, sam się zdziwiłem że tak cudnie może to wyjść. Ta mandala daje do myślenia, mi kojarzy się z pięknym kwiatem, a zatem dziełem inżynierii natury zaprojektowanym w konkretnych celach zgodnie z prawami geometrii i matematyki. Patrząc na dzieła stwórcy doznajemy wzruszenia pięknem, ta mandala też jest niejako jego dziełem, bo przestrzega naturalnego porządku geometrycznego, Kurcze jaka szkoda że ten flash odchodzi (program) bo zanim zrobię coś takiego w html5 to miną wieki, jest to wielkie wyzwanie, wiem o tym, bo potrzebowałem dziesięciu godzin żeby zrozumieć jak zrobić kręcące się kółeczko a i tak nie dokońca wiem jak mi się to udało. No nic mam nadzieję że macie pluginy flashowe i dojrzycie piękno w mandali 🙂


Flash, pianino i ogródek :)

Mam wielką nową zajawkę, tworzenie animacji flashowych 🙂 Flash to technologia dzisiaj już oldschoolowa, niestety znika, jest wypierany przez html5 i javę, problem w tym że flash miał bardzo przyjazny interface i środowisko na tyle skomplikowane żeby połapał się w nim średnio rozgarnięty nieuzdolniony programistycznie twórca – czyli ja. A jednak zamierzam spróbować nauczyć się nowych technologii, myślę że znalazłem już system jak tego dokonać, wszystko kwestia organizacji i małych potrzeb przy maksimum satysfakcji. Ostatnio nie gram na pianinie, ale okazuje się że ta koleżanka z Ukrainy która studiuje kompozycję jednak chce mnie uczyć, więc spróbuję, będzie to nauka przez internet więc ciekawe jak to pójdzie. Ciepło się zrobiło i wrócił sezon prac w ogródku, więc kończę posta i idę pomagać Tacie!



Fu, Lu i Li

Dawno temu żył sobie chińczyk o imieniu Fu. Fu nie oczekiwał od świata wielkich fajerwerków, wystarczyło mu spokojne życie, kilkoro przyjaciół i miska ryżu z rzodkwią. Miał przyjaciela Lu i przyjaciółkę Li, oni byli razem, niestety coś się stało i Lu z Li się rozstali. Fu nie wiedział jak się zachować, tym bardziej że Li ujawniła mu że Lu nie chce przyjaźni z Fu co bardzo zabolało Fu. Fu postanowił że nie będzie odzywał się do Lu skoro on nie chce jego przyjaźni.

Postanowiłem jednak pisać, ale nie chce mi się ubarwiać tekstu obrazkami. Przechodzę fazę pamiętniczkową, przestało mi zależeć na masowości bloga, myślę też że umierając nie zostawię nic po sobie, nie będę w niczym dobry, za to będę amatorem w wielu dziedzinach, co w końcu nie jest takie złe, nie zależy mi żeby zostawić coś po sobie. Jak tak można mówić? Zwyczajnie. To wszystko i tak nie ma sensu, wszystko przykryje piasek, albo zaleje lawa, zostaniemy wchłonięci przez czarną dziurę.

Jestem kroplą w oceanie.

Umieranie kojarzy mi się z pierwszą komunią, gdy myślę o śmierci automatycznie przenoszę się do kolejki przed konfesjonałem i przeżywam pierwszą spowiedź. Jestem niesamowicie wdzięczny że mogłem zaistnieć w tej formie na tym pięknym świecie. Że stałem się kimś ważnym, człowiek, fiu fiu, nie byle co. Ale co gdybym był mchem lub porostem? Podoba mi się w moim życiu to że nie muszę walczyć, że nie stworzyłem sobie więzienia. To znaczy mam swoje więzienie, każdy ma, ten sam krajobraz, te same cztery ściany, ale moje więzienie jest bardzo łagodne, da się w nim wyspać, można siedzieć po nocy, pisać, grać na pianinie. Niektórzy mają o wiele gorzej. A zatem dzisiaj dziękuję za swoje przytulne więzienie, za przyjaciół, wszystkich, jedno i dwu licowych, oraz życzę wszystkim i sobie długich lat w zdrowiu i zajawkach. m.


Bieżące sprawy Macy

Jak widzicie straciłem serce do tego bloga 🙂 Ostatnio całymi dniami improwizuję na swoim pianinie, zdaje się że Nasza grupa muzyczna Cudaki się reaktywowała, graliśmy ostatnio w studio parę godzin było czadowo. Ale przez czadowo mam na myśli na prawdę czadowo, granie z chłopakami to przyjemność nie porównywalna chyba z niczym, to trochę jak gra w siatkówkę, albo w karty, tylko w przestrzeni dzwięków gdzie wszyscy są równi. Tym razem Yadzia, nasz perkusista miał urodziny i w prezencie pozwoliliśmy mu dyrygować zespołem 🙂 Wprowadził nowy element, a mianowicie że jedna osoba zaczyna (za każdym razem inna) a reszta dołącza po kolei. Strasznie fajne rzeczy z tego wychodzą, to na prawdę wspaniały pomysł. Lubię chłopaków z naszego zespołu, bez wyjątku, każdy z nich to inny kosmos, ale razem tworzymy fajną harmonię. Mam nadzieję że nie przestaniemy grać 🙂 Inną moją zajawką teraz jest GaleriaKlatka wspominałem Wam w poprzednim poście że tworzę galerię na klatce mojego bloku 🙂 otóż sąsiedzi się zgodzili i nawet wymogli na mnie żebym robił tę galerię w dwóch klatkach schodowych 🙂 wspomogą mnie finansowo. W tym momencie jeszcze rzecz musi się uleżeć, zrobiłem im wizualizację jak te obrazki mają wyglądać w przestrzeni klatki no i teraz czekam na akceptację. Spełnia się moje wielkie marzenie 🙂 Aaaa i najważniejsze, zacząłem się odchudzać dzisiaj 🙂 Planuję dietę przez kilka miesięcy, pieczywo chrupkie zamiast bułek, szczupły obiad, bieganie, rower, dzisiaj ważyłem się 76 kg. może nie jest to max dużo, ale wkurza mnie ta oponka, chcę ważyć 68 kg, może mniej, w zależności jak będę wyglądać, zobaczymy jak to pójdzie, ostatnie odchudzanie było bardzo ważne, bo symbolicznie razem z chudnięciem wychodziłem z depresji, teraz tego nie ma, jestem szczęśliwy 🙂


GaleriaKlatka.

images tak wygląda szczęśliwy Maca 🙂 Nie cierpię występować przed kamerą, według mnie jestem niemedialny, ale są wyjątki takie jak tutaj, kiedy jestem wyjątkowo szczęśliwy i wtedy wszystko mi jedno. Pewnie zastanawiacie się, co u Macy? Widzę znaki zapytania nad głowami! Zacząłem sezon rowerowy, jeżdżę sobie dziennie około 7 kilometrów. Wiosna, podobnie jak Wy, kocham ją! Świat zajawek przygasł ostatnio, w fazie realizacji jest jedynie projekt „GaleriaKlatka” czyli projekt w którym otwieram galerię na mojej klatce schodowej. Przedłożyłem pomysł zarządowi wspólnoty i czekam na 26 marca kiedy odbędzie się posiedzenie sąsiedzkie i zamierzam przedstawić ten projekt i poddam go głosowaniu. A projekt wygląda tak że chcę umieścić w przestrzeni publicznej naszej klatki schodowej obrazki, planuję zawieszenie ich na półpiętrach, po sześć obrazków na półpiętro razem 24 obrazki. Obrazki – czyli obrazy moich ulubionych mistrzów, np. półpiętro Renoira, półpiętro Modiglianiego itd. Planuję też wystawy czasowe dla współczesnych malarzy/grafików, ale to wszystko będzie możliwe dopiero gdy sąsiedzi wyrażą zgodę, co nie jest wcale takie pewne. Własna galeria, ojej to jest moje marzenie odkąd zacząłem się interesować sztuką, miało to marzenie wiele odsłon z czego ta ostatnia wydaje się najbardziej sensowna, jest to tanie, jest blisko, no i miałbym okazje wpływać na życie sąsiedzkie poprzez krzewienie sztuki, miód. Poza tym stagnacja zajawkowa, często w nocy budzę się z silnym postanowieniem zrealizowania jakiegoś pomysłu a potem za dnia już mi przechodzi. To wszystko nie znaczy że mam jakiegoś doła czy coś w tym rodzaju, po prostu jest normalnie, zwyczajnie, tak jak powinno być, czego i Wam życzę i wiele więcej, Wasz Maca.

 


Eat shit – czyli wizyta Barniego

montaz

 

barni

Barni przy pracy

mój kumpel Barni wpadł do mnie wczoraj na herbatę, oprócz wielkiej przyjaznej zażyłości łączą nas interesy, jest fotografem a ja grafikiem, więc zleca mi od czasu do czasu różne retusze i szparowania, ostatnio zacząłem też opiekować się jego stroną. Barni jest uzależniony od czekolady i zawsze przynosi ją żebyśmy zjedli przy tej herbacie. A jednak tym razem poszło coś nie tak, Barni postanowił pójść w zdrową żywność i kupił gorzką czekoladę, problem w tym że smakowała jak niesłodzone kakao, nie można było tego jeść. Ale nie daliśmy za wygraną, jesteśmy ludźmi czynu i nie boimy się eksperymentować. połamaliśmy czekoladę do małego garczka, dodaliśmy mleka, cukru i podgrzaliśmy. Barni i siła jego uzależnienia. Pierwszy atak śmiechu mieliśmy w momencie gdy zobaczyliśmy konsystencję tego co powstało, potem posypały się żarty na temat projektów kariery Barniego jako cukiernika i tego jak otwieramy w Starej Miłośnie cukiernię, popłakaliśmy się ze śmiechu. Jak smakował ten cukierniczy majstersztyk? Gorzej, ale i tak zjadłem sporo, wszystkiego nie dałem rady, za to nauczyliśmy się żeby nie zawsze ufać temu co zdrowe.